Przewrót w śląskim sejmiku. Awantura o worki znalezione w toalecie. "My nawet nie mieliśmy czasu się spakować"

Wewnętrzna komisja prowadzi postępowanie w sprawie zniszczonych dokumentów, znalezionych w toalecie Urzędu Marszałkowskiego Województwa Śląskiego w Katowicach. Odkryła je tam sprzątaczka - po tym, gdy w sejmiku doszło do zmiany władzy. Na razie sprawa nie została zgłoszona organom ścigania.
Zobacz wideo

Rzecznik Urzędu Marszałkowskiego Sławomir Gruszka poinformował TOK FM, że wątpliwości wzbudziło 15 worków dokumentów znalezionych przez sprzątaczkę w toalecie. - W 12 workach znajdowały się dokumenty zniszczone za pomocą niszczarki. W trzech workach znajdowały się dokumenty, które można było zidentyfikować na podstawie sygnatur i pieczątek. To dokumenty, które były "w zakresie pracy" byłej wicemarszałek Izabeli Domogały - opowiada Gruszka.

Zdaniem rzecznika do takiej sytuacji nie powinno dojść, bo jeśli członek zarządu w sposób nagły kończy pracę, to w urzędzie powoływana jest komisja. Jej członkowie mają za zadanie zabezpieczyć dokumenty. - Trzeba stwierdzić, czy to są dokumenty, które nie mają znaczenia urzędowego, czy może jednak to są ważne dokumenty, które powinny zostać zarchiwizowane - wyjaśnia Gruszka.

"My nawet nie mieliśmy czasu, żeby się spakować"

Izabela Domogała jest oburzona insynuacjami rzecznika Urzędu Marszałkowskiego. Odpowiada, że jego słowa to wprowadzanie w błąd opinii publicznej. - Nie zniszczyłam ani jednego dokumentu! 21 listopada sesja sejmiku trwała do północy. My nawet nie mieliśmy czasu, żeby się spakować. Wyłączono nam telefony. Od tamtego czasu nie mam dostępu do biura - tłumaczy nam Domogała.

Była wicemarszałek nie wie, kto te rzeczy zapakował do worka. Zaprzecza też, by używała niszczarki. - W urzędzie jest elektroniczny obieg dokumentacji, natomiast w gabinecie miałam notatki, przygotowania do wystąpień itd. Dokumenty, które stanowią akta sprawy, znajdują się w departamentach, a nie w gabinetach marszałków - wyjaśnia Domogała.

Gruszka informuje jeszcze, że inny z członków zarządu - Beata Białowąs (związana z Solidarną Polską), dopytywała o niszczarkę.

"W związku z informacjami podawanymi przez Urząd Marszałkowski w Katowicach jakobym zniszczyła urzędową dokumentację po złożeniu rezygnacji z funkcji członka zarządu, informuję, że są to insynuacje nie mające żadnego pokrycia w rzeczywistości" - przekazała PAP Beata Białowąs.

"Moje prywatne notatki, zaproszenia, ogólnodostępne raporty, kartki świąteczne, kartki z życzeniami czy stare gazety, foldery, nie są dokumentami, które wymagają archiwizowania. Nie są to dokumenty, w rozumieniu instrukcji kancelaryjnej. W związku z tym, moim obowiązkiem było uporządkowanie stanowiska pracy i zniszczenie zbędnych dokumentów" - napisała Białowąs.

Zmiana władzy na Śląsku

Zarówno Białowąs, jak i Domogała utrzymują, że ataki na nie wynikają z insynuacji niepopartych żadnymi dowodami i naruszają ich dobre imię, dlatego zamierzają podejmować zdecydowane kroki prawne, jeśli będą się powtarzać.

21 listopada Prawo i Sprawiedliwość straciło większość w Sejmiku Województwa Śląskiego. Marszałek Jakub Chełstowski oraz troje dotychczasowych radnych PiS utworzyli klub "Tak! Dla Polski" i wraz z opozycją wybrali nowy zarząd.

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny