Do pożaru w kombinezonie ochronnym. Palił się dom, a mieszkańcy byli na kwarantannie

Nietypowa akcja lubelskich strażaków. Pożar wybuchł w domu, który zamieszkiwały osoby objęte kwarantanną, po kontakcie z zakażonym COVID-19. Strażacy musieli interweniować w dodatkowych kombinezonach. - W sytuacji zagrożenia życia nie zastanawiamy, się czy ktoś ma koronawirusa, czy nie - mówi strażak.
Zobacz wideo

Wszystko wydarzyło się w miejscowości Szczuczki, około 40 kilometrów na zachód od Lublina. Ogień w domu jednorodzinnym pojawił się we wtorek, około godziny 4 nad ranem. Mieszkańcy byli w tym czasie objęci kwarantanną, ponieważ wcześniej mieli kontakt z osobą zakażoną COVID-19.

Do pożaru doszło w miejscowości Szczuczki na LubelszczyźnieDo pożaru doszło w miejscowości Szczuczki na Lubelszczyźnie Google Maps

Pożar zaczął się na poddaszu. Domownicy zdążyli uciec, zanim na miejscu pojawili się strażacy. Schronili się koło budynku, w oddali od całej akcji. Nie chcieli mieć bezpośredniego kontaktu ze strażakami. Ci szybko ugasili płomienie i rozebrali część domu. Dla pewności (i zachowania ostrożności) wszystkie pomieszczenia sprawdził tylko jeden z mundurowych, ubrany w specjalny strój ochronny. - Miał maskę filtrującą i gogle - mówi nam asp. Bartłomiej Pytka z Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Lublinie.

Jak dodaje, to standardowa procedura. Strażacy - przed wyjazdem na akcję - mają informację o tym, że należy się odpowiednio zabezpieczyć podczas działań. - W tej sytuacji nie było to konieczne, bo kwarantanna obejmuje osoby, a nie dom - dodaje Pytka. Inaczej sytuacja wyglądałaby na przykład wtedy, gdy trzeba byłoby wejść do płonącego mieszkania, gdzie jest informacja o izolacji, ale nikt nie otwiera. - W sytuacji zagrożenia życia nie zastanawiamy się, czy ktoś ma koronawirusa, czy nie. Zabezpieczamy się jak możemy i wchodzimy - stwierdza nasz rozmówca.

Pełny strój zabezpieczający przed zakażeniem to norma

Straż nie prowadzi statystyk, jak dużo jest tego typu interwencji. Musi być jednak gotowa na każdą sytuację. - Dlatego w pojazdach są środki ochrony indywidualnej i kombinezony - mówi bryg. Krzysztof Batorski z Komendy Głównej Państwowej Straży Pożarnej. I choć tak jak w przypadku domu w Szczuczkach, kwarantanna to jeszcze nie COVID-19, to jednak lepiej "dmuchać na zimne".

Strażacy dodają, że takie wydarzenia należą do rzadkości. Częściej interweniują, pomagając policji w dostaniu się do mieszkania czy domu, w którym jest podejrzenie, że zasłabł ktoś, kto może mieć koronawirusa. Wtedy pełny strój zabezpieczający przed zakażeniem to norma.

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny