"Ogromna część osób zaczyna od pytania o miejsce, gdzie mogą się umyć". Coraz więcej uchodźców na dworcu w Lublinie

Lublin tworzy kolejne miejsca noclegowe dla rodzin z Ukrainy, m.in. w halach sportowych i szkołach. Trafiają tam osoby choćby z dworca PKS, przez który dziennie przewija się ponad tysiąc uchodźców. Jest jedna rzecz, o którą pytają najczęściej.
Zobacz wideo

Tylko w ciągu ostatniej doby nocleg w miejscach przygotowanych przez miasto znalazło 1800 osób. Część zostaje w Lublinie na dłużej, ale wielu jedzie dalej, bo w stolicy Lubelszczyzny zwyczajnie zaczyna brakować miejsc. Powstają nowe punkty dla uchodźców - m.in. w szkołach. Jak informuje prezydent Krzysztof Żuk, liczba uciekających przed wojną rośnie. "Ale radzimy sobie z tą sytuacją, zapewniając noclegi w kolejnych lokalizacjach, aby każdy potrzebujący pomocy otrzymał ją" - napisał prezydent na Facebooku.

Wszyscy pytają o prysznic

Trudna sytuacja jest m.in. na dworcach PKS, przez które codziennie przewijają się setki, a bywa, że i tysiące uchodźców. Najczęściej mamy z dziećmi. - Ogromna część osób, z którymi rozmawiam, zaczyna od pytania, czy jest miejsce, gdzie mogłyby się umyć, wziąć prysznic. To dla nich bardzo ważne. Godność - mówi Agata, wolontariuszka. Pomaga jako tłumaczka. Przez ostatnie dni wysłuchała wielu dramatycznych historii. - Wiadomo, ci ludzie zostawili w Ukrainie cały dobytek. Są osoby, które przyjeżdżają zaledwie z jedną czy dwiema reklamówkami. Nie mogli wziąć walizki, bo w pociągu nie było na nią miejsca. U większości widzę ogromną pustkę w oczach - mówi. Jak dodaje, przy gościach z Ukrainy stara się nie rozklejać. - Ale płaczę, jak stąd wychodzę. Muszę to z siebie wyrzucić - przyznaje.

Pytana, co zapamięta na zawsze - opowiada historię kobiety z Odessy, która przyjechała do Lublina autobusem, z malutkim dzieckiem. - Miała jedną torbę i siatkę z jedzeniem. Nie miała już miejsca. A u nas w punkcie jej synek zobaczył zabawkę, duży wóz strażacki. I strasznie chciał go ze sobą zabrać, płakał. Ona mu tłumaczyła, że nie mają miejsca, ale on był mały, nie rozumiał. W końcu wzięła to auto - opowiada tłumaczka. - Także mam nadzieję, że ten wóz strażacki będzie dla niego czymś dobrym, z czym kojarzyć mu się będzie przyjazd do Polski w tym trudnym czasie - dodaje.

Inna z wolontariuszek - Katarzyna Poniatowska - mówi, że najbardziej poruszyła ją historia młodej Ukrainki, która przyjechała razem z siostrą. Obie z małymi dziećmi na rękach. - Kobieta poprosiła mnie, by mogła gdzieś umyć butelki dla niemowląt, bo chciała nakarmić dzieci. Zaprowadziłam ją do łazienki na dworcu i tam wybuchnęła płaczem. Widać było, że w końcu puściły jej nerwy. Nie chciała płakać przy dzieciach, rozpłakała się przy mnie, gdy inni nie widzieli. To było niezwykle poruszające - mówi Katarzyna. - Wróciłam wtedy do domu o 3.30 nad ranem i przez ponad godzinę nie mogłam zasnąć, myśląc cały czas o tej historii. Ale tak naprawdę wzruszające obrazy są tu na każdym kroku - dodaje.

Na dworcu powstał sztab i specjalne stoiska dla przyjezdnych. Wszystko jest tu bezpłatne, dla gości. - Na tym stoisku mamy kuchnię, a w niej ciepła kawa i herbata, do tego ciepłe posiłki. Mamy zupy, w tym barszcz ukraiński ugotowany i przyniesiony w słoikach przez jedną z pań, są też naleśniki, kanapki - wylicza wolontariuszka Kasia.

Jest też stoisko ze słodyczami i soczkami dla dzieci, gdzie każdy może dostać paczkę z suchym prowiantem. To szczególnie ważne dla tych, którzy jadą dalej. Jest również miejsce, w którym rozdawane są szampony, żele pod prysznic (szczególnie w małych opakowaniach), pasty do zębów, szczoteczki, ale też pampersy dla dzieci. Są również zabawki i ubranka dla maluchów czy mleko w proszku dla niemowląt.

Ogromne wrażenie robi przygotowany w hali dworca PKS sporych rozmiarów kącik zabaw. Gdy jesteśmy w tym miejscu, bawi się tam kilkanaście maluchów. - Dobrze, że mogą się tutaj czymś zająć. Czekamy na nocleg, pewnie jeszcze chwilę to potrwa. Jak się bawią, to nie marudzą, nie płaczą - mówi pani Olga, jedna z mam.

Kącik zabaw na dworcu PKS w LublinieKącik zabaw na dworcu PKS w Lublinie Sławomir Jawor

Katarzyna Poniatowska ze Związku Harcerstwa Polskiego pełni dyżur koordynatora wolontariuszy w hali dworca PKS. Jak mówi, uchodźcy z Ukrainy pojawiają się falami. Raz jest w miarę spokojnie, raz - przyjeżdża w jednym czasie kilka autobusów i nagle pojawia się morze ludzi. - Staramy się wszystkim pomóc, udzielić wsparcia, rozmawiamy, karmimy. Jest też bardzo ludzi dobrej woli, którzy nam tu pomagają - opowiada.

W Lublinie, od momentu wybuchu wojny w Ukrainie, działa specjalny numer telefonu +48 533 39 15 69, pod którym wolontariusze - również w języku ukraińskim - udzielają informacji m.in. w zakresie spraw socjalno-bytowych, wsparcia psychologiczno-medycznego oraz pomocy prawnej. Numer jest wyświetlany m.in. na tablicach drogowych przy skrzyżowaniach i wjazdach do miasta.

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny