Już nie tylko domek pod Warszawą. Otwierają kolejne miejsca dla matek z Ukrainy. "Obserwujemy potężny przypływ ludzi"

Anna Gmiterek-Zabłocka
Fundacja Otwarty Dialog rozwija projekt Domu Mam dla ukraińskich uchodźczyń. Oprócz domu pod Warszawą, organizacja stworzyła trzy nowe miejsca - tym razem są to mieszkania już w samej stolicy. - Widząc, co dzieje się w Ukrainie i obserwując kolejne ataki na ukraińskie miasta, utwierdzam się w przekonaniu, że pomoc jest cały czas potrzebna - mówi Agata Dziopa, inicjatorka całej akcji.
Zobacz wideo

O Domu Mam pisaliśmy już na tokfm.pl. Fundacja Otwarty Dialog stworzyła go w Jakubowiźnie pod Warszawą. To pierwsze takie miejsce w Polsce, które ma dać schronienie uchodźczyniom z Ukrainy. Nie na chwilę - na stałe. Chyba, że kobiety będą chciały się usamodzielnić i dom opuścić. To mamy z dziećmi, w sumie 20 osób. Za nic nie płacą. Czynsz, media i inne opłaty pokrywa fundacja, która też rozwija cały projekt.

Dziś - oprócz domu w Jakubowiźnie - są jeszcze trzy inne mieszkania, również dla ukraińskich mam. W Warszawie przy Łukowskiej zamieszkały dwie rodziny - Viktoriia i Yulia wraz ze swoimi dziećmi. Kobiety od razu podjęły pracę, a ich pociechy chodzą do pobliskich szkół i integrują się z polskimi dziećmi. Z kolei w domu przy Alejach Jerozolimskich pojawił się niedawno nowy mieszkaniec - dwa miesiące przed terminem na świat przyszła Jana. Dołączyła do dwójki rodzeństwa. 

- Nasz projekt jest nadal rozwijany. Mamy jeden dom i trzy mieszkania i w sumie około 50 podopiecznych. Widząc, co dzieje się w Ukrainie i obserwując kolejne ataki na ukraińskie miasta, utwierdzam się w przekonaniu, że pomoc jest cały czas potrzebna - mówi Agata Dziopa, wolontariuszka, która wymyśliła całą inicjatywę. Jak dodaje, już teraz widać, że do Polski docierają kolejne uciekające przed wojną rodziny z Ukrainy. - Obserwujemy potężny przypływ ludzi. Są to osoby wycieńczone podróżą, która zajmuje wiele dni. Chcą znaleźć w Polsce bezpieczne schronienie, a nie jest to łatwe. Wśród tych osób są między innymi ludzie z tzw. obozów przejściowych, filtracyjnych w Rosji, którym udało się z nich wydostać - opowiada nasza rozmówczyni.

Agata Dziopa z Fundacji 'Otwarty Dialog'Agata Dziopa z Fundacji 'Otwarty Dialog' Fot. Katarzyna Szczypska/ Fundacja 'Otwarty Dialog'


 

Jak podkreśla, w Domach Mam też pojawiają się coraz to nowe osoby. - Panie, które mieszkały u nas w maju, dalej są, pracują, próbują się usamodzielnić. Chciałabym, aby w przyszłym roku usamodzielniły się już całkowicie, aby móc pomagać kolejnym ukraińskim mamom - mówi pani Agata. Jak dodaje, pomocy potrzebuje choćby mama z miejscowości Izium, która z nowo narodzonym dzieckiem spędziła w piwnicy ostatnie pół roku. Znalazł ją wolontariusz Bartłomiej Wadas, który współpracuje z Fundacją Otwarty Dialog i Agatą Dziopą.

- W czerwcu na jednym z portali społecznościowych zwróciłam uwagę na wpis Bartka odnośnie jednego z wyjazdów. To była mądra, przemyślana pomoc i to zwróciło moją uwagę. Dlatego uznałam, że postaram się wesprzeć jego działania i tak zaczęliśmy współpracować i wspieramy się wzajemnie. Ja działam w Polsce, a Bartek - w Ukrainie. Uzupełniamy się - wspomina pani Agata. 

Jak mówi, nikt nie wie, co będzie dalej. Ile osób w obliczu codziennych ataków Rosjan na ukraińskie miasta zdecyduje się na wyjazd przed zimą do Polski. - Czasami rozmawiam z podopiecznymi, które już wcześniej zdecydowały się opuścić Polskę i wrócić do Ukrainy, głównie ze względu na ogromną tęsknotę za domem i najbliższymi. Jest to m.in. babcia Wala, która była naszą podopieczną i z którą jestem w stałym kontakcie. I te osoby mówią, że rozważają ponowny przyjazd do Polski. Pytają, czy są miejsca, czy mogą przyjechać. A niestety sytuacja jest trudna - opisuje nasza rozmówczyni. 

Aktywistka wskazuje, że oprócz Domów Mam - fundacja prowadzi jeszcze mieszkania tymczasowe, w których rodzina może mieszkać do 30 dni. Matki trafiają tam najczęściej prosto z Dworca Wschodniego w Warszawie. - W szczytowym momencie w tych tymczasowych mieszkaniach mieliśmy 500 osób. Mniej więcej połowa z nich wyjeżdża do Norwegii, bo są tam warunki, by je przyjąć. Drugiej połowie pomagamy usamodzielnić się, znaleźć pracę w Warszawie. I niektóre z tych pań, razem ze swoimi dziećmi, jeśli jest taka możliwość, zamieszkują ostatecznie na dłużej w naszym Domu Mam - tłumaczy Dziopa. 

Domy Mam na co dzień tętnią życiem. Jest wspólne gotowanie, pieczenie, regularnie pojawia się psycholog, który pracuje m.in. z dotkniętymi traumą dziećmi. Kobiety pracują, dzieci chodzą do szkół czy przedszkoli. Organizowane są urodziny i wspólne świętowanie. Jak w domu. Wszystko po to, by wróciła normalność, codzienna rutyna, poczucie bezpieczeństwa. 

Projekt miał szansę się rozwinąć m.in. dzięki znanym aktorkom, które zaangażowały się w zbieranie pieniędzy na rozwój Domu Mam. Przygotowano kampanię pod hasłem "To mogłam być ja" z udziałem Anny Dereszowskiej, Zofii Wichłacz, Barbary Kurdej-Szatan i Joanny Moro. Bo Domy Mam to inicjatywa oddolna, którą może wesprzeć każdy, wpłacając choćby symboliczną złotówkę

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny