Pudełeczko, które wykryje zawał. Przełom w kardiologii prosto z Warszawy? "Szukamy inwestora"

Jest wielkości pudełka zapałek i potrafi wykrywać zawały serca. Urządzenie stworzone przez zespół dr. Łukasza Kołtowskiego z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego jest dokładniejsze niż duże i przestarzałe szpitalne maszyny.

To może być przełom, bo urządzenie stworzone przez zespół warszawskiego kardiologa jest w pełni mobilne - można je podłączyć do aplikacji w smartfonie, a algorytmy sztucznej inteligencji będą na bieżąco monitorować serce i pokażą ewentualne anomalie.

- To mała kostka wielkości pudełka od słuchawek, coś, co możemy mieć w kieszeni. Podłączamy je do paska EKG, który nazywamy patchem, a który można nosić naklejony na klatce piersiowej. Urządzenie mamy wtedy pod koszulką - tłumaczy dr Łukasz Kołtowski, jeden z twórców urządzenia.

To alternatywa dla popularnego holtera EKG, za pomocą którego bada się kondycję serca. Tyle że w jego przypadku pacjentowi przypina się do klatki piersiowej od 3 do aż 12 elektrod, które podłącza się do specjalnego aparatu, znacznie większego niż pudełko zapałek. Tymczasem urządzenie wymyślone przez warszawskich lekarzy jest nie tylko kompaktowe, ale także pozwala monitorować akcję serca za pomocą smartfona. 

- To więcej niż popularny holter, bo zwykłe holtery mają mniej odprowadzeń (w uproszczeniu - obwodów elektrycznych, które tworzy się, przymocowując do ciała elektrody - red.). Poza tym zostały stworzone do wykrywania arytmii, ale nie do wykrywania niedokrwienia albo cech niewydolności serca. A w naszym urządzeniu te dwie bardzo ważne jednostki chorobowe uwzględniamy - tłumaczy dr Kołtowski.

Naukowcy szacują, że urządzenie wykrywa o 20 proc. zawałów serca więcej niż zwykłe EKG.

Rewolucja na cały świat

Urządzenie jest opatentowane i zgłoszone w Polsce jako wyrób medyczny, a zespół dr. Kotłowskiego (razem z Adrianem Maciejewskim i Grzegorzem Wróblewskim) poszukuje teraz inwestorów. Produkcja aparatu nie jest droga, ale by urządzenie stało się popularne i mogło wejść do powszechnego użytku, potrzebny jest kapitał i rozwój działalności.

- Mamy możliwość produkcji patchy EKG, mamy już też kilkadziesiąt gotowych urządzeń. Teraz potrzebujemy jedynie partnera, który sprawi, że urządzenie trafi do lekarzy. To jest teraz największe wyzwanie - zaznacza dr Kołtowski.

Do tej pory na świecie nie istniało urządzenie, które pozwalałoby na rejestrację 12-18 odprowadzeń. A to oznacza, że polski wynalazek może nie tylko być pierwszy w Europie, ale również zaistnieć na świecie. A jak szacuje Allied Market Research, na całym świecie urządzenia EKG i ich rynek mogą być warte w przyszłym roku ponad 6,5 mld dolarów.

Urządzenie stworzone przez warszawskich ekspertów może zdobyć wielką popularność w Polsce, gdzie choroby kardiologiczne są przyczyną ponad połowy liczby zgonów, a zawałów serca kończących się śmiercią jest nawet 100 tys. rocznie.

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny