"Mąż się bardzo o nas denerwował, ale już się uspokoił". 50 ukraińskich kobiet z dziećmi zamieszkało w centrum Lublina

Anna Gmiterek-Zabłocka
Hotel Europa, który od wielu miesięcy był nieczynny i świecił pustkami, właśnie znów zaczął tętnić życiem. Miejsce w ścisłym centrum miasta, przy Krakowskim Przedmieściu, stało się domem dla ukraińskich kobiet i ich dzieci. W sumie zamieszkało tu ponad 100 osób.
Zobacz wideo

W Hotelu Europa w Lublinie przebywa 50 mam i babć z ponad pięćdziesięciorgiem dzieci. Mieszkają w eleganckich pokojach (jedno- i dwuosobowych oraz rodzinnych). Dla dzieci zorganizowano przestronną salę zabaw. Posiłki są dostarczane w ramach cateringu.

Projekt - na razie do sierpnia - realizuje Fundacja Inna Przestrzeń, na zlecenie dużej międzynarodowej organizacji Cesvi z Włoch, która już teraz szuka pieniędzy na kontynuację. - Wszystko oczywiście zależy też od rozwoju sytuacji w Ukrainie - mówi Zuzanna Dłużniewska, koordynatorka projektu z ramienia Fundacji Inna Przestrzeń. 

Kobiety, które trafiły do Lublina, pochodzą głównie ze wschodu Ukrainy, m.in. z Buczy, Kijowa, Irpienia, Borodzianki i Mariupola. Najmłodsze dziecko urodziło się już w Lublinie i ma zaledwie miesiąc, ale są też nastolatkowie. Niektóre rodziny nie mają do czego wracać, bo ich domy zostały zbombardowane. - Tutaj, w Lublinie, czują się bezpiecznie. Mają spokój chociaż na jakiś czas - mówi pani Ola, która pochodzi z Kijowa. Jest w hotelu razem z 18-letnią córką. Została zatrudniona w ramach projektu - pełni rolę asystentki ukraińskich mam, bo świetnie mówi po polsku (jej babcia była Polką) i jest w stanie pomóc w wielu różnych sprawach, np. w wizycie w urzędzie, u lekarza czy w szkole. 

KRZYSZTOF MAZUR

"Mąż bardzo się o nas denerwował"

Jedną z mieszkanek hotelu jest pani Weronika - mama Liny (dziewczynka właśnie świętuje drugie urodziny) i nieco starszego Maksyma. Lina biega po korytarzu, nie chce siedzieć u mamy na rękach. Tak jak inne dzieci chce się bawić. Rodzina pochodzi z okolic Buczy. - Jesteśmy bardzo wdzięczni wszystkim, którzy nam tutaj pomagają. Mamy bardzo dobre warunki. Najpierw z domu wyjechałam na Zakarpacie, ale tam też zaczęły lecieć rakiety. I tak trafiłam z dziećmi do was, do Polski - opowiada. Jest w kontakcie z mężem, który został w Ukrainie. - Mąż się bardzo o nas denerwował, ale teraz już się uspokoił. Wie, że jesteśmy bezpieczni - opowiada Weronika. 

Do Lublina - razem z 16-letnim synem i 13-letnią córką - przyjechała też pani Olena, księgowa ze zniszczonej przez Rosjan Buczy. Dziesięć dni spędzili w piwnicy, ukrywając się przed nalotami. Dziś ich domu już nie ma. - Gdy został zrujnowany, wyjechaliśmy do rejonu winnickiego. Wtedy dałam post na Facebooku, szukałam pomocy. Moja wiadomość trafiła do Oli, Ukrainki z Kijowa, która bardzo nam pomogła - wspomina Olena. 

To właśnie dzięki pani Oli znalazła się w Lublinie i mogła zamieszkać w Hotelu Europa. Dziś czuje się bezpiecznie. Nie ma w niej strachu, gdy ktoś głośniej krzyknie czy trzaśnie drzwiami. - U nas w Ukrainie wciąż sytuacja jest bardzo trudna. Tam został mój mąż, rodzice. Miejscowość nie jest już okupowana, ale nie wiemy, co będzie dalej. Rakiety ciągle latają, podobnie jak samoloty - opisuje Olena. Jej syn profesjonalnie zajmuje się sportem - jest dwukrotnym mistrzem Europy w kick-boxingu. Być może uda się zorganizować mu treningi również w Lublinie. 

"Teraz już odnalazłam w sobie spokój"

W hotelu zamieszkała też pani Tatiana, mama dwuletniego chłopca. Gdy wybuchła wojna, przebywała u swojej mamy w Borodziance. - Wojna była bardzo blisko nas, okupanci chodzili po domach, wszystko to było straszne. Tutaj, w Lublinie, czuję się spokojnie. Mam też w sobie spokój o dziecko. Mam tylko jedno marzenie - by wojna się skończyła, bym mogła wrócić do domu - mówi Tatiana. 

W hotelu spotykamy też drugą panią Tatianę, pediatrę z Charkowa, która również uciekła przed bombami. Jest w Lublinie sama - w Ukrainie został jej mąż i 18-letni syn. Nie mogli wyjechać. Kobieta najpierw pojechała na Zakarpacie, tam włączyła się w pomoc razem z Międzynarodowym Czerwonym Krzyżem, a ostatecznie trafiła do Lublina.

W Hotelu Europa stara się nieść pomoc medyczną dzieciom. Nie jest to proste, bo w Polsce nie ma uprawnień, by np. wypisać antybiotyk. - Chcę się teraz uczyć języka polskiego, będę szukać pracy w Polsce jako lekarz. Chciałabym też, żeby mój syn mógł przyjechać tutaj na studia informatyczne - mówi z nadzieją w głosie. 

"Jesteśmy tutaj dla nich"

Projekt w Hotelu Europa jest sfinansowany przez międzynarodową organizację Cesvi, która dostała na to pieniądze od dużej włoskiej firmy Brembo. - Zależy nam na tym, by panie, które znalazły dom w ramach naszego projektu, mogły się usamodzielnić. Dlatego mamy tutaj pomoc psychologiczną, ale również doradztwo zawodowe, by panie mogły też podjąć pracę - mówi Zuzanna Dłużniewska z Fundacji Inna Przestrzeń. - Powtarzamy wszystkim naszym gościniom, że jesteśmy tutaj dla nich. Że chcemy wyjść naprzeciw ich potrzebom, by mogły zacząć się tutaj czuć jak w domu - dodaje nasza rozmówczyni. 

- Jesteśmy organizacją humanitarną, która realizowała wcześniej swoje projekty m.in. w Iranie, Afganistanie, irackim Kurdystanie, Kolumbii czy południowej Afryce. A teraz jesteśmy tutaj i pomagamy uchodźcom z Ukrainy. Jesteśmy pod wrażeniem tego, jak zorganizowana jest pomoc w Polsce. Pomoc ze strony ludzi, organizacji pozarządowych, państwa - mówi Filippo Scotti z włoskiej organizacji Cesvi. Jak dodaje, przedstawiciele organizacji będą w Polsce przez cały czas realizacji projektu. 

Dlaczego zdecydowano się właśnie na Lublin? - Jest miastem stawianym jako najlepszy przykład miasta, które stwarza możliwość integracji i rozwoju dla osób, które tutaj przebywają. Jest tu niesamowita pomoc i wsparcie ze strony organizacji pozarządowych, w tym Stowarzyszenia Homo Faber, ale też całego Lubelskiego Społecznego Komitetu Pomocy Ukrainie, z którym ściśle współpracujemy - podsumowuje Dłużniewska. 

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny