Ratownicy w nocy szukali oszusta, który zadzwonił na 112. Teraz policja szuka jego. "Ktoś mógł w tym czasie umierać"

Od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności grozi żartownisiowi, który w nocy postawił na nogi bydgoskie służby ratunkowe. - Ktoś inny w tym czasie mógł umierać. Nie byłoby wolnego ambulansu - bo ostatni zespół został zadysponowany do fałszywego zdarzenia - alarmują ratownicy.
Zobacz wideo

Wszystko działo się około godz. 1 w nocy z poniedziałku na wtorek. Ktoś zadzwonił pod 112, ze zgłoszenia wynikało, że pomocy potrzebuje tonący, a dramat rozgrywa się w okolicach ul. Królowej Jadwigi. Strażacy z Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej nr 1 w trybie alarmowym wsiedli do wozu Specjalistycznej Grupy Ratownictwa Wodno-Nurkowego i ruszyli na miejsce. Do akcji został wysłany też dodatkowy zastęp strażaków, policja i Zespół Ratownictwa Medycznego. - Wszyscy na sygnale, a pamiętajmy, że każdy wyjazd na sygnale świetlnym i dźwiękowym może nieść również zagrożenie dla medyków w ambulansie. Na drodze mogą zdarzyć się różne rzeczy i sytuacje - zwraca uwagę Krzysztof Wiśniewski, ratownik medyczny z Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Bydgoszczy.

- Dojeżdżamy na miejsce i tu niespodzianka - brak poszkodowanego, nikt nic nie wie, nie ma żadnego wypadku, nie ma żadnego leżącego mężczyzny. Szukamy i pytamy, czas biegnie… Aż wreszcie okazuje się, że to fałszywe wezwanie - relacjonuje Wiśniewski. Sprawą zajmuje się policja.

Jak dodaje ratownik, za tego typu głupie żarty, zabawę czy też chęć zaimponowania przed grupą znajomych, grozi kara. Zgodnie z art. 224a par. 1 Kodeksu karnego, "kto wiedząc, że zagrożenie nie istnieje, zawiadamia o zdarzeniu, które zagraża życiu lub zdrowiu wielu osób lub mieniu w znacznych rozmiarach lub stwarza sytuację, mającą wywołać przekonanie o istnieniu takiego zagrożenia, (...) podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8".

- Kiedy my, strażacy, policja zajmowaliśmy się szukaniem poszkodowanego, pomocy mógł potrzebować ktoś inny. Ktoś, kto się dławił, miał silny krwotok, dusił się, umierał. A tu nie ma wolnego ambulansu, bo ostatni zespół pojechał do fałszywego zdarzenia. Możemy mieć do czynienia z ludzkim dramatem, a ktoś się będzie w tym czasie śmiał - złości się Krzysztof Wiśniewski. 

Ze statystyk wynika, że tylko co trzeci dzwoniący na 112 faktycznie potrzebuje pomocy. Aż 62 proc. telefonów wykonanych w ubiegłym roku do Centrum Powiadamiania Ratunkowego w Bydgoszczy to fałszywe zgłoszenia lub głupie żarty. Operatorzy w Centrum odebrali w ciągu roku ponad 1,2 mln połączeń, z czego aż 765 tys. było nieuzasadnionych.

- Niestety osoby, które wprowadzają służby ratunkowe w błąd, uświadamiają sobie ten fakt (a czasem i nie uświadamiają), dopiero gdy znajduje ich policja. Albo gdy wytrzeźwieją - przyznaje ratownik. - I wtedy przychodzi refleksja, że w tym czasie pomocy mogła potrzebować moja mama lub ktoś z rodziny - dodaje.

Krzysztof Wiśniewski przypomina, że pod numer alarmowy 112 i numer do pogotowia ratunkowego 999 należy dzwonić tylko w stanach nagłego zagrożenia zdrowotnego. - Pogotowie ratunkowe to nie taxi, to nie przychodnia na kółkach. Jak sama nazwa wskazuje, jest to pogotowie RATUNKOWE! - podkreśla.

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny