"Potrzebujemy rąk do pracy". Znów coraz więcej uchodźców dociera do Warszawy

To może być nowa fala uchodźców w Warszawie. Wolontariusze alarmują, że rośnie liczba osób uciekających przed wojną w Ukrainie, a ludzi i środków do pomocy brakuje.
Zobacz wideo

O problemie informuje Kamiliańska Misja Pomocy Społecznej, która od początku aktywnie wspiera uchodźców przybywających do Warszawy z Ukrainy. Dzięki działaczom Misji Ukraińcy mogą zjeść ciepły posiłek, znaleźć mieszkanie, doładować telefon lub uzyskać pomoc w sprawach administracyjnych. Uchodźcom pomagają też inni wolontariusze, którzy poszukują im mieszkania albo transportu.

- Z tym pierwszym aspektem - noclegów - jest ostatnio coraz gorzej - mówi nam Adriana Porowska, koordynująca pomoc na Dworcu Zachodnim w Warszawie. Dodaje, że o wynajem bardzo ciężko, a osoby uciekające przed bombardowaniami często nie mają ze sobą żadnych środków do życia. Ich domy w Ukrainie zostały kompletnie zniszczone.

- W weekend widzieliśmy, że jest więcej ludzi. To te osoby, które przez kilka tygodni siedziały w schronach, były w piwnicach albo czekały na konwoje humanitarne. (...) Są skupieni tylko na tym, żeby uciec w bezpieczne miejsce, a gdy wysiadają z autobusu i stają na dworcu, kompletnie nie wiedzą, co ze sobą zrobić - mówi Porowska. Jak podaje, sporo osób uciekło z okolic Winnicy, Charkowa i Słowiańska. To miejscowości, które w ostatnich dniach przeżywają silne ostrzały artyleryjskie i rakietowe.

Na terenie Dworca Zachodniego nie brakuje oznaczeń - także w języku ukraińskim - gdzie należy się udać po wsparcie i pomoc. Częściowo pomoc i finansowanie - np. punktów działających przy dworcu - pochodzi z pieniędzy wojewody mazowieckiego. Wolontariusze zaznaczają jednak, że wciąż to organizacje pozarządowe i oni sami organizują np. ciepłe posiłki we współpracy z lokalnymi barami i restauracjami.

Wolontariuszy jak na lekarstwo

Wolontariusze na Dworcu Zachodnim nie mają czasu na rozmowy. Jest ich niewielu, kilkunastu. Wciąż informują, tłumaczą i wskazują, jak należy się poruszać do punktu pomocy, gdzie szukać wsparcia oraz jak znaleźć transport do wybranej miejscowości. Czasem rozmowy są wyjątkowo trudne, niekiedy potrzebna jest pomoc medyczna. 

- Wiele razy w ostatnim czasie przyjmowaliśmy do punktu osoby ranne, które wymagały interwencji lekarzy. Nawet jeśli nie oznaczało to zagrożenia życia, to i tak pokazywało, gdzie taki człowiek jeszcze kilkadziesiąt godzin temu był - mówi nam jedna z wolontariuszek. 

Porowska dodaje też, że brakuje wolontariuszy. O ile na początku agresji Rosji na Ukrainę pospolite ruszenie chętnych do pomocy było ogromne, teraz znacznie mniej osób gotowych jest pomagać. - Potrzebujemy rąk do pracy. Wolontariuszy bardzo nam brakuje. Wiele osób zaplanowało sobie wyjazdy, wykorzystało swoje urlopy i nie jest w stanie poświęcić tyle czasu. My pozostajemy na posterunku i będziemy pomagać tym, którzy uciekają przed wojną - mówi koordynatorka.

Dodatkowo Porowska publikuje w mediach społecznościowych apel o przynoszenie jedzenia i napojów - szczególnie w nadchodzącej fali upałów.

Według danych opracowanych przez Polski Instytut Ekonomiczny, dotychczas w całej Polsce numer PESEL nadano ponad 1 mln 200 tys. obywateli Ukrainy. Najwięcej - 184 tys. w stolicy i okalających ją powiatach. Na drugim miejscu znalazł się Wrocław (45 tys.), Kraków (32 tys.) i Poznań (31 tys.). Straż Graniczna informuje z kolei, że od końca lutego granicę z Polską przekroczyło w sumie ponad 4 mln 800 tys. uciekinierów z ogarniętej rosyjską inwazją Ukrainy.

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny