Strajk głodowy w ośrodku dla cudzoziemców w Lesznowoli. "Nie godzimy się na takie traktowanie"

Anna Gmiterek-Zabłocka
Sześcioro cudzoziemców rozpoczęło głodówkę w strzeżonym ośrodku w Lesznowoli na Mazowszu. To pięciu Syryjczyków i jeden obywatel Libanu. Napisali petycję do Straży Granicznej, w której przekonują, że po kilku miesiącach przebywania w zamknięciu, czują się jak w więzieniu. Proszą o przeniesienie do ośrodka otwartego, bez krat.
Zobacz wideo

Głodujący to m.in. syryjscy studenci. Dwaj z nich biegle mówi po angielsku. Napisali petycję do Komendanta Głównego Straży Granicznej, przekazując ją też do wiadomości Rzecznika Praw Obywatelskich i przedstawicieli Urzędu Wysokiego Komisarza ONZ do spraw Uchodźców (UNHCR).

W petycji piszą m.in., że od wielu miesięcy przebywają w zamknięciu - wcześniej byli w ośrodku w Wędrzynie w Lubuskiem, o którym pisaliśmy na naszym portalu wielokrotnie. Teraz znajdują się w Lesznowoli, niedaleko Warszawy.

"Uciekliśmy z Syrii - z kraju, w którym wojna zniszczyła nam wszystko. Uciekliśmy przed ciągłym cierpieniem, wojną, przemocą, aresztowaniami, porwaniami, torturami i śmiercią. Uciekaliśmy z nadzieją na pokój i ochronę międzynarodową, ochronę przed prześladowaniami i torturami. Nadzieją, że uda nam się zachować nasze prawa do życia, samostanowienia i wolności" - piszą w petycji.

Wskazują, że są ofiarami prześladowań i tortur, a mimo to przetrzymuje się ich w nieludzkich warunkach, jak przestępców. - Wszyscy głodujący mają za sobą wielokrotne próby przekroczenia polsko-białoruskiej granicy i push-backi na Białoruś. Wszyscy też złożyli wnioski o udzielenie ochrony międzynarodowej w Polsce. - Poprosili o azyl, ponieważ uciekli z kraju wojny i szukają miejsca, w którym mogliby zacząć bezpieczne życie. Muszą przebywać w ośrodku zamkniętym, mimo że mają za sobą doświadczenie wojny, doświadczenie tortur. Niektórzy już trzy czy pięć miesięcy są w zamknięciu - mówi TOK FM Małgorzata Rycharska, aktywistka organizacji Hope&Humanity Poland. 

"Chcieliśmy do Europy dotrzeć legalnie, ale staliśmy się ofiarami polityki i korupcji, byliśmy odpychani od legalnych przejść granicznych i wielokrotnie zmuszani przez służby białoruskie do przekraczania zielonej granicy Białorusi i Polski. Uciekliśmy od koszmaru wojny w Syrii, od przemocy białoruskich służb, ale dotąd nie udało nam się ani jednego dnia w Polsce przeżyć na wolności. Po długich koszmarnych tygodniach błądzenia po Puszczy Białowieskiej, zmarznięci, głodni i wyczerpani, trafiliśmy w Polsce na kolejny koszmar więzienia w tzw. ośrodkach strzeżonych Straży Granicznej, których rygor jest gorszy od wielu więzień" - piszą protestujący Syryjczycy i Libańczyk. 

Dowodzą, że są więzieni w warunkach uwłaczających ludzkiej godności. Wskazują, że niejednokrotnie muszą rozbierać się do naga. Nie mówi się do nich po imieniu, a jedynie numerami, które im nadano.

"Część z nas jest po ciężkich torturach, które przeszliśmy w syryjskich więzieniach. Potrzebujemy pomocy, terapii, nie możemy spać, mamy lęki, ciężkie przeżycia, a teraz i tu - w Polsce - trzyma się nas jak jakichś kryminalistów, za wysokimi murami i drutami kolczastymi, w izolacji od bliskich, przyjaciół, od całego świata" - przekonują w petycji skierowanej do Straży Granicznej, RPO i UNHCR. 

- Ośrodek strzeżony to miejsce, które rygorem przypomina więzienie. Jest to przestrzeń zamknięta, otoczona wysokim, nieprześwitującym murem. W środku jest dziedziniec otoczony siatką, za który nie można wychodzić. Owszem, ośrodek [w Lesznowoli] ma lepsze warunki niż w Wędrzynie, ale jest to ograniczenie wolności. Nie można stamtąd wychodzić. Wszyscy tam tkwią, czekają - mówi Małgorzata Rycharska.  

"Decydujemy się na radykalny krok"

"Nie godzimy się na takie traktowanie, nie widzimy już innej szansy na poprawę naszej sytuacji. Dlatego dzisiaj decydujemy się na radykalny krok, jakim jest podjęcie strajku głodowego" - piszą dalej autorzy petycji. Domagają się jednego - przeniesienia do ośrodka otwartego, bez krat w oknach. 

Do ich protestu dołączył Polak - aktywista Grupy Granica, który od wielu miesięcy pomaga uchodźcom w lasach na Podlasiu. Dołączył w ramach solidarności i wsparcia, ale też jako wyraz sprzeciwu wobec traktowania ludzi w taki, a nie inny sposób. - Osoba ta na razie nie chce się ujawniać, by nie skupiać na sobie uwagi. Ale też głoduje, tyle że na wolności - mówi Rycharska. 

Sytuacja na polsko-białoruskiej granicy wciąż jest trudna

Kryzys humanitarny na polsko-białoruskiej granicy trwa od wielu miesięcy. Sytuacja - wbrew wielu opiniom - wcale się nie poprawiła. Ludzie z Jemenu, Syrii, Konga i wielu innych państw próbują przekraczać polsko-białoruską granicę. Gdy są zatrzymywani, w wielu przypadkach wyrzuca się ich znów na Białoruś. Dotyczy to także rodzin z małymi dziećmi.

Na Białorusi - bardzo często - migranci są bici, szczuci psami, zdarzają się gwałty. Pisze o tym w swoim raporcie Amnesty International. Raport "Witamy w Guantanamo" opisuje okrutne traktowanie na granicy polsko-białoruskiej i w ośrodkach dla cudzoziemców. "Po przerwie zimowej, więcej osób ubiegających się o status uchodźcy znów próbuje przedostać się przez granicę polsko-białoruską. Na polskiej granicy napotykają ogrodzenie z drutu kolczastego i są wielokrotnie zawracani przez polską Straż Graniczną, czasami nawet po 20-30 razy" - czytamy w opublikowanym kilka dni temu raporcie. 

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny