"Nie ma we mnie żalu. Raczej poczucie wypełnienia dobrej misji". Z Lublina znikają "Wolne Ciuchy" dla uchodźców

Anna Gmiterek-Zabłocka
To już koniec wyjątkowego sklepu "Wolne Ciuchy", w którym uchodźcy z Ukrainy mogli za darmo wybrać ubrania. - Zawsze przychodzi taki moment, że trzeba powiedzieć "stop". I tak się stało teraz - słyszymy od założycieli tego miejsca. Sklep działa tylko do soboty i na ostatnie godziny zaprasza także Polaków.
Zobacz wideo

Sklep "Wolne Ciuchy" powstał tuż po rozpoczęciu wojny w Ukrainie w lubelskiej galerii handlowej Olimp. Działał w bardzo atrakcyjnym miejscu, obok kina. Niemal codziennie ustawiały się tu kolejki. Po ubrania, buty, wózki dla dzieci, kosmetyki, pampersy. Wszystko za darmo, za okazaniem paszportu z datą wjazdu po 24 lutego.

Sklep powstał z inicjatywy trzech osób: nauczyciela akademickiego i prawnika Macieja Podleśnego, nauczycielki Liceum Plastycznego Anny Świerbutowicz-Kawalec i Anny Rakowskiej, która pracuje w Klubie Żeglarskim "Żegluj". - Nasz sklep powstał bardzo szybko. Zebraliśmy się chyba w poniedziałek, a w czwartek zaczęliśmy już działać - wspominają pomysłodawcy.

Wszystko zaczęło się od tego, że jedna z pomysłodawczyń szukała ubrań dla znajomych Ukraińców. Denerwowała się, że nic nie może znaleźć. Bo ubrania - w miejscach ich wydawania - były wymieszane. Leżały w pudłach, panował ogólny bałagan. Postanowiono więc stworzyć miejsce, w którym zapanuje porządek. Ubrania wisiały na wieszakach, odpowiednio posortowane. Każdy mógł znaleźć tu coś dla siebie.  

"Trzeba powiedzieć: stop"

Teraz sklep znika. - Zawsze przychodzi taki moment, że trzeba powiedzieć "stop". I tak się stało teraz. Taką decyzję podjęliśmy. Nałożyła się na to informacja z galerii, że na to miejsce, w którym działaliśmy przez ostanie tygodnie, znalazł się inny najemca - tłumaczy Anna Świerbutowicz-Kawalec.

Wolontariusze zastrzegają, że Olimp zaproponował punkt w innej części galerii, ale się na to nie zdecydowano. - My w ogóle zakładaliśmy, że będziemy działać miesiąc. Był moment, że nie było wcale ludzi. Ale pogoda się zmieniła, zrobiło się cieplej i znów pojawiło się więcej osób. Uznaliśmy więc, że jeszcze z zamknięciem poczekamy. Ale nigdy nie traktowaliśmy tego jako projekt długodystansowy - informuje nasza rozmówczyni. 

- Nie czuję żalu czy złości, że to się kończy. Jest we mnie refleksja i pewna nostalgia, ale przede wszystkim jest we mnie radość z pomagania. Chcieliśmy pomóc tym ludziom, którzy przyjeżdżali z jedną walizką i to się na pewno udało - przekonuje.

Przez sklep przewinęły się tysiące ludzi. Były dni, że pojawiało się blisko 700 klientów. Ukraińcy i Ukrainki z Lublina i spod Lublina. Starsi, młodsi, w średnim wieku. Mnóstwo nastolatków i dzieci. Niejednokrotnie osoby chore, z niepełnosprawnościami. Matki synów walczących na wojnie czy żony mężów zaangażowanych w walki pod Charkowem, Mariupolem czy w Kijowie. - Czy zdarzały się łzy? Niejednokrotnie. Płakały kobiety z Ukrainy, ale płakaliśmy też my. Taki czas, takie emocje - wspominają nasi rozmówcy. - Ja osobiście czuję się spełniona, bo podarowaliśmy to, co było potrzebne. Trochę szkoda, ale to naturalne, że w życiu kończy się pewien moment - mówi wolontariuszka Kristina Repelewska.

Wolne Ciuchy. W Galerii Olimp w Lublinie powstał specjalny sklep dla uchodźców z UkrainyWolne Ciuchy. W Galerii Olimp w Lublinie powstał specjalny sklep dla uchodźców z Ukrainy Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl

Historii, które zapamiętają na długo, było wiele. Choćby starsza pani, która potrzebowała kuli inwalidzkiej, bo bez niej nie mogła chodzić. - Kula się znalazła, podobnie jak pas ortopedyczny dla niej. Tak jak wielu, wyjechała z kraju szybko i nie miała jak tego zabrać. Dostała od nas to wsparcie i dziękowała Bogu, że teraz znów może normalnie chodzić - opowiada Repelewska. 

Sporo było kobiet w ciąży albo tuż po porodzie. - Szukały wyprawek dla dzieci, ubranek. Pomagaliśmy. Radość była przeogromna. Za każdym razem. I wzruszenie - mówią wolontariusze. - Pamiętam panią, która czekała na swoje pierwsze dziecko. Była w dziewiątym miesiącu. Przygotowałyśmy jej cały pakiet: ubranka, zabaweczki, smoczek, jakieś kosmetyki dla dzieci. Rozpłakała się - wspomina Zuzanna. 

Ostatnio jedna z Ukrainek przyszła do "Wolnych Ciuchów" podzielić się wiadomością, że dostała pracę. Okazało się, że będzie pracować w ochronie. - Potrzebowała ciemnych ubrań. Poszukałyśmy i oczywiście coś się znalazło. Tak strasznie się cieszyła - nadmienia Anna.

Wolontariuszka Emilia opowiadała nam z kolei o sukience w kwiaty, która dostała "drugie życie". - Pamiętam dziewczynę, która znalazła sukienkę w kwiaty. Wyglądała pięknie. Stałyśmy wokół i podziwiałyśmy, a ona była taka szczęśliwa. Uciekła przed wojną, była w traumie - mówiła w TOK FM wolontariuszka, kiedy sklep działał jeszcze w najlepsze. 

Wolne Ciuchy. W Galerii Olimp w Lublinie powstał specjalny sklep dla uchodźców z UkrainyFot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl

- Zawsze staraliśmy się trzymać w sklepie porządek, wszystko było porozwieszane na wieszakach. Chodziło o to, by nikt nie poczuł się upokorzony - tłumaczy Anna Rakowska. Pamięta m.in. lublinianina, który przyniósł 30 sukienek. - Okazało się, że usłyszał, że bardzo potrzebujemy sukienek. Kupił sukienki w second handzie, wyprał, wyprasował i przyniósł - opowiada. 

W sklepie pojawiało się też mnóstwo dzieci. - Z samego rana, gdy tylko otwieraliśmy, biegły do naszego kącika zabaw, gdzie były zabawki, kredki, książeczki. Tam mogły się pobawić, czekając na rodzica, który wybierał ubrania. To pokazywało nam, że każde dziecko potrzebuje tego samego - radości, normalności, uśmiechu, uwagi - mówi Maciej Podleśny, prawnik, jeden z założycieli. - Dzieci szukały też zabawek dla siebie. Gdy udało się znaleźć wymarzonego pluszaka, samochodzik albo lalkę, radość była nie do opisania - opowiada.

Wolne Ciuchy. W Galerii Olimp w Lublinie powstał specjalny sklep dla uchodźców z UkrainyWolne Ciuchy. W Galerii Olimp w Lublinie powstał specjalny sklep dla uchodźców z Ukrainy Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl

Obecnie przyszedł czas, że wiele Ukrainek i Ukraińców decyduje się na powrót do kraju. Dlatego potrzebne były walizki, mnóstwo walizek. - Nie każdy miał walizkę. Niektórzy przyjechali do Polski z torbą czy reklamówką. Ale teraz potrzebowali walizek. I kilka takich transportów otrzymaliśmy dzięki pomocy PCK - opowiada Maciej Podleśny. 

Wolontariusze wielokrotnie widzieli szczęście. - Na przykład wtedy, gdy udało nam się zebrać kilkadziesiąt par butów piłkarskich dla fanów piłki nożnej z Ukrainy. Nastolatkowie byli bardzo szczęśliwi. Wiadomo, że uciekając przed wojną - nikt nie myślał o butach do gry w piłkę - dodaje Podleśny. W ostatnich dniach działania sklepu wielu Polaków wciąż jeszcze donosiło dary - głównie siatki z zabawkami. - Też bardzo szybko znalazły swoich nowych właścicieli - słyszymy. 

Po prawej pan Maciej, współautor pomysłu na sklep Wolne Ciuchy, a po lewej wolontariuszkaPo prawej pan Maciej, współautor pomysłu na sklep Wolne Ciuchy, a po lewej wolontariuszka zdj. Anna Rakowska

Barbara Skórzewska była wolontariuszką w "Wolnych Ciuchach" od samego początku. - Tak naprawdę z wieloma osobami dobrze się poznałam. Niektóre panie, jak przychodziły wybrać coś dla siebie, mówiły "Dzień dobry pani Basiu". To było bardzo miłe - opowiada. - Najbardziej wzruszające były podziękowania. Panie podchodziły do mnie, obejmowały, płakały. A my przecież nie robiliśmy tutaj nic wielkiego - mówi ze łzami w oczach. 

Dobrze pamięta m.in. małżeństwo, które przyszło z malutkim dzieckiem na rękach. - Tata nosił tego malucha. Okazało się, że w ogóle nie mają wózka, nie zdążyli go zabrać. Wózek bardzo szybko się znalazł. Co prawda miał uszkodzone jedno kółko, ale ten pan bardzo szybko to naprawił. Tu też były łzy i wielkie podziękowania - dodaje wolontariuszka. 

Ostatnie godziny

Sklep "Wolne Ciuchy" jest czynny do soboty, 11 czerwca. Ukrainki i Ukraińcy mogą brać rzeczy za darmo (pokazując paszport), ale teraz po ubrania mogą też przychodzić Polki i Polacy - każda rzecz dla nich kosztuje symboliczną złotówkę. Cały dochód pójdzie na pomoc uchodźcom z Ukrainy. Do nich też trafią wszystkie ubrania, których nie uda się rozdać. 

- Nauczyłem się, że ludzie są dobrzy. Wcześniej nie miałem wątpliwości, że tak jest. Ale to jest potwierdzenie tego, o czym zawsze myślałem. Zawsze trzeba robić swoje, to co się czuje, nie patrzeć się na boki, tylko robić swoją robotę - mówi Maciej Podleśny. 

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny