"Nigdy na taką skalę nie trzeba było się tłumaczyć". Boją się, że państwo ograniczy świadczenie pielęgnacyjne

Anna Gmiterek-Zabłocka
- Świadczenie pielęgnacyjne jest wypłacane od wielu lat, ale nigdy na taką skalę nie sprawdzano rodziców. Ciągle pojawiają się sygnały, że rodzice muszą się tłumaczyć: co robią, w jaki sposób, jakie czynności wobec dziecka podejmują - mówią nam opiekunowie osób z niepełnosprawnością. Obawiają się, że państwo będzie chciało ograniczyć wypłaty świadczeń.
Zobacz wideo

Piotr jest osobą w spektrum autyzmu. W orzeczeniu ma napisane, że nie jest samodzielny i potrzebuje całodziennego wsparcia. Dzięki ogromnemu zaangażowaniu jego mamy i terapeutów wiele rzeczy potrafi wokół siebie zrobić, ale na co dzień sam nie jest w stanie odnaleźć się w otaczającej go rzeczywistości. Jego historię opisywaliśmy już na naszym portalu.

Mama Piotra pobiera świadczenie pielęgnacyjne - to środki przyznawane rodzicom osób z niepełnosprawnościami. Wynosi nieco ponad 2 tys. złotych miesięcznie. Pobierając je, opiekunowie muszą zrezygnować z pracy, bo do świadczenia nie można dorobić ani złotówki.

Dorota Próchniewicz - mama Piotra - jest dziennikarką i redaktorką. Kilka tygodni temu dostała wezwanie, w którym Urząd Dzielnicy Bielany w Warszawie domagał się szczegółowej rozpiski, jakie czynności pielęgnacyjno-opiekuńcze wobec syna podejmuje, w jakie dni i w jakich godzinach. - Jakby urząd chciał sprawdzić, czy Piotr sam je, czy sam się ubiera. Owszem, włoży na siebie ubranie i sam zje, ale co to zmienia? Jakby sprawdzano, czy rzeczywiście jest tak bardzo niepełnosprawny. Tak, jest bardzo niepełnosprawny, tyle że w innych zakresach i sferach życia - mówiła nam mama Piotra. 

Próchniewicz napisała na ten temat też swój tekst (dla "Krytyki Politycznej"). Zwróciła w nim uwagę, że podobne praktyki urzędników "są masowe, prawdopodobnie więc stoją za nimi władze centralne, wysyłające samorządom odpowiednie zalecenia".

"Po raz kolejny państwo zachowuje się jak kapryśny filantrop, który wybiera, komu okaże łaskę. Zachowuje się też tak, jakby nie istniał internet i media społecznościowe, dzięki którym 'biedni niepełnosprawni' szybko zorientowali się, że wezwania o tej samej treści otrzymują obywatele całej Polski, przypomnijmy - bez podawania podstawy prawnej" - wskazuje mama Piotra. 

Co na to urząd?

Na odpowiedź z Urzędu Dzielnicy Bielany w sprawie Piotra i pani Doroty czekaliśmy prawie dwa tygodnie. Rzeczniczka urzędu Magdalena Borek utrzymuje, że nie chodzi o dyskryminację czy upokarzanie kogokolwiek. "Takie działania wynikają z decyzji organu II instancji oraz orzecznictwa" - podała, nie wskazując konkretnej podstawy prawnej. 

Urzędniczka dowodzi, że jednym z zasadniczych warunków przyznania świadczenia pielęgnacyjnego jest, by osoba ubiegająca się o jego przyznanie sprawowała stałą lub długotrwałą opiekę nad osobą niepełnosprawną. Pani Dorota jest samotną mamą, sprawuje opiekę nad Piotrem niemal non stop. Niemal, bo syn uczęszcza na zajęcia dzienne, organizowane w ramach wsparcia dla osób w spektrum. Kilka godzin dziennie. 

"Rozpatrując wnioski o ustalenie prawa do świadczenia pielęgnacyjnego, konieczne jest zbadanie związku między rezygnacją z zatrudnienia albo jego niepodejmowaniem, a sprawowaną opieką. Stąd wynika dokonanie ustaleń w przedmiocie czynności podejmowanych w ramach sprawowanej opieki, możliwości uzyskania wsparcia m.in. w placówkach dziennego pobytu, a co za tym idzie możliwość podjęcia zatrudnienia przez opiekuna w pełnym lub częściowym wymiarze. Badana jest rzeczywista niemożność pogodzenia obowiązków wynikających ze sprawowanej opieki z pracą zarobkową" - tłumaczy Magdalena Borek. Urząd wskazuje zatem, że fakt, iż osoba z niepełnosprawnością uczęszcza na zajęcia może być podstawą do wątpliwości w kwestii wypłaty rodzicowi świadczenia. 

- Dla mnie to jest forma nękania. To, że osoba z niepełnosprawnością uczęszcza na zajęcia, z reguły zorganizowane przez samych rodziców w ramach projektu, nie świadczy przecież o tym, że rodzic może w tym czasie pracować - mówi Katarzyna Kosecka, główna organizatorka protestów rodziców osób z niepełnosprawnościami. 

>> Czytaj także: "Chodzimy, żebrzemy. Raz się udaje, innym razem nie". Dramatyczny apel rodziców dorosłych autystów

- Prawo mówi, że samorząd musi przyznać opiekunowi świadczenie pielęgnacyjne, jeśli osoba ma odpowiednie orzeczenie. Oczywiście, urzędnicy mogą weryfikować, czy danej osobie świadczenie się należy. Ale tylko na te okoliczności, które są wskazane w art. 17 Ustawy o świadczeniach rodzinnych. A to oznacza, że wolno weryfikować to, czy ktoś zrezygnował z pracy bądź jej nie podejmuje, czy jest nieaktywny zawodowo i czy rzeczywiście sprawuje opiekę nad osobą z niepełnosprawnością - tłumaczy prof. Katarzyna Roszewska, prawniczka z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, prywatnie mama syna z niepełnosprawnością.

- Tu nie może być mowy o sprawdzaniu tego, czy dana osoba z niepełnosprawnością ma możliwość skorzystania ze wsparcia bądź opieki w jakimś ośrodku wsparcia dziennego. W mojej ocenie urzędnicy nie mają prawa, by to weryfikować i sprawdzać, czy na przykład osoba dorosła w spektrum autyzmu bierze udział w jakichś warsztatach, czy też nie i czy jej rodzic może w tym czasie podjąć pracę, czy też nie - mówi Roszewska. I dodaje, że dla osoby z niepełnosprawnością to ważne, by móc podjąć aktywność w ciągu dnia, a nie tylko siedzieć w domu. Jak podkreśla, nie można mieć rodzicom za złe, że szukają takich możliwości wsparcia również dla swoich dorosłych dzieci. 

Zdaniem dr Rafała Bakalarczyka, który zajmuje się badaniem polityk społecznych i wspiera środowisko osób z niepełnosprawnością, państwo nie powinno z góry zakładać, że rodzic, który pobiera świadczenie pielęgnacyjne, oszukuje czy naciąga system. - To nie powinno tak wyglądać. Nie można wprowadzać modelu kontrolnego, w którym każdego i na każdym kroku kontrolujemy - mówi. - W całej tej sprawie jakby zapominamy, jak ważne jest włączanie społeczne osób z niepełnosprawnościami. Mówimy tu o pewnej niezależności, o wyjściu z domu, choćby właśnie na zajęcia w jakimś ośrodku wsparcia. Taka osoba dzięki temu poznaje świat, nawiązuje więzi, nabywa dodatkowe umiejętności. Nie może być tak, że rodzic zamknie swoje dorosłe dziecko w domu, bojąc się, że jeśli wyśle je na jakieś zajęcia, to straci świadczenie pielęgnacyjne - tłumaczy Bakalarczyk. 

Joanna Dryjańska, która też jest mamą pobierającą świadczenie pielęgnacyjne, zwraca uwagę na coś jeszcze. - Świadczenie jest wypłacane od wielu lat, a nigdy tak nie było, by na taką skalę sprawdzano rodziców. Ciągle pojawiają się sygnały, że rodzice muszą się tłumaczyć: co robią, w jaki sposób, jakie czynności wobec dziecka podejmują - mówi.

- To jakby wytyczne z góry, choć nie mamy do nich dostępu. Być może rzecz w tym, by ograniczyć wypłaty świadczeń, by budżet państwa na tym zaoszczędził? Takie mamy przemyślenia - mówią rodzice, z którymi rozmawialiśmy. 

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny