Lublin przez trzy miesiące wojny ugościł ponad milion uchodźców. "Miasto radzi sobie wzorowo"

Anna Gmiterek-Zabłocka
Od początku wybuchu wojny w Ukrainie przez Lublin przewinęło się ponad 1,2 mln obywateli tego kraju. Większość pojechała dalej. W mieście zostało około 68 tysięcy Ukrainek i Ukraińców, w tym mniej więcej połowa to dzieci. Prezydent Krzysztof Żuk przekonuje, że stolica Lubelszczyzny - w kwestii pomocy uchodźcom - "radzi sobie wzorowo".
Zobacz wideo

Lublin na bieżąco sprawdza, jak przebiegają przepływy uchodźców przez miasto. Miejskie Biuro Rozwoju Turystyki i Lokalna Organizacja Turystyczna Metropolia Lublin prowadzą badania geolokalizacji z urządzeń mobilnych. Stąd wiadomo, że od dnia wybuchu wojny w stolicy Lubelszczyzny - najczęściej przejazdem - pojawiło się ponad 1,2 mln uciekinierów wojennych. Większość pojechała dalej - do innych miast Polski, ale też na zachód Europy. Niektórzy wrócili do Ukrainy.

Blisko 20 procent mieszkańców to Ukraińcy

W Lublinie obecnie jest 68 tysięcy Ukrainek i Ukraińców, w tym około połowa to dzieci. Stanowi to 17 procent mieszkańców miasta. Meldunki na pobyt czasowy ma 2268 obywateli Ukrainy. W ramach wsparcia Lubelskiego Komitetu Pomocy Ukrainie goście mogą liczyć m.in. na pomoc psychologiczną i prawną, w którą zaangażowali się miejscowi adwokaci. 

Co ważne, Ukrainki i Ukraińcy w Lublinie wciąż mogą podróżować nieodpłatnie komunikacją miejską (na razie taki przepis obowiązuje do końca czerwca). Z kolei rodzice lub opiekunowie ukraińskich dzieci są zwolnieni z opłat za przedszkola. Na pomoc uchodźcom miasto wydało ponad 10 mln zł, a środki zewnętrzne pozyskane przez urząd z budżetu państwa na ten cel wynoszą około 20 mln zł.

Lublin podjął też działania integrujące uchodźców - powołano m.in. pełnomocnika prezydenta miasta do spraw włączania poprzez kulturę.

"Miasto radzi sobie wzorowo"

W Lublinie od pierwszego dnia wojny działa wspomniany już Lubelski Społeczny Komitet Pomocy Ukrainie, w skład którego wchodzą m.in. miejscy urzędnicy i przedstawiciele organizacji pozarządowych, ale również studenci i mieszkańcy miasta. Wsparcia udziela około 2 tysięcy wolontariuszy, w tym ponad 460 tłumaczy. 

Prezydent Krzysztof Żuk - podczas jednej z ostatnich konferencji - przekonywał, że miasto w kwestii pomocy uchodźcom "radzi sobie wzorowo". - Tam, gdzie z przyczyn formalno-prawnych nie może działać urząd, wkraczają organizacje pozarządowe - mówił. - To jest unikalne w skali Polski, bo właściwie drugiego takiego rozwiązania w kraju państwo nie znajdziecie - dodał. 

- Musimy pamiętać, że wojna nadal trwa, a naszym obowiązkiem jest niesienie pomocy długofalowej. Dlatego już dziś rozpoczęliśmy działania integracyjne i przeciwdziałające stereotypom. To jedno z ważniejszych zadań, jakie stoi przed nami w kontekście kryzysu uchodźczego - mówił dalej prezydent.

O dobrej współpracy i wzajemnym zaufaniu mówi też Anna Dąbrowska ze Stowarzyszenia Homo Faber. - Często odbieram telefon od ludzi spoza Lublina z pytaniem: "Ale jak to właściwie u was działa? Kto koordynuje pomoc?". I jak myślę o tym, dlaczego to tak dobrze zadziałało, to na pewno złożył się na to również fakt wielu lat współpracy, którą mamy za sobą, w tym powołanie Komisji Dialogu Obywatelskiego do spraw Integracji Migrantów i Migrantek - dodaje aktywistka.

Punkty pomocowe 

Punkty pomocowe dla Ukraińców działają obecnie w 14 lokalizacjach i mogą przyjąć około półtora tysiąca ludzi. Ale jednocześnie bardzo wielu uchodźców gościło i wciąż gości w prywatnych domach mieszkańców Lublina. Takie rodziny - to ewenement w skali kraju - dostają w każdym tygodniu pomoc żywnościową, czyli skrzynkę z 20 kg świeżej żywności (warzywa, owoce, nabiał). Skrzynki są dostarczane bezpośrednio do mieszkań.

W Lubelskim Komitecie Pomocy Ukrainie działa m.in. Fundacja Kultury Duchowej Pogranicza. Jej członek ksiądz Stefan Batruch przyznaje, że w momencie wybuchu wojny był we Lwowie i zastanawiał się, czy wracać. - Podjąłem decyzję, że wrócę i nie rozczarowałem się. Po trzech miesiącach pomagania mogę powiedzieć, że jestem dumny z naszego miasta, ze współpracy z naszymi partnerami, z organizacjami pozarządowymi, jak również z urzędem. To, co się wydarzyło, to był swego rodzaju sprawdzian, który pokazał, czy jesteśmy w stanie w krótkim czasie zmobilizować się i odpowiedzieć na wyzwania, które się pojawiły - mówi duchowny. 

Pomoc humanitarna

Na tym nie koniec, bo Lubelski Komitet Pomocy Ukrainie to również pomoc humanitarna. Trafia ona na tereny objęte wojną, a pochodzi m.in. z transportów z Francji, Niemiec, Szwajcarii, Wielkiej Brytanii oraz Włoch. - Dzięki finansowemu wsparciu zakupiliśmy kilka tysięcy kompletów: apteczek, kamizelek, rękawiczek, kasków, obuwia taktycznego, noszy. Do tego pozyskaliśmy też kilkaset kompletów sprzętu optycznego - urządzeń termo i noktowizyjnych, krótkofalówek, dronów. Udało się również przewieźć dla poszkodowanych kilkadziesiąt ton środków medycznych, materiałów opatrunkowych, opasek uciskowych, leków, artykułów spożywczych - wylicza ksiądz Batruch. 

- Mam nadzieję, że ta praktyka pomocy uchodźcom, którą obecnie widzimy, przetrwa - mówi z kolei Tomasz Sieniow z Instytutu na Rzecz Państwa Prawa. Zaznacza, że do tej pory jego organizacja pomagała przede wszystkim uchodźcom zatrzymywanym na polsko-białoruskiej granicy i przerzucanym siłą na drugą stronę. - To, co się stało po 24 lutego, to przewrót kopernikański, dla mnie trochę nawet nudny, bo jeśli nie trzeba pomagać osobom zagrożonym deportacją, to nie jestem tak podekscytowany. Ale na nieszczęście, jest bardzo wiele osób, które są zagrożone deportacją. Chodzi między innymi o osoby, które, uciekając przed wojną, też przyjechały z Ukrainy, chociaż nie są obywatelami Ukrainy. I im również pomagamy, o nich nie powinniśmy zapominać - mówi Tomasz Sieniow. 

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny