Bielsko-Biała. Wysokie raty przerastają kredytobiorców. "Pogodzili się już z tym, że syndyk sprzeda ich dom"

Rosnące raty kredytów to bolączka mieszkańców nie tylko największych polskich miast. W Bielsku-Białej są już pierwsze osoby, które - po ostatnich podwyżkach stóp procentowych - decydują się na złożenie wniosku o upadłość konsumencką. - Mają tak dość obecnych trudności finansowych, że chcą się od nich uwolnić - mówi nam radca prawny.
Zobacz wideo

Pani Martyna z Bielska-Białej półtora roku temu zdecydowała się na zaciągnięcie kredytu hipotecznego na zakup mieszkania. Raty rozłożone zostały na 20 lat. - Gdy dostałam wyliczenie wysokości rat, to uznałam, że nawet jeśli wzrosną o połowę, dam radę spłacać kredyt. Liczyłam się z tym, że taki wzrost wysokości rat mnie czeka może za jakieś pięć czy dziesięć lat, ale nie spodziewałam się, że one wzrosną tak szybko - mówi.

Przyznaje, że kiedy w czerwcu dostanie zaktualizowany harmonogram spłat (po ostatnich podwyżkach stóp procentowych), to będzie dla niej już bardzo duża bariera finansowa. Na czym zamierza oszczędzać? - Na pewno na podróżach. Nie planuję żadnego długiego wyjazdu w tym roku. Często chodziłam też na koncerty. Teraz wiem, że nie będę sobie już mogła na to pozwolić. Każdy mój zakup będzie musiał być przemyślany - deklaruje 30-letnia bielszczanka.

Szukają pomocy u prawników

Zaczyna przybywać też takich kredytobiorców, których obecna sytuacja zmusza do szukania pomocy u prawników zajmujących się upadłościami konsumenckimi. Radca prawny z Bielska-Białej Bogumił Bertoldi mówi, że po ostatnim podwyższeniu przez Radę Polityki Pieniężnej stóp procentowych w jego kancelarii rozdzwoniły się telefony z pytaniami o to, czym jest upadłość konsumencka i jaki skutek osiąga.

- Są już nawet osoby, które zleciły nam napisanie wniosku o ogłoszenie upadłości - mówi radca prawny. - Niewypłacalność tych osób została wprost spowodowana podwyższonymi ratami kredytu. Ich raty wzrosły o kilkadziesiąt procent. Mając dopięty budżet, zaciągnęli kredyty, gdy stopy procentowe były na znacznie niższym poziomie. Do tego jeszcze zdarzają się problemy z wynagrodzeniami oraz rosnąca inflacja. To wszystko spowodowało, że niektórzy mają poważny problem ze spłatą kredytu - opowiada prawnik. - Niektórzy klienci mówią, że mają tak wysokie raty, że właściwie wszystko, co zarobią, muszą przeznaczyć na ich spłatę. Niewiele zostaje im na życie - dodaje. 

Upadłość konsumencka wiąże się jednak z tym, że syndyk musi sprzedać majątek upadłego, także ten zabezpieczony hipotecznie, żeby spłacić zadłużenie. - Staramy się, jeśli to możliwe, pomóc tym osobom negocjować warunki spłaty kredytu w banku. Są jednak tacy klienci, którzy mają tak dość obecnych trudności finansowych, że chcą się od nich uwolnić i decydują się na upadłość - twierdzi prawnik.

- Do naszej kancelarii zgłosiło się ostatnio małżeństwo, które ma dom o wartości 500 tysięcy złotych. Do całkowitej spłaty kredytu hipotecznego, zaciągniętego na nieruchomość, zostało jeszcze około 200 tysięcy. Pogodzili się już z tym, że syndyk sprzeda ich dom, spłaci kredyt, a za to, co im zostanie, będą próbowali kupić jakąś nieruchomość, w której będą mogli zamieszkać. Na ich sytuację wpłynęła bezpośrednio podwyższona rata kredytu - mówi Bertoldi.

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny