"Chcemy pomóc, a robimy wielką krzywdę". Fundacja apeluje, by młodych zwierząt nie zabierać do domu

Wyglądają na porzucone lub ranne, więc są zabierane przez ludzi chcących pomóc. - Nie pomagają, tylko krzywdzą młode, dzikie zwierzęta - mówi Anna Bajek z Fundacji Dzika Nadzieja. Podkreśla, że tego typu "porwań" jest ostatnio coraz więcej i radzi, co zrobić w sytuacji, gdy na spacerze znajdziemy na przykład małą sarnę.
Zobacz wideo

"Siedział taki pod krzaczkiem, więc go zabrałem. Co mam teraz z nim zrobić?" - jak mówi nam Anna Bajek z Fundacji Dzika Nadzieja, mniej więcej tak brzmią zgłoszenia od osób, które pochopnie zabrały młodego ptaka do domu i znalazły się w kropce. Jej organizacja działa na Dolnym Śląsku, blisko Wałbrzycha. Bajek przyznaje, że takich próśb napływa do niej ostatnio coraz więcej. Jest cieplej, ludzie częściej spędzają czas na świeżym powietrzu, w lasach czy na łąkach. Częściej też spotykają młode ptaki i - jak mówi - "porywają je".

Aktywistka przypomina, że nie wolno pochopnie ich zabierać. - Czy to młoda sowa, młody drozd, czy młoda sikorka - wylicza. - Czasami ludzie dzwonią i mówią: "bo on jest na chodniku, co robić?". Można go przenieść kilka metrów dalej, jeśli jest tam jakiś krzak albo drzewo, ale nie zabierajmy takich ptaków od razu do domu czy do jakiegoś ośrodka - apeluje.

Po czym rozpoznać, że ptak wymaga pomocy? Może mieć na przykład opadnięte skrzydło, co może być z kolei oznaką złamania. Jeśli ptak nie może stać na dwóch nóżkach, któraś z nich będzie zgięta czy będzie odstawała, ten fakt też może wzbudzić nasz niepokój. - Natomiast to, że ptak nie lata? Podloty [młode ptaki - red.] nie latają! - mówi Anna Bajek. - Jeśli stoi na dwóch łapkach, to znaczy, że wszystko z nim dobrze. Jeśliby leżał, to byłoby nienaturalne. Ptaki nie odpoczywają, leżąc. Wtedy trzeba przyjrzeć się ptaszkowi, czy jest z nim coś nie tak - wyjaśnia nasza rozmówczyni.

Jak dodaje, w takich sytuacjach ludzie najpierw powinni dzwonić do fundacji. Wówczas zostaną proszeni o przesłanie zdjęcia danego osobnika. Jeśli okaże się, że niepokojąco wyglądający ptak to po prostu podlot, proszeni będą o to, by go odnieść w miejsce, gdzie został znaleziony.

Anna Bajek przekonuje, że to w 99 procentach działa. - Gorzej jest, gdy ktoś zaniesie takiego ptaka na przykład do straży miejskiej i tam go zwyczajnie zostawi. Wtedy my nawet nie wiemy, skąd ten ptak jest i gdzie go odnieść, jeśli jest zdrowy - dodaje.

Młode ssaki mają gorzej

O ile podloty mają spore szanse na bycie zaakceptowanym po powrocie przez ptasich rodziców, o tyle sprawa związana z młodymi sakami jest już bardziej skomplikowana. Młoda sarna czasami znajdowana jest przez ludzi pod krzakiem czy liściem. - Jej matka jest zwykle gdzieś w pobliżu, choć człowiekowi wydawać się może, że właśnie znalazł biedne, małe, opuszczone zwierzę - twierdzi pani Anna.

Dorosła sarna w ten sposób odciąga drapieżniki od swojego potomstwa, bo choć młode sarny nie mają zapachu i nie jest ich w stanie wywęszyć drapieżnik, to już dorosłe osobniki taki zapach wydzielają. Zdarza się więc, że trzymają dystans od swojego potomstwa, by nie sprowadzać na niego niebezpieczeństwa.

- Często jest tak, że ludzie znajdują takie młode, biorą do domu, próbują przez kilka dni karmić, choć nie mają dostatecznej wiedzy na ten temat i potem dzwonią do nas, że zwierzę ledwo żyje. My nie jesteśmy w stanie go wziąć do siebie, ale staramy się znaleźć dla niego miejsce, gdzie udzielą mu potrzebnej pomocy - deklaruje nasza rozmówczyni.

Pytana, czy takiego młodego ssaka można odnieść w to miejsce, z którego został zabrany, odpowiada, że na pewno nie po kilku dniach. Wówczas bowiem są już niewielkie szanse na to, że przesiąknięty ludzkim zapachem młody zostanie przyjęty przez matkę. Niemniej jednak znane są sytuacje, że takie próby się udają. - To zawsze jest loteria, więc jeśli widzimy w lesie taką sarenkę, odwracamy się i odchodzimy. Jeśli mamy podejrzenie, że coś ze zwierzęciem jest nie tak, warto najpierw obserwować je z daleka, sprawdzić czy jego matka się zjawi. Jeśli nie, dopiero wtedy mogą być podstawy, żeby zwierzę zabrać. Najpierw jednak należy zadzwonić na przykład do takiej fundacji jak nasza i zapytać, co robić. Zabierając takiego malucha bezpodstawnie, możemy skazać go na śmierć - mówi pani Anna.

- To jest bardzo smutne, bo w 99 procentach przypadków nasze zachowanie wynika z chęci niesienia pomocy, gdy tymczasem robimy zwierzęciu ogromną krzywdę - podsumowuje.

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny