"Oni tam orzekają w kamizelkach kuloodpornych". Prawniczka z Lublina pomaga sędziom w Ukrainie

Anna Gmiterek-Zabłocka
- Wielu z nas w ogóle nie potrafi sobie wyobrazić, że sędzia na sali rozpraw może siedzieć w kamizelce kuloodpornej, a w Ukrainie tak się obecnie dzieje - mówi prawniczka Anna Adamska-Gallant. Organizuje zbiórkę darów na rzecz ukraińskich sędziów i szuka wolontariuszy z Ukrainy, którzy mogliby pomagać w lubelskich sądach.
Zobacz wideo

Anna Adamska-Gallant od kilku lat jest ekspertką w finansowanym przez Komisję Europejską projekcie Pravo-Justice, który pomagał władzom Ukrainy w przeprowadzeniu kompleksowej reformy wymiaru sprawiedliwości. Wśród ukraińskich sędziów ma wielu przyjaciół i jest z nimi w stałym kontakcie. Mimo wojny wielu z nich nadal normalnie orzeka. - Powoli pojawiają się już sprawy przeciwko rosyjskim żołnierzom o zbrodnie wojenne popełnione w Ukrainie - mówi.

- Praca sądów i prokuratury to niezwykle ważny element dla pokazania, że państwo działa - podkreśla mec. Adamska-Gallant. I dodaje, że ani sędziowie, ani prokuratorzy nie mogą opuszczać Ukrainy - dotyczy to również kobiet. - Obecnie w Ukrainie nie pracuje około 180 sądów, które znajdowały się na terenach szczególnie dotkniętych wojną. Natomiast sędziowie z tych sądów, jak też sprawy przez nich prowadzone, zostały przeniesione do innych sądów, wykorzystując również możliwość pracy zdalnej - mówi prawniczka. 

Pomoc dla sędziów

Prawniczka z Lublina jest jedną z osób koordynujących przekazywanie pomocy dla tamtejszych sędziów. Chodzi m.in. o kamizelki kuloodporne i hełmy. - Wielu z nas, sędziów z innych krajów, w ogóle nie potrafi sobie wyobrazić, że sędzia na sali rozpraw może siedzieć w kamizelce kuloodpornej, a w Ukrainie tak się obecnie dzieje - mówi.

Opowiada też o rozmowie z jednym z sędziów spod Kijowa. - Powiedział mi, że od poniedziałku do piątku pracuje w sądzie i orzeka, a w weekendy, razem z innymi, też w sądzie, przygotowuje kamizelki kuloodporne. Nawet przysłał mi zdjęcia. Metalowa płyta, a na to nakładane są fragmenty karimaty czy czegoś takiego. Żeby to było w miarę wygodne, potrzebna jest taka miękka osłona - opisuje Adamska-Gallant. 

Prawniczka zabiega o to, by m.in. w Lublinie wdrożyć projekt, który wcześniej zdał egzamin w Ukrainie. Chodzi o pomoc wolontariuszy w sądach. Mogliby zostać nimi studenci prawa, ale też prawnicy, którzy trafili do Polski z Ukrainy, biegle mówią po ukraińsku, a nie mają pracy. Chodzi o to, by pomagać Ukraińcom - którzy muszą załatwić jakąś sprawę w sądzie, a nie wiedzą, jak co działa i gdzie mają się zgłosić. Odbył się nawet "okrągły stół" w tej sprawie. 

Trzeba pamiętać, że w związku z falą migrantów w polskich sądach będzie coraz więcej spraw z udziałem Ukrainek i Ukraińców. Pierwsze już zaczynają się pojawiać. Chodzi o sądy rodzinne i tzw. opiekę tymczasową nad dziećmi, które przyjechały do Polski bez rodziców, pod opieką sąsiadki, znajomej czy dalekiej kuzynki. Pisaliśmy wcześniej o tym, że takich spraw jest coraz więcej. 

Adamska-Gallant chce rozmawiać z prezesami sądów w Lublinie i na Lubelszczyźnie o pomocy wolontariuszy. Wierzy, że uda się ich wprowadzić niezależnie od tego, kto danym sądem zarządza. - Jesteśmy w absolutnie wyjątkowej sytuacji i pomoc uchodźcom z Ukrainy jest niezwykle ważna. To powinien być nasz główny cel, nie zważając na niesnaski i spory - mówi prawniczka. 

Dowody na zbrodnie ludobójstwa

Adamska-Gallant dziś pracuje jako adwokatka, ale wcześniej przez lata była sędzią w Lublinie. Orzekała w Wydziale Karnym. Potem wyjechała do Kosowa - jako sędzia Międzynarodowego Trybunału Karnego. Dziś nie ma wątpliwości, że to, z czym mierzy się Ukraina, nosi znamiona ludobójstwa. - Z jednej strony to jest skala zabójstw i liczba osób, na których dokonano egzekucji. Ale z drugiej strony istnieją przesłanki wskazujące, że to jest pewien plan ze strony Rosji. W mediach rosyjskich pojawiają się bowiem wypowiedzi, które oskarżają o nazizm cały naród ukraiński, jednocześnie nawołując do denazyfikacji Ukrainy. A to by wskazywało, że po stronie rosyjskiej istnieje zamiar wyniszczenia całego narodu ukraińskiego - wyjaśnia nasza rozmówczyni. 

Jak dodaje, w Ukrainie zabezpieczane są dowody zbrodni. - Dokonywane są oględziny miejsca zdarzenia, zabezpieczane są dokumenty, broń, łuski, które zostały użyte przez Rosjan. Te wszystkie dowody będą miały znaczenie w przyszłych postępowaniach karnych - przekonuje Adamska-Gallant.

Jako osoba, która orzekała w Międzynarodowym Trybunale Karnym w sprawie zbrodni w Srebrenicy, nie ma wątpliwości, że bardzo istotne jest zbieranie dowodów dotyczących tego, kto wydaje rozkazy. - Kiedy sądzimy zbrodnie wojenne, przede wszystkim należy się skupiać na dowódcach wojskowych i przywódcach politycznych. Udokumentowanie łańcucha dowodzenia będzie szczególne istotne. Przykładowo, kluczowe będą dokumenty zabezpieczone przy jeńcach rosyjskich. Chodzi chociażby o rozkazy, mapy czy własnoręczne notatki - mówi mecenas. 

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny