W Warszawie jest więcej samochodów niż mieszkańców. "Zdaje się, że starczy nam już 'marchewki'. Pora na 'kija'"

W Warszawie zarejestrowanych jest ponad 2 miliony samochodów. To więcej niż oficjalna liczba zameldowanych mieszkańców, która - według danych GUS - wynosi prawie 1 800 000 osób. - To bardzo zła informacja dla miasta i mieszkańców. Najwyższy czas, by władze podjęły bardziej zdecydowane działania. Zdaje się, że starczy nam już w tej sprawie "marchewki", a pora na większe użycie "kija" - mówi nam ekspert do spraw transportu Adrian Furgalski.
Zobacz wideo

Informację o liczbie aut w stolicy uzyskał radny Nowej Lewicy Marek Szolc, który napisał interpelację w tej sprawie. W odpowiedzi urzędnicy przekazali, że zgodnie ze stanem na koniec ubiegłego roku, w Warszawie było zarejestrowanych dokładnie 2 009 458 pojazdów, z czego 1 526 850 to samochody osobowe, a 4 094 to samochody elektryczne.

Jednocześnie tylko w ciągu 2021 roku w Warszawie zarejestrowano 276 240 pojazdów. W tym samym czasie w całym kraju zarejestrowano 446 680 samochodów osobowych.

W mediach społecznościowych Szolc zwrócił uwagę, że te 2 miliony to przebicie psychologicznej bariery i - przede wszystkim - porażka miejskiej polityki mobilności. Zdaniem radnego, ratusz robi zbyt mało, by zachęcać mieszkańców do wybierania komunikacji miejskiej zamiast samochodów osobowych.

Wypowiedzi Szolca spotkały się z krytyką części internautów, którzy podawali, że wiele  zarejestrowanych pojazdów w rzeczywistości, przez większość czasu, nie porusza się po Warszawie. Chodzi przede wszystkim o auta należące do firm leasingowych (np. samochody wynajmowane na minuty), które z warszawską rejestracją można spotkać praktycznie w całej Polsce. Druga grupa to samochody ciężarowe zarejestrowane przez warszawskie firmy.

Radny Nowej Lewicy ripostował jednak, że takiego samego argumentu można użyć w drugą stronę. Każdego dnia po Warszawie poruszają się przecież tysiące aut z całej Polski. Najwięcej do stolicy wjeżdża samochodów z okolicznych miast i miasteczek, czyli tak zwanego warszawskiego obwarzanka. Jeszcze przed wybuchem pandemii koronawirusa Zarząd Dróg Miejskich alarmował, że codziennie do Warszawy wjeżdża ponad milion aut. W tym momencie, biorąc pod uwagę popularność pracy zdalnej, prawdopodobnie jest ich mniej, ale to nie oznacza, że problem zniknął.

"To bardzo zła informacja"

O skomentowanie danych przekazanych przez ratusz zwróciliśmy się do eksperta do spraw transportu Adriana Furgalskiego z grupy TOR. - To bardzo zła informacja dla wszystkich mieszkańców Warszawy. Przecież przełoży się to na większy ruch na ulicach, większy hałas i większe zanieczyszczenie. Prawie sto tysięcy Polaków umiera rocznie wskutek zanieczyszczonego powietrza i smogu. To głównie problem dużych miast. Odpowiadają za to nie tylko tak zwane kopciuchy, ale też samochody. Im więcej aut, tym dla nas gorzej. W samej Warszawie wiele rodzin ma więcej niż jeden samochód - zaznacza Furgalski.

Jak może z tym walczyć miasto? Eksperci wymieniają tu szereg rozwiązań. Po pierwsze - dalsze rozbudowywanie transportu miejskiego i zachęcanie mieszkańców do korzystania z autobusów, tramwajów, metra i pociągów. Według naszego rozmówcy Warszawa i tak odnosi w tej mierze spore sukcesy.

- Trudno powiedzieć, żeby Warszawa miała złą komunikację publiczną. Z roku na rok jest ona oceniana bardzo dobrze. Cały czas inwestujemy w nowy tabor, w budowę nowych linii tramwajowych w "uprzywilejowanie" komunikacji, żeby czas przejazdu autobusów i tramwajów był krótszy niż samochodów. Wydaje się, że tej "marchewki" jest już dużo, teraz pora na więcej "kija". Miasto ma możliwości podniesienia cen parkowania w strefach śródmiejskich. Nie wiem czemu, ale Warszawa cały czas z tym zwleka - komentuje Furgalski.

- Niebawem będzie możliwość dużej swobody jeśli chodzi o wprowadzanie tak zwanych stref czystego transportu. Jednym z rozwiązań mogą być też stawki za parkowanie dla mieszkańców. Jeżeli ktoś ma samochód, teraz za parkowanie w okolicy zapłaci 30 złotych rocznie. Można powiedzieć, że to darmo. W wielu miastach, gdzie mieszkają mniej zamożni ludzie niż w Warszawie, często to już koszt ponad 1000 złotych - dodaje. Odnosi się też do zagranicznych przykładów. – W Tokio nie można zarejestrować samochodu, jeśli nie mamy dokumentu potwierdzającego, że mamy miejsce parkingowe. Wydaje mi się, że Warszawa ma wciąż delikatniejsze podejście w tych sprawach niż na przykład Wrocław czy Poznań - twierdzi ekspert.

Adrian Furgalski mówi też o możliwych krokach ze strony władz państwowych. - Rząd powinien podjąć stanowcze działania, jeśli chodzi o stare zachodnie samochody sprowadzane do Polski. Można powiedzieć, że od lat jesteśmy pod tym względem złomowiskiem Europy. Rząd powinien postawić na blokadę w sprowadzaniu śmieci, a nie samochodów. Chodzi na przykład o limity wieku pojazdu czy normy emisji spalin - kwituje nasz rozmówca.

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny