Chełm. Hotel zamieniła w wielkie centrum pomocy uchodźcom. Wystarczył jeden wpis

Jeszcze kilka dni temu przeważali tu turyści, którzy przyjechali zwiedzać Lubelszczyznę. Dziś hotel w Chełmie stał się punktem niesienia pomocy uchodźcom. Jest tu wszystko, czego potrzeba: nocleg, jedzenie, ale też psycholog czy lekarz. To wszystko z oddolnej inicjatywy właścicielki hotelu, która wzięła na siebie organizację całego przedsięwzięcia i pilnie potrzebuje wsparcia.
Zobacz wideo

Wszystko zaczęło się od wpisu w mediach społecznościowych. W czwartek, w pierwszym dniu rosyjskiej inwazji, Alicja Brzozowska podała, że organizuje pomoc dla Ukrainek i Ukraińców. Szybko okazało się, że jest masa ludzi, którzy chcą się przyłączyć. Nie tylko z Polski. Dzwonili też z Niemiec czy Holandii. Pani Alicja do pomocy zapraszała wszystkich, a sama stała się kierowniczką całego zamieszania. W hotelu, który prowadzi w Chełmie, powstał punkt wsparcia uchodźców.

Okazało się, że jest niezwykle potrzebny. Chełm leży około 30 km od granicy. To pierwsze duże miasto po przyjeździe z Kijowa, przez Dorohusk, jadąc w głąb Polski. Obecnie są tu tłumy Ukraińców. Można ich spotkać w sklepach czy na stacjach paliw. Zmęczeni, głodni, często zziębnięci. Pod hotel pani Alicji przyjeżdżają w zasadzie co kilkanaście minut. Brzozowska zapewnia im w pierwszej kolejności bezpieczny nocleg i posiłek. W hotelowej restauracji czekają dania gorące, owoce, ciastka, soki, herbata czy kawa. W drugiej części sali stworzono kącik zabaw dla dzieci. W chwili, gdy tu jesteśmy, na dywanie bawi się sześcioletni Bogdan. Jeździ samochodem w jedną i drugą stronę. Zadowolony, chyba do końca nie wie, co się stało.

Jedną z osób, które znalazły w tutejszym hotelu wsparcie jest pani Mirosława. Przyjechała z Kijowa, razem z córką i dwoma małymi wnukami. Opowiada, że wsiedli w samochód jak tylko zaczęły się naloty i wybuchy. - Do samego końca nie wiedzieliśmy, co mamy robić. Słyszeliśmy, jak lecą bomby - wspomina. W rozmowie z nami podkreśla też, że jest bardzo wdzięczna Polsce i Polakom za to, co robią dla Ukraińców.

Oprócz noclegu i jedzenia, uchodźcy, którzy znajdą się w hotelu Duet, mogą liczyć na znacznie więcej. Na miejscu są bowiem psychologowie i tłumacze. - Są i lekarze. Mamy m.in. trzech pediatrów, którzy z nami współpracują. Ale mamy też lekarzy dla osób dorosłych, którzy w razie potrzeby przyjeżdżają. Mamy cały magazyn leków - wylicza Brzozowska. - To moja inicjatywa i moich pracowników. Nie da się inaczej, jak się widzi tak ogromną ludzką tragedię - dodaje. Co ważne, może liczyć na wsparcie także innych mieszkańców. Rzesza ludzi dobrej woli przywozi tu jedzenie, wodę, śpiwory, koce, ale też ubrania. - Naprawdę, wszyscy są w gotowości. Pomoc jest niesamowita - podkreśla. 

Jedną z osób, która też zaangażowała się w pomoc, jest Mariusz Adamiec, mieszkaniec Chełma. Na co dzień jest nauczycielem i uczy języka rosyjskiego w miejscowym liceum. Tu zgłosił się jako tłumacz. Wysłuchuje dramatycznych historii. - To są poruszające rozmowy. Wszyscy mówią, że nie wyobrażają sobie, jak coś takiego w XXI wieku mogło się wydarzyć wśród Słowian. Przecież Rosjanie, Ukraińcy, Polacy - wszyscy jesteśmy Słowianami. Kobiety bardzo płaczą, bo zostawiły w domu ojców, mężów czy synów. Ogromne cierpienie widać w oczach tych ludzi - mówi Adamiec. - Jedna z kobiet pokazała nam zdjęcia swojej daczy pod Kijowem, na którym widzieliśmy część rakiety, która się wbiła w dach ich domu. Także płacz, płacz, płacz i jeszcze raz płacz - dodaje.

Jako tłumacz pomaga też ukraiński student. - Rozumiem, jaką sytuację wszyscy przeżywamy. Musiałem się zgłosić jak najszybciej, by chociaż tutaj, w Polsce, być z moimi rodakami. Staram się chociaż tutaj, pomagając, być sercem ze swoim państwem - mówi Andrzej Patałaj spod Lwowa.

Pani Alicja na razie nie dostała wsparcia ani od miasta, ani od wojewody. Czeka na pomoc - logistyczną, ludzką. Przydałby się ktoś do koordynacji działań, do kontaktów z urzędnikami. Brzozowska chce pomagać, ale sytuacja zaczyna ją przerastać. Nie ma chociażby magazynów, w których mogłaby przechowywać dary. - Kontaktowali się ze mną jedynie poseł [Krzysztof] Grabczuk i senator [Józef] Zając. Fajnie się pomaga, ale potrzebujemy wsparcia - przekonuje.

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny