Rolnicy z Lubelszczyzny przyjadą protestować w Warszawie. "Nie damy się okradać"

Anna Gmiterek-Zabłocka
Rolnicy z Lubelszczyzny zapowiadają protest w stolicy. W najbliższy czwartek mają zamiar udać się m.in. przed Sejm. Twierdzą, że obecna władza destabilizuje produkcję żywności w Polsce. Narzekają też, że część zboża z Ukrainy zamiast za granicę - trafia do naszego kraju.
Zobacz wideo

Rolnicy z Agrounii spotkali się w poniedziałek z dziennikarzami przed Urzędem Wojewódzkim w Lublinie. Mówili m.in., że krajowy rynek jest zalewany zbożem z Ukrainy. W ich ocenie to odbija się na polskim rolniku, bo ten ma problem ze sprzedażą zboża, którego cena jest niższa niż koszt produkcji. - Punkty skupowe są zasypane i nie chcą skupować zboża, które jest jeszcze w magazynach polskich rolników. Dlaczego? Bo mają dużo tańsze oferty - mówił jeden z protestujących Jarosław Miściur.  

Ireneusz Nowak jest producentem rolnym, ma w swoim gospodarstwie m.in. kukurydzę paszową. Jak mówił podczas spotkania, jego produkcja nagle przestała się opłacać. Ceny są zaniżane, a w sieci można znaleźć ogłoszenia osób, które oferują kukurydzę z Ukrainy.

- Nasza praca musi przede wszystkim zapewniać odpowiedni byt naszym rodzinom. Niestety, dziś wszystko jest zachwiane. To, co się dzieje obecnie na rynku kukurydzy, to porażka i ogromne dla nas straty - grzmiał rolnik z Lubelszczyzny. Dowodził, że koszty produkcji mocno wzrosły. - W ubiegłym roku, gdy trwały żniwa kukurydziane, mieliśmy cenę oleju grzewczego na poziomie 4,20 złotych. A dziś? To 7,28 złotych, czyli jest droższy od oleju napędowego. To spowodowało straszny wzrost kosztów produkcji - opisywał pan Ireneusz. 

Zwracał też uwagę, że na rynku pojawiła się kukurydza paszowa z Ukrainy, mimo iż rządzący przekonywali, że zboże z Ukrainy będzie jedynie przejeżdżać przez Polskę i nie zagrozi sytuacji rolników w kraju. - Tymczasem mam zdjęcie z jednego z portali ogłoszeniowych, gdzie kukurydza z Ukrainy jest oferowana po 917 złotych. (...) Pytam, gdzie jest sens naszej pracy? Co mamy zrobić? Gdzie mamy pójść? - alarmował Nowak. 

Tłumaczył dziennikarzom, że jeśli wszystko dalej będzie tak wyglądać, to polska kukurydza nie będzie dostępna w skupach. - My jej nie wysuszymy, bo nie mamy na to pieniędzy. Nie ma nad tym żadnej kontroli, zostaliśmy pozostawieni sami sobie. Dlatego musimy protestować - podsumował. 

Rolnicy pojadą do Warszawy

Agrounia zapowiada protest w czwartek w Warszawie - najpierw przed Pałacem Kultury i Nauki, potem również przed Sejmem. Ma on przebiegać pod hasłem "Nie damy się okradać". - W państwie powinna być jakaś komórka, która zajęłaby się dokładnym monitorowaniem, czy ilość zboża, która wjeżdża do Polski z Ukrainy, jest dokładnie taka sama, jak ta rozładowywana w porcie. Możemy to jako Polska weryfikować, kontrolować i sprawdzać - mówił Jarosław Miściur. 

Plakat AgrouniiPlakat Agrounii Fot. Profil Agrounii na Twitterze

Rolnicy z Agrounii przekonują, że Prawo i Sprawiedliwość odpowiada m.in. za niekontrolowany przywóz zboża z Ukrainy, ale też za galopującą inflację i rosnące koszty życia. Wytykają rządzącym także zwiększanie marż w supermarketach, podczas gdy zapłata dla rolników wcale nie jest wyższa. - Spirala marżowo-cenowa, która jest nakręcana, powoduje, że wiele produktów magazynowanych jest przez firmy i windowane są sztucznie ceny na bardzo wysoki poziom - mówił lider Agrounii Michał Kołodziejczak. Przypomnijmy, Agrounia to od niedawna partia polityczna. 

- Apeluję do wszystkich mieszkańców wsi i miast, różnego rodzaju organizacji, związków zawodowych, pracowników korporacji o dołączenie do nas. 7 lipca będziemy w Warszawie, przed Sejmem, i tam musimy zamanifestować sytuację, w jakiej się znaleźliśmy. Dzisiaj tylko i wyłącznie nasze zjednoczenie może spowodować, że pokażemy naszą siłę i będziemy mieli wpływ na obecną sytuację - mówił przed Urzędem Wojewódzkim w Lublinie Jarosław Miściur, koordynator budowy struktur Agrounii. 

W poniedziałek o obawy polskich rolników w związku z trafiającym do Polski ukraińskim zbożem w radiowej Jedynce pytano ministra Waldemara Budę, szefa resortu rozwoju. - Nie będzie zalewania polskiego rynku ukraińskim zbożem - zapewnił. - Polska tylko pomaga w logistyce, jest pośrednikiem przesyłania ukraińskiego zboża "na świat" - zaznaczył minister. 

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny