Narodowy Instytut Onkologii wstrzymuje część operacji. Instrumentariuszki zgłosiły zwolnienia lekarskie

Narodowy Instytut Onkologii w Warszawie wstrzymał w poniedziałek część planowanych operacji. Zabiegi się nie odbyły, bo 14 instrumentariuszek zgłosiło zwolnienia lekarskie. Jak udało się nam ustalić, to nie pierwsza tego typu sytuacja w Instytucie. Po raz pierwszy przybrała jednak tak poważną skalę.

Narodowy Instytut Onkologii każdego dnia operuje około 20 - 30 pacjentów chorych na nowotwory. W poniedziałek (5 września) przy ul. Roentgena działa tylko jeden z 11 bloków operacyjnych. Zabiegi wykonuje też filia Instytutu przy ul. Wawelskiej.

Zwolnienia lekarskie czternastu instrumentariuszek obowiązują do końca tygodnia. To oznacza, że w tym czasie trzeba będzie przełożyć od około 100 do nawet 150 operacji. Rzecznik placówki Mariusz Gierej uspokaja, że pacjenci, którzy nie mogą czekać, są operowani na bieżąco. Wstrzymane zabiegi mają być przeprowadzane od przyszłego tygodnia.

- Faktycznie jest to sytuacja, w której musimy odwołać część tych mniej pilnych operacji. Będziemy je nadrabiać jak najszybciej to możliwe, czyli od przyszłego tygodnia. Mamy nadzieję, że będziemy mogli wrócić już wtedy do pełnego funkcjonowania. Staramy się teraz maksymalnie zmobilizować i mamy nadzieję, że będziemy zmuszeni odwołać jak najmniej operacji - powiedział rzecznik Instytutu.

"To nie pierwsza taka sytuacja"

Jeden z pracowników Instytutu, który prosi o anonimowość, mówi nam, że placówka "już od dłuższego czasu ma problem kadrowy". - Od kilku miesięcy zdarzają się dni, kiedy z powodu braku instrumentariuszek, jedna lub dwie sale operacyjne były wyłączane w ciągu dnia i pacjenci nie byli operowani. Wiem, że pielęgniarki i instrumentariuszki często musiały wyrabiać nadgodziny. Jest ich po prostu za mało. Niestety dyrekcja pozostawała głucha na ich problemy i postulaty, więc wybrały taką formę protestu. Najprawdopodobniej już z bezsilności, bo nic innego nie przynosiło skutków - opowiada nasz rozmówca.

Jak udało się nam ustalić, problem nie dotyczy innych pracowników. To oznacza, że jedynym czynnikiem, który często wstrzymuje zespół przed przeprowadzeniem operacji, jest właśnie brak instrumentariuszek.

- Jest to ze szkodą dla pacjentów, którzy muszą czekać po kilka tygodni lub nawet miesięcy dłużej, na zabieg usunięcia nowotworu. Takie zabiegi, jeśli to możliwe, powinny być wykonywane jak najszybciej. Nie powinno dochodzić do takich sytuacji. To skandaliczne, że pacjenci muszą tyle czekać - przekazał nam pracownik Instytutu.

Rozmówca dodał też, że w tym momencie nie widzi szans, by wszystkie odwołane w tym tygodniu operacje udało się przeprowadzić już w przyszłym. To oznacza, że część pacjentów na przeprowadzenie zabiegu może poczekać jeszcze dłużej.

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny