Lublin tworzy kolejne punkty dla uchodźców w szkołach. "Bardzo chwalą nasze miasto. Chcą tu zostać"

Lubelskie szkoły nie tylko przyjmują uczniów z Ukrainy, ale też organizują noclegi. Już w 10 placówkach oświatowych, w salach gimnastycznych, zorganizowano miejsca dla uchodźców. Wkrótce ma być ich jeszcze więcej. - Ukraińcy bardzo chwalą nasze miasto. Już kilkakrotnie słyszałam, że chcą u nas zostać - słyszymy w jednej ze szkół.
Zobacz wideo

Na razie takich sal gimnastycznych i hal sportowych - udostępnionych ukraińskim rodzinom - jest w Lublinie 10. Jak mówi jednak prezydent miasta, zapewne będzie ich więcej. Kluczem wyboru placówek i konkretnych sal jest m.in. dostęp do kabin prysznicowych. Bo goście z Ukrainy niejednokrotnie mają za sobą wiele dni podróży i z reguły pierwsze, o czym marzą, to właśnie prysznic. Odwiedziliśmy jedną ze szkół, w której przygotowano 320 miejsc noclegowych. Nie możemy podać adresu, bo miastu zależy na tym, by gościom zagwarantować prywatność i by nie przychodziły osoby z zewnątrz. To hala sportowa w jednym z zespołów szkół.

- Są u nas mamy z dziećmi, osoby starsze, osoby z niepełnosprawnościami - wylicza Małgorzata Młodzikowska, koordynator punktu pomocy. - Naszym zadaniem tutaj jest udzielenie pierwszej pomocy osobom, które do nas przybyły. Zapewnienie im schronienia, dostarczenie ciepłego posiłku, umożliwienie kąpieli, odpoczynku. Są osoby, które przebywają u nas już od kilku dni, ale są też takie, które po jednej nocy jadą gdzieś dalej - dodaje Młodzikowska, która na co dzień pracuje w Miejskim Ośrodku Pomocy Rodzinie jako pracownik socjalny.

Podkreśla też, że rodziny z Ukrainy nie chcą siedzieć w szkole. Po pierwszym szoku chcą wychodzić na spacery, jeżdżą do centrum miasta, zwiedzają Lublin. - Bardzo chwalą nasze miasto, bardzo im się tu podoba. Już kilkakrotnie słyszałam, że chcą u nas zostać, bo to takie dobre miejsce - mówi Młodzikowska. 

Wśród osób, które opiekują się uchodźcami, są m.in. studenci Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, ale też nauczyciele ze szkoły, w której przebywają uchodźcy i rodzice uczniów. - Chciałabym skierować do nich słowa ogromnej wdzięczności za pełnienie tych dyżurów. Bo dzięki temu goście z Ukrainy są zaopiekowani - mówi wiceprezydent Lublina Mariusz Banach.

Przerażające i inspirujące historie

Artur jest studentem dziennikarstwa na KUL. Sam pochodzi z Ukrainy, więc pomaga w roli tłumacza. - Pomogę m.in. w sytuacjach nagłych, gdyby coś stało się z dzieckiem. Ale są też proste pytania, jak gdzieś dojechać albo pytania o cukier, którego nie ma na stole - mówi student.

Chłopak dość dużo rozmawia ze swoimi rodakami. - Historie, które słyszę, są przerażające, ale też inspirujące dla mnie. Była między innymi kobieta z Charkowa, która straciła swój dom. Trafiła w niego rakieta. Nie ma już domu ani innego miejsca, gdzie może zostać. Ale nie była jakaś załamana - wprost przeciwnie, traktowała to jako problem, który trzeba będzie rozwiązać. Dużo się tutaj uczę, rozmawiając z ludźmi - opowiada Artur.

Student wspomina też o rysunkach przygotowywanych przez dzieci. - Myślę, że część z nich nie do końca rozumie, co się dzieje. Widzą wojnę jako pewną przygodę. Rysują choćby pociągi, domy, budynki, ale są też zdania "Ukraina wygra" czy słowa wdzięczności dla nas, wolontariuszy. Na jednym z obrazków widziałem też flagę rosyjską, która była przekreślona - wspomina dalej wolontariusz.

Jadwiga Potyra-Żółkowska, studentka psychologii KUL, też ma dyżury wolontariackie w szkole. Mówi biegle po rosyjsku, więc łatwo jej się porozumieć. Pomaga przy tłumaczeniu dokumentów, wypełnianiu formularzy, odpowiada na pytania np. o to, kiedy będzie jakiś transport. - Jedna z pań z Ukrainy powiedziała, że nie chce siedzieć bezczynnie, ale chciałaby zacząć pracować, by móc się utrzymywać. I dlatego poprosiła o pomoc w znalezieniu pracy - dodaje Jadwiga. - Ale generalnie ludzie są zestresowani, to po nich widać. Przyjeżdżają tutaj, na sali są łóżka polowe, jedno koło drugiego, wszyscy przebywają razem. Na pewno jest to ciężkie psychicznie. Widać po nich, że chcieliby, aby było normalnie, ale na razie musi być tak, jak jest - dodaje studentka KUL.

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny