"Moja rodzina przygarnęłaby wszystkich tych uchodźców". Rosjanka pomaga Ukraińcom przy granicy

Przy granicy, bardzo blisko szlabanów, stanęły dwa stoliki. Na nich jedzenie i ciepłe napoje, ale też karty SIM i niezwykle potrzebne tu pieluchy dla dzieci. Punkt otworzyła pani Alina - Rosjanka mieszkająca w Warszawie. - Bardzo wielu Rosjan nie chce tej wojny. Dlatego tu jestem i pomagam - mówi.
Zobacz wideo

Pani Alina w Rosji mieszkała do 11. roku życia. Obecnie, od 18 już lat, mieszka w Polsce - w Warszawie. W Rosji cały czas ma jednak znaczną część rodziny. Jest bardzo przejęta obecną sytuacją. W rozmowie z nami przyznaje, że czuje ogromny smutek. - Wiem, że rosyjski naród to są ludzie bardzo otwarci, serdeczni i pomocni. Naprawdę, moja rodzina przygarnęłaby wszystkich tych uchodźców do siebie. Nikt nie chce tej wojny - przekonuje.

- Niektórzy ludzie mogą mówić, że Rosjanie są źli. Ale proszę, bardzo o to proszę, nie zapominajmy, że wszyscy jesteśmy przede wszystkim ludźmi. Świat się nie dzieli na rasy, narodowości, religie, tylko na ludzi - dobrych i złych. Jestem przekonana, że jeżeli większość ludzi będzie chciała być dobra, to nie będzie takich sytuacji, takich wojen - dodaje.

Pomysł pomagania przy granicy wyszedł spontanicznie. Na początku pani Alina - razem ze znajomym - kupiła 100 kart SIM. Wiedziała, że po przekroczeniu granicy będą Ukraińcom potrzebne, by mogli skontaktować się z bliskimi. - Ale postanowiłam, że oprócz kart wypełnię samochód jedzeniem. Mieliśmy przyjechać do granicy i wracać. Ale okazało się, że jest potrzeba pomocy. Dlatego zostaliśmy - opowiada.

Wiele godzin oczekiwania

Uchodźcy są często zmarznięci po wielogodzinnym oczekiwaniu, dlatego kubek gorącej herbaty czy kawy bardzo się przydaje. Jedzenie, wodę, banany czy batoniki dowożą do stolików ludzie z całej Polski. Ktoś przywiózł też pączki, a wolontariusze od rana robią kanapki. Jedzenie trafia do kobiet i dzieci, których z każdą godziną na granicy jest coraz więcej. Mężczyźni w wieku poborowym (18-60 lat) muszą zostać w kraju w związku z powszechną mobilizacją.

Część Ukraińców czeka na znajomych, którzy mieli ich odebrać. Tak jak Polina, którą spotykamy przy stolikach Rosjanki. Jest nieśmiała, jakby wstydziła się czymkolwiek poczęstować. - Czekam na moich znajomych. Przyjadą po nas i zabiorą nas do siebie - mówi. - To, co dzieje się teraz na Ukrainie, jest niewyobrażalne. Wybuchy, huk, rozpacz dzieci. Coś przerażającego - dodaje. 

Na briefingu prasowym zorganizowanym w sobotę około godziny 14 wiceszef MSWiA mówił, że polsko-ukraińską granicę przekroczyło ponad 115 tysięcy osób. Wszystkie miejsca odprawy granicznej są otwarte. Po przedostaniu się na polską stronę Ukraińcy mogą udać się do specjalnie zorganizowanych punktów recepcyjnych, tam uzyskać pomoc i wskazówki odnośnie tego, co dalej powinni zrobić. 

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny