"Dostajemy prośby o przyjazd, bo jedna z pań ma myśli samobójcze". Pogarsza się kondycja psychiczna uchodźców z Ukrainy

Anna Gmiterek-Zabłocka
Opada adrenalina wywołana ucieczką przed wojną. Pojawia się za to niepokój, depresja, a czasami też myśli samobójcze - słyszymy od psychologów z Centrum Interwencji Kryzysowej w Lublinie, którzy pracują z uchodźcami. Jak mówią, ich kondycja psychiczna jest gorsza niż jeszcze dwa miesiące temu.
Zobacz wideo

Zaraz po rozpoczęciu inwazji w Ukrainie kobiety, które trafiły do Polski ze swoimi dziećmi, starały się być silne i pełne nadziei. Teraz, gdy wszystko się przedłuża, te emocje się zmieniają. - Pamiętajmy, że wojna trwa. Jej końca nikt nie potrafi przewidzieć, a osoby, które jej doświadczają, cały czas tkwią w tej traumatycznej sytuacji - mówi Agnieszka Zielińska-Bucior, dyrektor Centrum Interwencji Kryzysowej (CIK) w Lublinie. Część uchodźców żyje w poczuciu beznadziei i lęku. Strach jest codzienny i wszechogarniający. Ciągle pojawiają się te same pytania: co ze mną będzie, co będzie z moimi dziećmi, gdzie będziemy dalej mieszkać, ile jeszcze to potrwa, jak poradzimy sobie finansowo. 

Pracownicy Centrum są z uchodźcami od początku wojny - pomagają głównie w zbiorowych centrach pobytu, zorganizowanych m.in. w szkołach (na salach gimnastycznych). Sześć dni w tygodniu działa też specjalna infolinia, gdzie można uzyskać pomoc psychologiczną w języku ukraińskim. - Na początku osoby z Ukrainy nie chciały korzystać z pomocy. Słyszeliśmy, że nie czują takiej potrzeby, że sobie radzą. Ale wiedzieliśmy, że ważna jest nasza obecność - mówi Kamila Murat-Rycek, kierownik Działu Interwencyjno-Terapeutycznego.

Jak dodaje, terapeuci od początku przeczuwali, że przyjdzie moment, gdy emocje się zmienią. I to się właśnie dzieje. - Dostajemy prośby o przyjazd psychologa, bo na przykład jedna z pań ma myśli samobójcze. Ci, u których taka osoba mieszka, są wystraszeni. Nie wiedzą, czy już trzeba wzywać karetkę, czy może wystarczy porozmawiać. I wtedy psycholog jedzie pod wskazany adres, by sprawdzić, jaka jest sytuacja - wyjaśnia Agnieszka Zielińska-Bucior.

Podkreśla, że coraz częściej zdarza się gorszy (niż na początku) nastrój u osób, które przybyły z Ukrainy. Na porządku dziennym jest ciągłe leżenie w łóżku, spanie, niewychodzenie z pokoju. - Uchodźcy obecnie bywają zamknięci w sobie, zamrożeni w swoich emocjach. Nie ma z nimi kontaktu. Ale bywa też zupełnie przeciwnie, cały czas płaczą - opowiada dalej Zielińska-Bucior. Czasami - jako objaw stresu - pojawia się też agresja np. w stosunku do dzieci. Wtedy też potrzebna jest pomoc.

Nasza rozmówczyni dodaje, że trzeba mieć z tyłu głowy, że bycie w traumie może powodować nieracjonalne zachowania, które inni mogą postrzegać jako "dziwne". - Niestety uczestnictwo w tak traumatycznym wydarzeniu, jak wojna może powodować zaburzenia zachowania. I wtedy warto zwrócić się o pomoc do specjalisty - mówi pani Agnieszka. 

Jak radzą sobie dzieci?

Zdaniem psychologów dzieci znoszą całą sytuację o wiele lepiej niż dorośli. Wchodzą w normalne życie, próbują zapomnieć o traumie. Pomaga im w tym szkoła, przedszkole, zajęcia dodatkowe, realizacja pasji. Ale nie zawsze tak jest. Psycholog Anna Włosek wspomina 10-latka, który nie mógł jeść. Nie był w stanie przełknąć nawet kęsa. - Wszystko ze stresu. Chłopiec, wyjeżdżając z Ukrainy, usłyszał od taty, że teraz to on będzie odpowiedzialny za całą rodzinę. I ta odpowiedzialność spowodowała u niego takie emocje i takie zachowanie - mówi psycholożka. 

Bywa, że przebywający w Lublinie Ukraińcy dowiadują się o odejściu kogoś bliskiego, kto zginął na wojnie. Nie mogą być na miejscu, by pochować ojca, wujka czy brata. Nie wiedzą, jak przetrwać żałobę. - Tu kluczowe jest bycie z osobą, która doświadczyła straty. Na początku często w milczeniu. Niedawno mieliśmy historię pana, który otrzymał informację o stracie żony. Potrzebna była przestrzeń do wspólnego bycia i potrzymania go za rękę - opowiada Kamila Murat-Rycek. 

Wsparcie studentów

Psychologom, którzy nie mówią po ukraińsku, pomagają studenci psychologii z lubelskich uczelni. Są to osoby pochodzące z Ukrainy i Białorusi, mówiące po ukraińsku i rosyjsku. - Są dla nas ogromnym wsparciem. Tworzą zgrany, stały zespół - mówi Jarosław Nalepa, koordynator wolontariatu

Psycholog Anna Włosek podkreśla, że dziś wielu uchodźców wciąż żyje w strachu, a na dłuższą metę tak się nie da. - Stres, strach jest dobry na chwilę, bo ma nas zmobilizować do działania, ale gdy jest permanentny, to nie da się z nim żyć - mówi Włosek. I dodaje, że właśnie dlatego konieczne jest organizowanie uchodźcom normalnego życia: szkoła, praca, dom, zakupy. - To działa terapeutycznie, pomaga zredukować ten stres, odwraca ich uwagę - choć trochę - od tego, co dzieje się na Ukrainie - podsumowuje Włosek. 

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny