Coraz więcej prób samobójczych przed egzaminami. "Młodzież nie wierzy w siebie"

Okres poprzedzający maturę czy egzamin ósmoklasisty to czas coraz częstszych prób samobójczych wśród młodzieży. W Bielskim Oddziale Psychiatrycznym dla Dzieci i Młodzieży przebywa obecnie kilka ósmoklasistek. - Obserwujemy z roku na rok, że liczba tych uczniów wzrasta - mówi ordynator Oddziału Psychiatrycznego dla Dzieci i Młodzieży Sabina Micorek.

Młodzi ludzie często są przemęczeni. Nie potrafią poradzić sobie ze stresem i nie wierzą w to, że dobrze zdadzą egzamin ósmoklasisty czy maturę. W Oddziale Psychiatrycznym dla Dzieci i Młodzieży Szpitala Pediatrycznego w Bielsku-Białej przebywa obecnie kilkoro uczniów klas ósmych.

- Obserwujemy z roku na rok, że liczba tych uczniów wzrasta - mówi ordynator Oddziału Psychiatrycznego dla Dzieci i Młodzieży Sabina Micorek i dodaje, że obecne problemy młodzieży nasiliła pandemia oraz zdalne nauczanie. Dzieci musiały przestawić się na naukę w domu, często bez dogodnych warunków (pokój z rodzeństwem, brak sprzętu elektronicznego, pracujący zdalnie rodzice). Potem wracały do szkół i bały się, że będą miały zaległości.

Jak podkreśla ordynator Sabina Micorek, ten okres jest także niezwykle trudny ze względu na stres związany z wyborem dalszej ścieżki edukacyjnej. Dzieci muszą zdecydować, czy to będzie liceum, technikum, czy szkoła branżowa. Wielu młodych ludzi mówi, że nie wie, co chce robić dalej. Przeżywają kryzys w budowaniu swojej tożsamości. Nie wyobrażają sobie przyszłości. Z takich powodów problemy emocjonalne pojawiają się u coraz większej liczby dzieci i młodzieży. Coraz więcej jest też młodych ludzi, którzy podejmują próby samobójcze.

- W okresie wiosennym, kiedy zbliżają się matury czy egzaminy ósmoklasisty, obserwujemy, że młodzi ludzie podejmują próby samobójcze z powodu poczucia bezsilności, odczuwania presji. Młodzież mówi: "nie dam rady, nie podejdę do tego egzaminu, nie napiszę", więc stres szkolny jest bardzo istotny - podkreśla lekarz Sabina Micorek. Program nauczania jest przeładowany, dodatkowo dzieci cały czas czują się sprawdzane i oceniane, piszą po kilka kartkówek i sprawdzianów w tygodniu. 

Ordynator Micorek twierdzi, że do lekarzy i psychologów często zgłaszają się rodzice z dziećmi, które za wszelką cenę chcą mieć dobre wyniki w nauce. Zarywają noce, bo przygotowują się do klasówek, a po lekcjach uczęszczają na korepetycje z kilku przedmiotów - to wszystko sprawia, że nie mają czasu wolnego, aby rozwijać swoje pasje czy po prostu trochę się ponudzić. Myślą tylko o tym, że muszą coś zaliczyć, zdążyć z materiałem. 

Rodzice często proszą o leki na koncentrację, bo ich pociechy nie są w stanie się uczyć. Ale jeśli dziecko idzie na osiem godzin do szkoły, potem jeszcze przez cztery godziny odrabia zadania, zarywa noce na naukę, to zdarza się, że po kilku latach takiego funkcjonowania przychodzi kryzys emocjonalny. Dziecko nie jest w stanie wstać z łóżka, jest sfrustrowane, traci motywację do nauki. - Młodzież nie wierzy w siebie i w to, że może się dostać do dobrej szkoły - alarmuje lekarz Sabina Micorek.

Nie tylko szkoła

Powodów, które mają wpływ na coraz częstsze podejmowanie prób samobójczych przez nastolatków, jest wiele. Te związane są także ze środowiskiem domowym i rówieśniczym. Tu też problem wzmogła pandemia, związana z nią izolacja, a teraz także wojna w Ukrainie, która jest kolejnym stresogennym czynnikiem dla dzieci i młodzieży.

Całodobowy Oddział Psychiatryczny dla Dzieci i Młodzieży w Bielsku-Białej funkcjonuje od trzech i pół roku. Jak podkreśla ordynator Micorek, na początku w Izbie Przyjęć zdarzały się jedna bądź dwie konsultacje na dzień, teraz jest ich kilka. - Niedawno zrobiliśmy ich nawet kilkanaście w ciągu jednego dnia - wszystkie dotyczyły nagłych przypadków - mówi lekarka. Część konsultowanych pacjentów wymaga przyjęcia do oddziału. Wzrasta też liczba pacjentów wymagających konsultacji psychiatrycznych w pozostałych oddziałach Szpitala Pediatrycznego.

Ekspertka zwraca też uwagę, że dostawianie kolejnych łóżek na oddziałach psychiatrycznych to nie jest rozwiązanie problemu. Trzeba pracować nad poszerzeniem oferty pomocy ambulatoryjnej dla dzieci i ich rodzin. Dlatego reforma psychiatrii dziecięcej ma tak istotne znaczenie. Ważne jest też kształtowanie właściwych postaw w sytuacjach kryzysowych oraz reagowanie na nie. Czasu wymaga jeszcze budowanie świadomości wśród młodych, że najbardziej adekwatną formą pomocy dla cierpiącego kolegi czy koleżanki jest zgłoszenie tego faktu osobom dorosłym, które pomogą zorganizować pomoc.

Rodzic dowiaduje się na końcu

- Gdy dzieci podejmują próbę samobójczą, czasami dzwonią na telefon zaufania, piszą do kolegów, informują pracowników szkoły, rzadziej swoich rodziców - twierdzi nasza rozmówczyni. Duża część nastolatków mówi, że nie ma zaufania do rodziców lub ma poczucie, że ich problemy są przez nich bagatelizowane. Podkreśla, że wiele rodzin nie rozmawia o emocjach. Rodzice pytają o oceny i jak dziecko poradziło sobie w szkole. Jeśli rodzina weźmie pod uwagę, że dziecko może być wykluczane z grupy rówieśniczej i nie unika szkoły dlatego, że nie chce mu się uczyć, wtedy zmienia się perspektywa. Jak twierdzi ordynator, wielu sytuacji kryzysowych dałoby się uniknąć przy wsparciu rodziców, szkoły czy grupy rówieśniczej.

Zauważalnym problemem jest także to, że nastolatkowie często nie mogą liczyć na wsparcie rodziców, bo ci też mierzą się ze swoimi problemami: depresją czy nałogami. Nie radzą sobie w trudnych życiowych sytuacjach, jak np. rozpad małżeństwa. - Dziecko ma czasami poczucie, że to ono powinno zaopiekować się rodzicem, boi się, kiedy opiekun sam mówi, że zrobi sobie krzywdę - dodaje ordynator Micorek. Obarczenie problemami osób dorosłych również wpływa negatywnie na funkcjonowanie dzieci i młodzieży.

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny