Pojechała na ferie i już nie zdążyła wrócić. "Obudziła mnie mama i powiedziała: wojna"

- Najlepszą wiadomością dla nas na dziś jest cisza, gdy nie słychać nalotów ani czołgów - mówi Daria, studentka drugiego roku dziennikarstwa na UMCS w Lublinie. Jest Ukrainką, na ferie pojechała do domu i wrócić nie zdążyła, choć miała już wykupiony bilet. W mediach społecznościowych relacjonuje, co dzieje się w jej regionie.
Zobacz wideo

Daria Korsak ma 18 lat. Pochodzi z Odessy, gdzie jest teraz. Nie zdołała wrócić do Polski. Jak sama przyznaje, jest uwięziona w domu, razem z rodziną - mamą, tatą i młodszym bratem. Z okien swojego domu widzi morze, a na nim rosyjskie okręty.

Rodzice Darii przygotowali w piwnicy schron. Znieśli tam m.in. materace, większą ilość wody i jedzenia. - Już dwa razy musieliśmy schodzić do piwnicy, by przeczekać alarmy lotnicze - mówi nam Daria. Wspólnie z rodzicami pełni dyżury. - W trakcie takiego dyżuru pilnuję newsów w telewizji i w internecie. Sprawdzam, czy nikt nie wchodzi do naszego domu, obserwuję sytuację na drodze nad morzem, czy nie jadą kolumny rosyjskich samochodów albo czołgów. Patrzę też w niebo - opowiada. Jak dodaje, jej dyżur przypada w godzinach między drugą a siódmą rano.

Daria nie może wyjechać, dlatego postanowiła, że założy konto w mediach społecznościowych i tam będzie przekazywać informacje na temat tego, co dzieje się w Ukrainie, zwłaszcza te oficjalne i potwierdzone. - To niezwykle ważne, bo jest fala dezinformacji - mówi. 

"Każdy z nas marzy, by ta noc rzeczywiście była dobra"

Pytana o obecną sytuację przyznaje, że najważniejszą i najlepszą wiadomością na dziś jest cisza. Gdy nie słychać nalotów, alarmów ani czołgów. - Jestem w stałym kontakcie m.in. z moimi kolegami studentami w Polsce, w Lublinie. Mówię im, że słowa "dobranoc", które wypowiadamy, mają teraz niezwykłą moc. Bo właśnie w nocy robi się niebezpiecznie, gdy jest ciemno. Każdy z nas marzy, by ta noc rzeczywiście była dobra - podkreśla studentka.

Daria przyznaje, że pojawiają się kłopoty z zaopatrzeniem. Jej tata raz na trzy-cztery dni jeździ do sklepu po zakupy, ale nie wszystko można kupić. Kilkadziesiąt kilometrów od Odessy - w miejscowości, w której mieszkają jej dziadkowie - brakuje nawet chleba. - Trochę sami gotujemy, pieczemy, by jakoś zapomnieć - przyznaje Daria.

W rozmowie z nami podkreśla też, że bardzo dziękuje Polakom za okazywaną Ukraińcom pomoc. - Dostaję słowa wsparcia również od mojej uczelni - mówi. 

Pomoc dla studentów

Daria uczy się na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, na drugim roku dziennikarstwa i komunikacji społecznej. Uczelnia ma w swoich szeregach wielu studentów z Ukrainy i stara się im pomagać na różne sposoby. Zorganizowano zbiórkę w internecie, pod hasłem "UMCS - Razem dla Ukrainy!". W poniedziałek ruszyła też zbiórka stacjonarna. Uczelnia zbiera m.in. długoterminową żywność, artykuły higieniczne, środki medyczne czy ciepłe ubrania. Dary można przynosić do Stołówki Akademickiej "Trójka" mieszczącej się przy ulicy Langiewicza 16, codziennie w godzinach 10-18.

Uniwersytet wprowadził też uproszczoną procedurę stypendialną dla studentów z Ukrainy, którzy potrzebują finansowego wsparcia. Wnioski o stypendium można składać za pośrednictwem uczelnianego systemu USOSweb. W uzasadnionych przypadkach studenci mogą również wystąpić do rektora o obniżenie czesnego.

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny