"Niebawem może się okazać, że część z Ukraińców trafi po prostu na ulicę". Ostrzegają przed bezdomnością uchodźców

Anna Gmiterek-Zabłocka
- Problem bezdomności cudzoziemców i cudzoziemek w Polsce jest czymś, co obserwujemy nie od dziś. Natomiast teraz, przy tej skali uchodźców, będzie on dużo bardziej widoczny niż do tej pory - mówi Anna Dąbrowska z lubelskiego Stowarzyszenia Homo Faber. Po wybuchu wojny w Ukrainie wielu Polaków udostępniło uchodźcom swoje domy. Ale część osób dłużej już tak nie może albo nie chce.
Zobacz wideo

Pani Olena, uciekając przed wojną, przekroczyła granicę w Dorohusku na Lubelszczyźnie. Trafiła do domu polskiej rodziny. Razem z synkiem i 6-letnią córeczką dostała - jak mówi - super opiekę i wsparcie. Problem w tym, że gospodarze utrzymują się tylko z emerytury, nie dostali na razie żadnej pomocy od państwa. Jest im ciężko utrzymać siebie, a co dopiero trójkę gości z Ukrainy. Olena bardzo chciałaby się wyprowadzić i usamodzielnić. Szuka mieszkania i pracy. 

Podobnych historii jest więcej. Do organizacji pozarządowych coraz częściej docierają sygnały, że Polacy nie mogą lub nie chcą dłużej gościć u siebie Ukraińców. Powody są różne. Jedni nie mogą już patrzeć na leżącą i ciągle płaczącą kobietę, która nie może wyjść z traumy. Inni nie potrafią się z Ukraińcami dogadać. Denerwuje ich, gdy Ukrainka chce gotować zupę czy posprzątać mieszkanie. Chcą, by czuła się jak gość, a nie jak domownik. - Argumenty są różne i trzeba je zrozumieć. Pomoc na dłuższą metę musi zapewnić państwo, a nie ludzie dobrego serca. A tego nie ma - słyszymy od aktywistów. 

Bezdomność cudzoziemców?

Nasi rozmówcy ostrzegają - niebawem może się okazać, że część z uchodźców trafi po prostu na ulicę, bo nie będą mieli gdzie mieszkać. Na razie wiele osób żyje w przygotowanych przez samorządy dużych halach sportowych, w których nie ma mowy o zachowaniu prywatności czy intymności. - W takich miejscach, na dłuższą metę, nie da się wytrzymać - przekonuje Anna Dąbrowska z lubelskiego Stowarzyszenia Homo Faber. 

Podobną opinię ma Natalia Gebert z inicjatywy Dom Otwarty. Jak mówi, są kobiety, które po kilkukrotnych przenosinach z hali do hali, razem z dziećmi, nie chcą tak dłużej żyć. I mimo toczącej się w Ukrainie wojny, chcą wracać do domu. Nie widzą dla siebie w Polsce perspektyw. - Dla kogoś, kto ucieka przed zagrożeniem, pierwszą podstawową potrzebą jest poczucie bezpieczeństwa. Spanie w wieloosobowej hali na pewno tego nie zapewnia - ani dorosłym, ani dzieciom - dodaje aktywistka. 

- Problem bezdomności cudzoziemców i cudzoziemek w Polsce jest czymś, co obserwujemy nie od dziś. Natomiast teraz, przy tej skali uchodźców, będzie on dużo bardziej widoczny niż do tej pory - mówi Anna Dąbrowska. - Nie ma mieszkań dla uchodźców i uchodźczyń, i jest to związane z szeroko pojętą polityką państwa. Docelowo uchodźcy powinni mieć zapewnione dogodne warunki wynajmu mieszkań, w których mogliby zacząć funkcjonować długoterminowo - dodaje. 

Problemu bezdomności wśród uchodźców obawia się też prof. Maciej Duszczyk, ekspert od tematyki migracyjnej z Wydziału Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego, jednocześnie przedstawiciel Ośrodka Badań nam Migracjami. - Obawiam się, natomiast wiem, że ludzie, którzy znają się na migracjach, na polityce społecznej, na ekonomii, na różnicach międzykulturowych wiedzą, co z tym zrobić. Jeśli wszystkie te osoby usiądą przy jednym stole i wypracują jakieś rozwiązania, to damy radę. Ale trzeba chcieć to zrobić - przekonuje. 

Na razie swój okrągły stół w sprawie pomocy uchodźcom organizują samorządowcy. Ruch Samorządowy TAK! Dla Polski chce go zwołać 9 maja. Zaproszeni są przedstawicieli rządu, organizacje pozarządowe oraz organizacje międzynarodowe. By wspólnie zastanowić się, jak systemowo pomóc uchodźcom. W długiej perspektywie czasowej, a nie tylko krótkoterminowo. 

Kropla w morzu mieszkaniowych potrzeb

Jeszcze niedawno w Lublinie pojawiało się 200 ofert dziennie dotyczących udostępnienia mieszkania lub pokoju gościom z Ukrainy. Dziś jest ich zaledwie kilka. Ludzie nie chcą już wynajmować za darmo; szukają innych opcji. 

W Lublinie część osób mieszka w jednym ze studenckich akademików. Do tego, marszałek województwa udostępnił wyremontowane mieszkania w Domu Aktora, gdzie mogło zamieszkać ponad 70 osób. To głównie mamy z dziećmi, które mogą tu zostać na dłużej. Ale to wszystko kropla w morzu mieszkaniowych potrzeb. 

- To jest niestety kolejny raz, gdy trafiają do nas osoby potrzebujące pomocy. Podobnie było też z białoruską opozycją czy uciekinierami z Kabulu. Państwo polskie ogranicza się jedynie do wrzucenia ich w nieistniejący system, a cała reszta pomocy odbywa się potem rękami zwykłych obywateli. I o ile w przypadku Białorusinów czy Afgańczyków to zadziałało, bo nie była to duża skala, o tyle przy liczbie 1,5 miliona czy 2 milionów uchodźców z Ukrainy w ten sposób pomóc się nie da - przekonuje Natalia Gebert.

Przyznaje, że obawia się jesieni. - Bardzo się boję, że pojawi się wielu bezdomnych. I będziemy stać z przyjaciółkami na dworcu i wydawać uchodźcom posiłki czy gorącą herbatę - mówi. 

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny