Pracownicy domów dziecka żądają podwyżek. "Nie będziemy w stanie zapewnić opieki"

Pracownicy warszawskich domów dziecka i placówek opiekuńczo-wychowawczych żądają podwyżek i poprawy warunków pracy. Alarmują, że bez wzrostu wynagrodzeń zabraknie kadry, a dzieci zostaną bez opieki. List w tej sprawie wysłali do prezydenta stolicy już w czerwcu. Odpowiedzi jednak się nie doczekali. Część z nich może niebawem zastrajkować.
Zobacz wideo

Chodzi o 50 proc. podwyżki dla wszystkich pracowników. Jak twierdzą, pensje większości z nich są zamrożone od kilku lat i w wielu przypadkach wynoszą tyle, ile minimalna krajowa. A mowa o wychowawcach, opiekunach, pielęgniarkach czy specjalistach. Niektórzy pracują na trzy zmiany, również w weekendy i święta. Nierzadko wyrabiają też nadgodziny, żeby zapewnić opiekę dzieciom przez całą dobę.

- Chcemy być docenieni - mówi pedagożka Anna Fabisiak-Pawłowska z Zespołu do Obsługi Placówek Opiekuńczo-Wychowawczych nr 1 w Warszawie. - Nie może być tak, że pracownik, który ma bardzo wysokie kwalifikacje, nierzadko więcej niż jeden kierunek studiów wyższych, zarabia minimalną krajową, która mu nie wystarcza na przeżycie i podejmuje dodatkową pracę, żeby wiązać koniec z końcem. To odbija się na jakości opieki - dodaje.

List do prezydenta

Pracownicy zaczęli się organizować na początku roku. W czerwcu wysłali pismo do prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego. Zwrócili w nim uwagę nie tylko na niskie pensje, ale też na coraz trudniejsze warunki pracy i braki kadrowe.

"Brak wzrostu wynagrodzeń spowoduje, że nie będziemy w stanie zapewnić dzieciom ciągłości opieki" - alarmowali. Przekonywali też, że już teraz są problemy z rekrutacją nowych pracowników, co powoduje, że to na nich spada więcej obowiązków.

- Żeby zapewnić właściwą opiekę tym dzieciom, my musimy mieć siłę, ale też motywację - poza tą wewnętrzną, którą mamy - bo nikt z nas nie jest tu z przypadku - mówi Anna Fabisiak-Pawłowska. - Natomiast nowe osoby nie chcą przychodzić do pracy, bo jeśli na wstępie słyszą o wynagrodzeniu 3200 zł brutto, to przy obecnej inflacji i rosnących kosztach życia idą pracować gdzie indziej - dodaje.

Pracownicy pisali też do ratusza o przepełnionych placówkach, do których przyjmuje się dzieci ponad limit. Podkreślali i podkreślają, że są gotowi do rozmów. Na razie jednak nikt nie chce z nimi rozmawiać.

Prezydent Warszawy - pytany o sytuację pracowników placówek opiekuńczo-wychowawczych - zasłania się trudną sytuacją finansową miasta. - Dzisiaj jest nieprawdopodobna inflacja. Wszyscy chcieliby zarabiać więcej. Ja to rozumiem, ale sytuacja jest piekielnie trudna i jeszcze do tego niepewna. Nie wiemy, jakie będą chociażby ceny energii - mówi Rafał Trzaskowski. - Oczywiście będziemy rozmawiać - deklaruje.

Związkowcy z Zespołu do Obsługi Placówek Opiekuńczo-Wychowawczych nr 1 już wszczęli procedurę sporu zbiorowego z pracodawcą. Od wyniku rozmów uzależniają ewentualny protest. Zespół obsługuje kilkanaście warszawskich placówek.

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny