Jest decyzja sądu w sprawie dzieci z Domu Dziecka w Mariupolu. Nikt nie może ich wywieźć

Anna Gmiterek-Zabłocka
Sześćdziesięcioro dzieci z Domu Dziecka w Mariupolu, które uciekając przed wojną, trafiły do Kazimierza, nie może opuścić tej miejscowości - ustaliła reporterka TOK FM. Tak zdecydował sąd rodzinny w Puławach. Chodzi o dzieci, którymi od przyjazdu do Polski zajmowała się grupa amerykańskich wolontariuszy, na czele z kontrowersyjnym pastorem Mattem Shea.
Zobacz wideo

Dzieci z Domu Dziecka w Mariupolu, wraz z dwiema opiekunkami, uciekając przed wojną, dojechały pociągiem na zachód Ukrainy, a stamtąd zostały zabrane polskimi busami. Transport zorganizował Kościół Nowego Przymierza, na którego czele stoi Paweł Chojecki. Chojecki kilka miesięcy temu został skazany m.in. za znieważenie prezydenta Andrzeja Dudy i obrazę uczuć katolików. Chodzi o słowa o tym, że "Kościół katolicki to wielka prostytutka". Pastor został skazany na 8 miesięcy więzienia zamienione na prace społeczne w wymiarze 20 godzin miesięcznie.

To właśnie do Pawła Chojeckiego odezwał się z USA pastor Matt Shea. Znali się już wcześniej. Shea poprosił o pomoc w transporcie dzieci do Polski i o znalezienie dla nich miejsca. Wiadomo było, że Shea - razem z grupą wolontariuszy - leci do Polski, by pomóc. Dzieci - wspólnie z Amerykanami - zamieszkały w Domu Dziennikarza w Kazimierzu Dolnym. Jak pisaliśmy, warunki, w których je umieszczono, były bardzo dobre. Byliśmy w środku, widzieliśmy beztroskę i radość małych podopiecznych. 

Kontrowersje budziła jednak sama postać Matta Shea. W rozmowie z nami przekonywał, że chodzi mu wyłącznie o dobro sierot i że połowa z nich była już w trakcie procesów adopcyjnych i miały trafić do amerykańskich rodzin o ukraińskich korzeniach. 

Znane są jednak jego skrajnie prawicowe poglądy. Shea to były żołnierz, weteran misji w Bośni i Iraku. W USA zarzucano mu m.in. tzw. terroryzm wewnętrzny, a także przygotowywanie nastolatków do "świętej wojny". Pisały o tym media, m.in. CNN czy The Guardian

Sprawą opieki nad dziećmi zajął się sąd. I decyzja jest jednoznaczna

Sąd Rejonowy w Puławach sprawą zajął się m.in. na wniosek prokuratury. Wysłał do Kazimierza kuratora, który miał sprawdzić, w jakich warunkach przebywają dzieci oraz kto i jak się nimi zajmuje. Po tej wizycie sąd podjął tymczasową decyzję w sprawie dalszych losów dzieci, w ramach tzw. zabezpieczenia. 

- Sąd w swoim postanowieniu ustanowił dwoje przedstawicieli, którzy mają sprawować reprezentację małoletnich, przy czym mają ją sprawować łącznie. Jest to jeden obywatel Polski i jeden obywatel Ukrainy. Opieka łączna oznacza, że obie te osoby muszą reprezentować dane dziecko jednocześnie i wspólnie podejmować decyzje - mówi sędzia Barbara Markowska, rzecznik Sądu Okręgowego w Lublinie. 

Jak dodaje, o szczegółach mówić nie może, bo sąd rozpoznawał sprawę na posiedzeniu niejawnym. Z naszych nieoficjalnych ustaleń wynika jednak, że opiekunami dzieci zostały: urzędniczka z Kazimierza Dolnego oraz dyrektorka Domu Dziecka z Mariupola (niedawno dojechała do Kazimierza). 

W postanowieniu sądu jest coś jeszcze - zakaz wywozu dzieci poza gminę

- Sąd orzekł zakaz przemieszczania się dzieci z terenu gminy, na terenie której aktualnie się znajdują, za wyjątkiem tych przypadków, kiedy zajdzie potrzeba wykonywania jakichś czynności medycznych na rzecz tych małoletnich. W pozostałych sprawach każdorazowo ma być uzyskiwana zgoda sądu - tłumaczy sędzia Markowska. 

Potwierdza to także Michał Kubalski z Biura Rzecznika Praw obywatelskich.

Szukają wolontariuszy, którzy zechcą pomóc w opiece nad dziećmi

W poniedziałek na Facebooku na ogólnodostępnej grupie "Widzialna ręka Lublin" pojawiło się ogłoszenie jednej z urzędniczek z Kazimierza Dolnego w sprawie pomocy dzieciom. Ogłoszenie pokazuje, że - po decyzji sądu - zajdą zmiany w opiece nad dziećmi z Mariupola. 

Chodzi m.in. o poszukiwanie wolontariuszy do opieki nad dziećmi. "Wolontariat obejmuje organizację czasu, pomoc w opiece nad dziećmi także podczas wyjścia poza obiekt oraz nadzór nad przepływem osób wchodzących do obiektu. (...) Mile widziane osoby z wykształceniem pedagogicznym, animatorzy, a także pracownicy jednostek organizacyjnych pomocy społecznej" - napisała Weronika Ziarnicka.

Urzędniczka w ogłoszeniu zastrzega, że do dzieci zostaną dopuszczone wyłącznie osoby, "które uzyskają zgodę opiekunów aktualnie reprezentujących dzieci lub będą posiadały wiarygodne rekomendacje, choćby ze strony organów samorządowych czy uczelni wyższych". 

Dodatkowo w ogłoszeniu czytamy: "W przypadku zgłoszeń międzynarodowych organizacji/ fundacji/ stowarzyszeń wyrażających chęć włączenia się w wolontariat, każde zgłoszenie będzie indywidualnie konsultowane z Konsulatem Ukrainy, za pośrednictwem odpowiednich organów władzy państwowej RP". 

Pastor Shea chciał adoptować kilkoro dzieci?

Takie informacje pojawiły się w amerykańskich mediach. Daniel Walters, dziennikarz śledczy, pisał o tym, że Matt Shea miał adoptować czworo dzieci i że procedury adopcyjne były w toku. Tak wynikało z rozmowy dziennikarza z jednym z mężczyzn, który towarzyszył Shea w czasie pobytu w Polsce. 

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny