Kamer nie było, ale jest film. Dramat na polsko-białoruskiej granicy narysowany na podstawie wspomnień

Anna Gmiterek-Zabłocka
Opowieści dwóch osób, które próbowały przedostać się przez białorusko-polską granicę, stały się bazą niezwykłego filmu, który pokazywany jest w ramach Biennale Warszawa. To odtworzenie w formule rekonstrukcji 3D przeżyć Mariam i Hamdiego, którzy doświadczyli pushbacków i przemocy ze strony białoruskich pograniczników.
Zobacz wideo

Border Emergency Collective we współpracy z Helsińską Fundacją Praw Człowieka, Fundacją ''Polska Gościnność'', Stowarzyszeniem Nomada oraz przy wsparciu Forensic Architecture przygotowali wizualny raport o przemocy na granicy. Film prezentowany w ramach Biennale Warszawa pokazuje, jak od miesięcy wygląda sytuacja na polsko-białoruskiej granicy. Przez kilkanaście minut śledzimy losy dwojga migrantów - Mariam i Hamdiego. Cała ich podróż do Europy, na Białoruś i próba przedostania się do Polski jest dokładnie zrekonstruowana w formie 3D. 

Film, który oglądać można do 17, to forma raportu wizualnego. - Jest to rekonstrukcja w formie animacji. Opowiada historię dwóch osób, które przeszły przez polsko-białoruską granicę i znalazły się w tzw. strefie śmierci, bo tak jest nazywany ten rejon - mówi Katarzyna Czarnota z Grupy Granica.

Rekonstrukcja zaczyna się w maju 2021 roku. Wtedy jedno z syryjskich biur podróży zaczęło promocję wycieczek turystycznych do Białorusi. Na filmie słyszymy, że przewoźnikiem - podobnie jak przy innych lotach z krajów Bliskiego Wschodu - były białoruskie narodowe linie lotnicze. W broszurach promocyjnych sugerowano, że podróż do Europy będzie bezpieczna i łatwa. 

Wizualizacja pokazuje historię Hamdiego, który opisuje, jak traktowano go na polsko-białoruskiej granicy. Na podstawie jego słów rekonstruowane jest wypychanie za granicę, czyli tzw. pushback. W tym wypadku - przez rzekę. Hamdi opowiada, że słyszał od pograniczników, że za rzeką są już Niemcy. Mówił, że nie umie pływać, ale jak dodaje, nikogo to nie interesowało. 

Całość jest przedstawiona bardzo obrazowo, krok po kroku, na podstawie relacji i wspomnień samych cudzoziemców, z którymi pracowano przy przygotowywaniu tego filmu - poza Hamdim jest to również Mariam. To osoby, którym udało się przekroczyć granicę i które dziś są już bezpieczne, poza Polską. 

Opowieść dotyczy również prób złożenia przez nich w Polsce wniosków o status uchodźcy. Cudzoziemcy opowiadają, że dostali do podpisania dokumenty w obcym języku - podpisali, bo byli pewni, że to wniosek o azyl. Dopiero, gdy wręczono im drugi dokument, już po arabsku, o zakazie wjazdu do Polski i krajów UE na okres 3 lat - zrozumieli, co wcześniej podpisali. 

Opowieść bez precedensu

Projekt nosi tytuł "Strefa ukrytej przemocy". - Film został skonstruowany na podstawie relacji dwóch osób. Odtworzono kilka momentów z historii, m.in. wywózki, przepychanie przez rzekę, przemoc ze strony funkcjonariuszy z Białorusi oraz moment, który był związany z odmówieniem im możliwości ubiegania się o ochronę międzynarodową - tłumaczy Katarzyna Czarnota. 

Jak podkreśla, ten film jest opowieścią bez precedensu, biorąc pod uwagę, że przez wiele miesięcy nie można było filmować ani w inny sposób dokumentować wydarzeń na granicy. Najpierw przez stan wyjątkowy, potem w związku z ustanowieniem specjalnej strefy, do której nie mieli wstępu ani lekarze, ani aktywiści, ani wolontariusze, ani dziennikarze.

- Ten film powstał m.in. dlatego, że mamy nadzieję, że polityka na pograniczu się zmieni. A tej historii ludzi nie da się wymazać. Ona zostanie w pamięci zarówno osób tam mieszkających, jak też osób z doświadczeniem przymusowej migracji, w tym tych, które wzięły udział w tym projekcie - dodaje aktywistka z Grupy Granica. 

"Tam wciąż leżą ciała"

"Nieznana jest dokładna liczba śmierci, do których doszło w polskich lasach w ciągu jedenastu miesięcy trwania kryzysu. Z relacji osób migrujących wynika, że na pograniczu - zarówno po białoruskiej, jak i po polskiej stronie - znajdują się ciała wielu zmarłych osób, które dotychczas nie zostały odnalezione i zidentyfikowane. Informacje te nie są możliwe do zweryfikowania, jednak powtarzają się w wielu niezależnych relacjach" - piszą autorzy raportu Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, który w najbliższych dniach ma być opublikowany na stronie tej instytucji. 

Czytamy w nim o pushbackach, ale też o ściganiu osób, które od miesięcy pomagają uchodźcom żyjącym w lasach, mieszkanek i mieszkańców, których domy znajdują się na terenie strefy zakazu przebywania. "Oferują migrantom i migrantkom schronienie we własnych domach. Inni zostawiają na noc otwarte drzwi do stodoły czy pomieszczeń gospodarczych, znajdujących się na ich podwórkach. Działania te podyktowane są spontaniczną chęcią niesienia pomocy. Pomimo, że działania takie należy uznać za w pełni legalne, wiążą się one z koniecznością działania w ukryciu" - czytamy w raporcie.

Chodzi o to, że osoby udzielające tego typu pomocy wiedzą, że ewentualne ujawnienie ich działań przed służbami mogłoby się wiązać np. z przeszukaniem ich domów. "W świetle pogłębiającej się kryminalizacji pomocy humanitarnej, mają także świadomość ryzyka wszczęcia wobec nich postępowania karnego" - alarmuje raport. Przedstawiciele Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka wskazują także, że "zdaniem mieszkańców i aktywistów, z którymi prowadzono rozmowy, przemoc ze strony służb jest coraz bardziej widoczna". 

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny