"Chciałabym, żeby rodziło się więcej dziewczynek". Lekarka z Katowic od początku wojny prowadzi ukraińskie ciąże

"Nasza pani doktor" - tak o dr Mirosławie Mackiewicz mówią ukraińskie pacjentki Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego z Katowicach Ligocie. Pochodząca z Ukrainy ginekolog od początku wojny powitała na świecie 20 uchodźczych noworodków.
Zobacz wideo

Dr Mirosława Mackiewicz, specjalista ginekolog-położnik pracuje w Uniwersyteckim Centrum Klinicznym im. prof. K. Gibińskiego w Katowicach Ligocie od 2004 roku. Przyjechała z miejscowości Równe (150 km od granicy polsko-ukraińskiej) jako 16-latka, a po odbyciu kursu językowego została przyjęta na studia medyczne w Krakowie. Po ich ukończeniu zaczęła pracować w Katowicach Ligocie.

"Nasza pani doktor"

Kiedy na Górny Śląsk, do Katowic i ościennych miast zaczęli docierać uchodźcy wojenni z Ukrainy, naturalne stało się, że dr Mackiewicz zaczęła się opiekować przyjeżdżającymi ciężarnymi. Od 24 lutego prowadziła już wiele ukraińskich ciąż zakończonych szczęśliwym rozwiązaniem. Przyznaje, że tym kobietom zdecydowanie łatwiej jest, kiedy lekarka prowadząca posługuje się językiem ukraińskim. Dlatego Ukrainki w Katowicach mówią o niej "nasza pani doktor".

- Nie wiedziałam o tym, ale jest to na pewno miłe - przyznaje dr Mackiewicz. Opowiada, że cały czas stara się pomagać w tłumaczeniu z języka ukraińskiego na polski anestezjologom, położnym i na oddziałach - na tyle, na ile starcza jej czasu. Ale to nie wszystko - do dr Mackiewicz odzywają się też lekarze z innych województw, którzy dzwonią np. z prośbą o przetłumaczenie wyników badań pacjentek, które akurat mają w swoich gabinetach.

Żeby się uśmiechały

Ale nie tylko o kwestie językowe chodzi. Lekarka zwraca uwagę, że niezwykle istotne jest dostrzeżenie w pacjentkach po prostu ludzi. - Staram się tak rozmawiać z pacjentkami, tak je pokierować, żeby nie koncentrowały się na tym, co dzieje się w Ukrainie, tylko na konkretnej sytuacji tu i teraz. Nie ma innego wyjścia, one muszą być silne i tak też do tego podchodzą - tłumaczy. Jak mówi, jej wielkim życzeniem jest, żeby ciężarne i młode mamy uśmiechały się i choć na chwilę zapomniały o wojnie. - To byłoby dla mnie najfajniejsze - przyznaje lekarka. 

Od 24 lutego w Uniwersyteckim Centrum Klinicznym odbyło się 20 ukraińskich porodów, a sama tylko dr Mackiewicz przyjmuje w poradni 15-20 takich pacjentek tygodniowo. W sumie od początku wojny w Ukrainie z pomocy katowickiego szpitala skorzystało 89 pań z Ukrainy. - Myślałam, że uchodźców będzie coraz mniej, ale nie widzę, żeby zmniejszała się liczba pacjentek. Również tych rodzących jest coraz więcej - przyznaje nasza rozmówczyni. 

"Przyjmuje mnie ta ruska lekarka"

Sytuacja, którą dr Mirosława Mackiewicz szczególnie pamięta, miała miejsce tuż po 24 lutego. - To był drugi lub trzeci dzień wojny, jedna z pań siedziała w poczekalni, bardzo zestresowana. Oprócz tego, że musiała w ciąży uciekać przed wojną, miała złamaną nogę. Bardzo się bała. Kiedy wjechała na wózku do mojego gabinetu, zapytała, czy może mi podać dokumenty w języku ukraińskim. Gdy odpowiedziałam, że oczywiście, stwierdziła przestraszona, że przecież ja jestem "ruska" - wspomina dr Mackiewicz. Uspokajała pacjentkę, że jest rosyjskojęzyczna, ale jest z Ukrainy. - Po tych słowach na jej twarzy pojawiła się wielka ulga. Wyszeptała: "Boże, pomyślałam: ja uciekałam przed okupacją Rosjan, złamałam nogę, jestem w ciąży i przyjmuje mnie ruska lekarka. Bałam się strasznie, dopóki nie zaczęła pani mówić do mnie po ukraińsku". To był jeden z takich momentów, których nie zapomnę do końca życia - mówi dr Mirosława Mackiewicz. 

Uniwersyteckie Centrum Kliniczne w Katowicach Ligocie im. prof. K. Gibińskiego wyposaża ukraińskie pacjentki w tzw. torbę porodową, w której mieszczą się m.in. koszule, środki czystości czy ubranka dla dziecka. - Pakujemy tam wszystko, co dostajemy z darów. Kiedyś nawet ofiarowaliśmy wózek pacjentce, która jest tu sama z trójką dzieci - opowiada dr Mackiewicz.

Minimalnie więcej chłopców

Ukraińskie pacjentki kilka czy nawet kilkanaście dni po porodzie wysyłają dr Mackiewicz zdjęcia swoich dopiero co narodzonych dzieci, pisząc, że wszystko jest OK, że są bardzo wdzięczne. - To bardzo miłe i sympatyczne. Są też panie, które urodziły w UCK w Katowicach Ligocie i już wyjechały z powrotem do Ukrainy. Ale i od nich dostaję SMS-y z zdjęciami dzieci i podziękowaniami - mówi dr Mackiewicz.

Ona sama chciałaby, żeby teraz rodziło się jak najwięcej dziewczynek. - Nie jestem przesądna, ale uważam, że ta wojna zakończy się wtedy, kiedy będzie przewaga dziewczynek nad chłopakami. Na teraz takiej przewagi nie widzę - zaznacza. Spośród 20 ukraińskich dzieci, które od 24 lutego przyszły na świat w UCK w Katowicach Ligocie, minimalnie więcej było chłopców.

Z pomocą fundacji Medycyny Prenatalnej im. Ernesta Wójcickiego oraz wielu darczyńców prywatnych w UCK w Katowicach Ligocie działa "różowy magazyn", w którym zbierane są rzeczy niezbędne do porodu i opieki nad noworodkiem. Dzięki temu każda przyszła mama z Ukrainy otrzymuje przed rozwiązaniem torbę porodową z pełną wyprawką dla noworodka. Jeśli ktoś chciałby się podzielić niezbędnymi produktami czy przedmiotami, może je przynieść do UCK osobiście lub wysłać pocztą na adres: Uniwersyteckie Centrum Kliniczne SUM w Katowicach, ul. Medyków 14, 40-572 Katowice, z dopiskiem "Mama w Centrum". Chodzi o rzeczy wyprane i w dobrym stanie. Mogą, ale nie muszą być nowe.

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny

Najnowsze podcasty

Więcej podcastów