Aktywiści LGBT tym razem górą. Sąd jeszcze raz zajmie się kontrowersyjnymi słowami Kai Godek

Sąd Apelacyjny w Warszawie uchylił właśnie wyrok sądu pierwszej instancji dotyczący wypowiedzi Kai Godek i naruszenia dóbr osobistych aktywistów LGBT. Według sądu, nazwanie ich "zboczeńcami" przez działaczkę pro-life można uznać za mowę nienawiści.
Zobacz wideo

W całej sprawie poszło o wypowiedzi medialne Kai Godek, która osoby ze społeczności LGBT nazwała m.in. "zboczeńcami". Kilkanaście osób złożyło pozew przeciwko aktywistce o naruszenie ich dóbr osobistych. Wśród nich byli dziennikarze, wykładowcy akademiccy, prawnicy i polityk.

Sąd pierwszej instancji uznał, że słowa wypowiedziane przez działaczkę pro-life paść nie powinny paść, ale nie doszło do naruszenia dóbr osobistych. W pisemnym uzasadnieniu sąd wskazał m.in., że powodowie nie dowiedli, że należą do społeczności LGBT. "W ocenie sądu, fakt przynależności każdego z powodów do grupy osób o orientacji homoseksualnej (czy biseksualnej) winien zostać przez nich wykazany za pomocą dowodu w postaci opinii biegłego sądowego seksuologa lub przynajmniej za pomocą dowodu z zaświadczenia lekarza seksuologa, potwierdzających orientację seksualną każdego z powodów" - napisał wówczas sąd. 

Sąd apelacyjny uchyla wyrok

W czwartek sprawą zajmował się Sąd Apelacyjny w Warszawie, który wyrok sądu pierwszej instancji uchylił. - Wbrew temu, co przyjął Sąd Okręgowy, nie potrzeba tu żadnej opinii seksuologa czy jakichś opinii i zaświadczeń. Wystarczą tutaj oświadczenia powodów i ewentualnie przesłuchanie ich w charakterze strony - mówiła w ustnym uzasadnieniu sędzia Sądu Apelacyjnego Małgorzata Kuracka.

- Zdaniem sądu, zmuszanie czy stawianie obowiązku, że powodowie mają przy pomocy opinii biegłych wykazywać, że należą do osób homoseksualnych czy biseksualnych, czy transseksualnych, to wymóg zupełnie niezasadny i z niczego niewynikający. Natomiast sąd pierwszej instancji zaniechał przesłuchania powodów, co jest bardzo poważnym uchybieniem, zwłaszcza w sprawie o naruszenie dóbr osobistych - mówiła dalej sędzia Kuracka.

"Chodzi o wypowiedzi stanowiące mowę nienawiści"

Sędzia odniosła się też do wątku dotyczącego tego, czy wypowiedzi Kai Godek można traktować jako naruszające prawa konkretnych osób. - Żeby odpowiedzieć na to pytanie, należy przyjrzeć się wstępnie tym wypowiedziom - czy mogą one w sposób obiektywny naruszać czyjeś dobra osobiste. I trzeba stwierdzić, że chodzi o wypowiedzi bardzo ostre, bardzo rażące, stanowiące mowę nienawiści - mówiła sędzia Kuracka.

- Nie jest zasadne twierdzenie pozwanej, że jej wypowiedź z audycji [chodzi o rozmowę w Polsat News - red.] odnosiła się tylko do premiera Irlandii i tylko on mógł się ewentualnie czuć obrażony. Zdaniem sądu, wypowiedź zawierała również tezę ogólną, z której wynikało, że osoby homoseksualne są zboczone - uzasadniała sędzia.

Sąd odniósł się również do innej wypowiedzi pozwanej, z której wynikało, że homoseksualizm bardzo często idzie w parze z pedofilią. - W kolejnej wypowiedzi pozwana nie pozostawia wątpliwości, mówi o wszystkich gejach: "Geje chcą adoptować dzieci, bo chcą je molestować i gwałcić". Pozwana nie przedstawia żadnych wyłączeń. To teza - wstępnie ją analizując - bardzo rażąca. Pedofilia, gwałt - to przestępstwa, to czyny nieakceptowalne. W tej sytuacji obiektywnie można uznać, że teza ta może ranić osoby LGBT. Jest to mowa nienawiści powodująca szczucie na innych ludzi - tłumaczyła sędzia.

- Mając to na uwadze trzeba, zastanowić się, czy wypowiedzi pozwanej, które mogą obiektywnie obrażać, mogą się odnosić do konkretnych powodów. I zdaniem sądu, tu - wbrew temu co przyjął Sąd Okręgowy i co podnosiła strona pozwana, i prokurator - można to odnieść do odczuć indywidualnych jednostek - mówiła sędzia.

Co dalej?

Sprawa wróci więc do pierwszej instancji i sąd zajmie się nią ponownie. - Jestem przeszczęśliwy i głęboko wdzięczny sądowi za uchylenie wyroku z pierwszej instancji. Sąd bardzo wyraźnie powiedział, że ocena sądu pierwszej instancji była niewłaściwa. Że sąd powinien przesłuchać nas i sprawdzić, czy nasze dobra zostały naruszone. Sąd też bardzo wyraźnie powiedział, że wypowiedzi pozwanej można uznać za mowę nienawiści - mówi prawnik prof. Jakub Urbanik, jeden z powodów.

- To jest wielki wyrok i wielka zmiana w stosunku do tego, co się do tej pory działo w polskim orzecznictwie. Liczymy na to, że teraz Sąd Okręgowy, wysłuchawszy nas, przyzna nam rację i że wreszcie udało się nam postawić tamę mowie nienawiści wobec osób LGBT+ w naszym kraju - mówi Urbanik.

Podobnie wypowiada się Emilia Barabasz, adwokatka i również jedna z powódek. - Jestem ogromnie szczęśliwa. Chyba po raz pierwszy w życiu poczułam się w sądzie jak obywatel pierwszej kategorii, jak podmiot, który traktuje się z szacunkiem. Jestem sądowi niewymownie wdzięczna za ustne uzasadnienia i sposób, w jaki sąd przekazał motywy tego uzasadnienia - podkreśla.

- Sąd jasno wyjaśnił, że pani Kaja Godek wypowiada swoje opinie względem całej naszej społeczności LGBT+, bez wyjątku. A to powoduje, że każda osoba, która do tej społeczności należy, może czuć się tego typu wypowiedziami urażona - dodaje prawniczka.

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny