Sposób na emeryturę? Badanie bezpieczeństwa w mieście. Były policjant znów rusza w teren

Chociaż jest już na emeryturze, to wcale nie zamierza odpoczywać. Arkadiusz Szczepański przez blisko 20 lat pracował w policji. Kiedy odszedł ze służby, zajął się sprawdzaniem tego, czy mieszkańcy Lublina czują się w mieście bezpiecznie. Wkrótce znów rusza w teren.
Zobacz wideo

Szczepański sprawdza bezpieczeństwo mieszkańców Lublina od 10 lat. Jak mówi, jest to jego misja. Poza tym zwyczajnie lubi się tym zajmować. W poprzednich latach analizował, jak żyje się mieszkańcom dzielnic Czuby Południowe i Północne oraz Za Cukrownią. Tym razem na tapetę pójdzie lubelski Konstantynów.

W samodzielnie opracowanym formularzu były policjant pyta o to, czy mieszkańcy znają swojego dzielnicowego, czy widzą patrole policji - a jeśli nie, to kiedy najczęściej by się przydały. W pytaniach jest też mowa o uciążliwych zjawiskach trapiących lokalną społeczność. Chodzi na przykład o zakłócanie ciszy nocnej, włamania do piwnic, spożywanie alkoholu w miejscu publicznym czy psy biegające bez nadzoru właścicieli. Ankieta ma charakter otwarty, więc można tu wpisać każdy problem.

24 tysiące odwiedzonych mieszkańców 

Co wynika z badań? Jak na razie Szczepański przeanalizował trzy dzielnice. Najlepiej wypadają Czuby Południowe, gdzie połowa badanych uznała, że czuje się bezpiecznie. Na Czubach Północnych ta liczba to 37 proc., a w dzielnicy Za Cukrownią - ledwie 27 proc. Co ciekawe, jeśli chodzi o ocenę pracy policji, sytuacja jest odwrotna. Tam, gdzie mieszkańcy nie czują się najbezpieczniej, najlepiej oceniają działania mundurowych. Jak mówi autor badań, wynika to z faktu, że w tych miejscach, gdzie bywa niebezpiecznie, patroli jest więcej. W związku z tym mieszkańcy widzą, że policja działa, co przekłada się na to, co wpisują w ankietach. 

Były policjant odwiedza każdego osobiście. - Do tej pory byłem u 24 tysięcy mieszkańców Lublina. Jednego dnia jestem w stanie przeprowadzić badanie maksymalnie u 100 osób - wylicza.

Przygotowanie do badań to najpierw analiza terenu. Szczepański musi spisać wszystkie bloki czy posesje, a później odpowiednio zaplanować prace. Zaczyna działać w lutym. Dzięki obliczeniom jest w stanie oszacować, czy uda mu się odwiedzić każdego przed wakacjami. Jeśli nie, to część ankiet musi zrealizować później (latem dużo osób wyjeżdża). Chodzi o to, by wszystko było gotowe na koniec listopada. Gdy nadchodzi zima i wieczory są coraz dłuższe, Szczepański siada do ankiet i opracowuje wyniki. Choć już w międzyczasie (co miesiąc) uzyskanymi informacjami dzieli się z policją i strażą miejską. Służby dostają też zestawienie zbiorcze, które trafia również do dziennikarzy i rad dzielnic.

- W badaniach bierze udział czterech na pięciu odwiedzonych mieszkańców - mówi społecznik. Czasem jest tak, że nie ma kogoś w domu. Innym razem ktoś nie chce wypełnić ankiety. To jednak, jak przyznaje nasz rozmówca, zdarza się rzadko. Były policjant o swoich badaniach stara się informować wcześniej. Są ogłoszenia na klatkach schodowych, w mediach czy nawet w czasie mszy - z ambony.

Szczepański nie wchodzi raczej do każdego mieszkania, by uciąć sobie pogawędkę. - Najczęściej pukam, zostawiam formularz i umawiam się następnego dnia na jego odbiór. Wyjątkowo wchodzę do kogoś do domu, gdy nalega, bo chce chwilę porozmawiać. Wtedy nie odmawiam, ale tak bywa rzadko - mówi.

A co na to wszystko służby? Jak zapewnia Szczepański, sprawdzają te miejsca, o których mowa w ankietach. Sygnalizują to także sami mieszkańcy, którzy rzeczywiście widzą po wszystkim większą liczbę patroli.

Bezpieczeństwo w mieście

Były policjant, pytany przez nas ogólnie o poziom bezpieczeństwa w całym Lublinie - przekonuje, że trochę się w tym względzie poprawiło. Zaznacza jednak, że niektórych dzielnic nie da się ze sobą porównać. Za Cukrownią jest zupełnie inna niż Czuby. W tej pierwszej jest dworzec (a w związku z tym dużo podróżnych), park, targowisko czy jadłodajnia dla bezdomnych. Ta druga to typowo miejska sypialnia. Ale w obu najbardziej mieszkańcy skarżą się na spożywanie alkoholu w miejscach publicznych. W Za Cukrownią wspomniało o tym 67 proc. badanych, a na Czubach 12 punktów procentowych mniej. Mieszkańcy skarżą się też, że osoby po spożyciu alkoholu zaczepiają ludzi, wyłudzają pieniądze czy prowokują do kłótni. Inne kłopoty to zakłócanie ciszy nocnej, akty wandalizmu, włamania do piwnic, mieszkań czy samochodów.

Szczepański właśnie zaczyna badania na osiedlu Konstantynów. Na pierwszy ogień idzie ulica Ułanów. Dalej będą: Szwoleżerów, Powstania Styczniowego i Romanowskiego. W czerwcu autor badań chce się pojawić na Krasińskiego, Zana, Struga czy Pielęgniarek. Po wakacjach przyjdzie czas na pozostałe bloki przy Krasińskiego oraz Irydiona.

Szczepański - oprócz prowadzenia badań - jest także radnym dzielnicowym na Czubach, a w wolnym czasie, którego zbyt dużo nie ma, prowadzi zajęcia dla dzieci w szkołach, dotyczących - a jakże - bezpieczeństwa.

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny