Plakat o praworządności nie przetrwał porządków nowej władzy. "Powiesiłam go z powrotem". Sędzia pisze do Radzika

Anna Gmiterek-Zabłocka
Pięć lat na drzwiach jednego z pokoi w Sądzie Apelacyjnym w Warszawie wisiał plakat dotyczący obrony praworządności. Teraz, gdy wiceprezesem sądu został Przemysław Radzik, plakat został zdjęty. - Powiesiłam go z powrotem - mówi warszawska sędzia i pisze do nowego wiceprezesa nietypowy list.
Zobacz wideo

Sędzia Marzanna Piekarska-Drążek orzeka w Sądzie Apelacyjnym w Warszawie od wielu lat. Na drzwiach swojego pokoju miała plakat z uchwałami sędziów z Krakowa z 2017 roku, wzywającymi rząd do zaprzestania działań niszczących fundamenty demokratycznego państwa prawa. Kiedy w warszawskiej apelacji pojawiła się nowa władza, plakat został zdjęty. - Powiesiłam go z powrotem - mówi TOK FM pani sędzia.

Jednocześnie napisała list do wiceprezesa Sądu Apelacyjnego w Warszawie, którym od niedawna jest Przemysław Radzik, jeden z rzeczników dyscyplinarnych. 

List do sędziego Radzika

Sędzia wskazuje, że przed zdjęciem plakatu dyskretnie sfotografowano jej drzwi. "Co pozwala określić tę akcję kryptonimem 'Plakat'. Zastanawiające jest, co Pana oburzało w treści Uchwały, która przez pięć lat nikomu nie przeszkadzała. Czy za niepokojącą uznał Pan rotę ślubowania sędziowskiego, czy wezwanie do obrony porządku konstytucyjnego? A może dotkliwie odczuwa Pan słowa dotyczące kampanii pomówień przeciwko sędziom?" - pyta w liście Piekarska-Drążek. 

W rozmowie z TOK FM sędzia przyznaje, że list jest nieco ironiczny. - Plakat, który wisiał pięć lat, nikomu nie przeszkadzał. Przecież on nikogo nie obraża, bo tam są najważniejsze słowa naszego sędziowskiego ślubowania. I nagle przychodzi ktoś, i mówi, że zrobi z tym porządek. To jest tak absurdalne, że potrzebne są takie metody jak ironia czy dowcip - komentuje nasza rozmówczyni. 

Jak tłumaczy dalej, list napisała głównie z myślą o innych sędziach. - Reakcja jest taka, o jaką mi chodziło. Dostaję mnóstwo wiadomości i telefonów z całej Polski. Sędziowie się ożywili. Piszą mi: "Uśmiechnąłem się po długim czasie" albo "Roześmiałam się w tym naszym ciężkim, trudnym czasie". To był mój cel - mówi Piekarska-Drążek.

Jak dodaje, w zawodzie sędziego dziś nie można być "letnim". - Sędzia musi zapytać sam siebie: "Gdzie ja stoję?". Ta władza nie ma oporów. Zmiotą obywateli i wolne media, jeśli my - sędziowie - nie będziemy stali na straży praworządności. Dlatego tak ważne jest, by sędzia stał wyprostowany, trzymając w jednej ręce konstytucję, a w drugiej - Konwencję Ochrony Praw Człowieka i tylko na to patrzył - mówi pewnie sędzia. 

"Przyznaję się"

"Żeby oszczędzić Panu czasu na dalsze czynności operacyjne w sprawie podejrzeń o wywrotową działalność sędziego, donoszę, że w pokoju posiadam nadto plakat z żądaniem przywrócenia do orzekania sędziów: Igora Tulei, Pawła Juszczyszyna, Piotra Gąciarka, Krzysztofa Chmielewskiego, Macieja Ferka, Macieja Rutkiewicza" - pisze dalej do Przemysława Radzika warszawska sędzia.

I dodaje, że ma też w pokoju plakaty wspierające innych sędziów, choćby Beatę Morawiec czy Agnieszkę Niklas-Bibik. "Przyznaję się też do posiadania znaczków: WOLNE SĄDY, KONSTYTUCJA, NIEZALEŻNA PROKURATURA, WARTO BYĆ PRZYZWOITYM, a do tego mam tęczową torbę..." - pisze.

"Porządki pańskie wprowadzają perspektywę, że materiały te zyskają status podziemnych. Ja jednak zostanę przy jawnym ich okazywaniu" - kontynuuje ironicznie Piekarska-Drążek. 

W końcówce swojego listu sędzia prosi, by wiceprezes podjął inne działania. "Obserwując Pana gospodarski zapał, zgłaszam natomiast: poprawę warunków pracy sekretariatu, zatrudnienie asystentów i uzupełnienie kilku brakujących etatów sędziów karnych, przy czym mam na myśli sędziów legalnie mianowanych..." - wskazuje pani sędzia. List kończy słowami: "Mniej władzy, więcej służby". 

- Napisałam ten list, by sędziowie odchylili głowę, wyprostowali swoje skrzydełka, żeby się uśmiechnęli i uwierzyli, że z tego jest wyjście. Że to my mamy w rękach mechanizm oporu i musimy go użyć. Nie można się cofać - podsumowuje. Na pytanie, czy list spotkał się już z jakąś reakcją ze strony prezesów, odpowiada: "Nie, jeszcze czytają". 

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny