"Chciałem uniknąć nagłaśniania tej historii, ale nie mam innego wyjścia". Rosyjski wolontariusz czuje się prześladowany

Nie dyskryminujmy wolontariuszy z Rosji, którzy pomagają Ukrainie - apelują aktywiści w Polsce. W Przemyślu jeden z działaczy - Georgij, który jest też założycielem fundacji "Za wolną Rosję" i do Rosji nie ma wjazdu, był już kilka razy legitymowany. Ostatnio przeszukano także jego samochód.
Zobacz wideo

Georgij Nurmanov jest w Polsce od dziewięciu lat. Przyjechał z żoną. Musieli uciekać z Rosji - jak wielu innych opozycjonistów, bo jego żona pracowała w jednej z amerykańskich organizacji pozarządowych działających na rzecz społeczeństwa obywatelskiego i praw człowieka.

Po przyjeździe do Polski wspólnie działają m.in. w stowarzyszeniu "Za wolną Rosję", którego celem jest podejmowanie działań zmierzających do przemiany Rosji w państwo demokratyczne i praworządne. Stowarzyszenie powstało w Warszawie w 2015 roku. Tuż po wybuchu wojny w Ukrainie to właśnie na stronie tej organizacji ukazał się apel wolnych Rosjan, nazywający wojnę "hańbą". Pod apelem podpisali się rosyjscy dziennikarze, aktorzy, opozycyjni politycy, historycy czy obrońcy praw człowieka.

Georgij działa też w Fundacji WOT, którą założył i w której Radzie przez kilka lat zasiadał. Fundacja powstała w styczniu 2016 roku i dostaje wsparcie finansowe od organizacji międzynarodowych i polskich. Zbiera też granty z konkursów organizowanych m.in. przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych, Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia czy fundację Edukacja dla Demokracji.

Legitymowany i przeszukany

Georgij zaangażował się w wolontariat na rzecz Ukraińców. Po raz pierwszy pojechał do Przemyśla po znajomych, którzy mieli dojechać tam z Kijowa. Widząc, co dzieje się na miejscu i jak ogromne są potrzeby, postanowił zostać i pomagać. Jak mówi, jest tam niemal non stop - do Warszawy jeździ teraz jedynie sporadycznie. W Przemyślu, w hali dawnego Tesco, stara się koordynować pracę wolontariuszy, często też służy za tłumacza. Był również zaangażowany w organizację kilku transportów ukraińskich rodzin z Przemyśla do Warszawy. 

Rosjanin już kilkakrotnie był legitymowany przez policję. Jak mówi, jest do tego w jakimś sensie przyzwyczajony, bo w Rosji spotykało go to na każdym kroku. W piątek został też przeszukany. Wszystko opisał na Facebooku.

"Staramy się koordynować naszą pracę w warunkach permanentnego chaosu organizacyjnego, o którym wie doskonale każdy, kto choć raz trafił do starego Tesco w Przemyślu. Jesteśmy w ciągłym kontakcie z wolontariuszami ze wszystkich krańców Europy, a nawet świata, którzy chcą przyjechać, by zabrać uchodźców do siebie do domu. My, czyli wolontariusze, faktycznie wzięliśmy na siebie ciężar logistyki tego miejsca, bo nie było nikogo innego, kto wziąłby go na siebie" - napisał Georgij.

I dalej: "W ciągu spędzonego tutaj czasu kilka razy zatrzymywała mnie policja, oskarżając mnie albo o sutenerstwo, albo o to, że bogacę się na przewozie uchodźców, mimo, że mam wszystkie rachunki i faktury, które udowadniają, że sami opłacamy przejazdy i nie pobieramy za nie ani grosza". 

Mężczyzna twierdzi, że w trakcie ostatniego legitymowania ze strony policjanta usłyszał groźbę. "Zostałem poddany rewizji osobistej, przeszukano mi samochód i na koniec obiecano, że jeśli oni (policjanci z Katowic) jeszcze raz usłyszą, że biorę od uchodźców pieniądze za przejazd, to będę potrzebował pomocy lekarza" - relacjonował wolontariusz.

Co na to policja?

Rzeczniczka przemyskiej policji Małgorzata Czechowska przyznaje, że rzeczywiście przed weekendem doszło do legitymowania Georgija. - Policjanci podjęli interwencję w rejonie Centrum Pomocy Humanitarnej w Przemyślu. Przeprowadzili kontrolę osobistą i sprawdzali samochód, z którego ten pan korzystał. Mężczyzna nie został zatrzymany - informuje.

Na pytanie, z czego wynikało legitymowanie, podaje, że sprawdzany jest każdy sygnał, który dociera do policji, a dotyczy m.in. handlu ludźmi, sutenerstwa czy oferowania uchodźcom transportu i pobierania opłat za przejazdy, które powinny być darmowe. Rzeczniczka nie chce ujawnić, od kogo policja dostała taki sygnał w sprawie Georgija.

Sam zainteresowany uważa, że działania funkcjonariuszy mogą być efektem jego krytyki lokalnych władz. Na początku marca wolontariusz w mediach społecznościowych zarzucił prezydentowi Przemyśla Wojciechowi Bakunowi bezczynność w kwestii pomocy uchodźcom. "Pan prezydent najwyraźniej postanowił nie współpracować z wolontariuszami, a mnie w niezbyt wyrafinowany sposób przywołać do porządku" - skomentował na Facebooku Georgij.

Prezydent Bakun do sprawy również odniósł się w mediach społecznościowych - w komentarzu pod wpisem dziennikarki Kai Puto. "Pan Nurmanov rzucił mglistą sugestię, że za jego legitymowaniem przez służby czy przeszukanie auta stoję ja albo też osoby związane z urzędem miejskim. To jest pomówienie, ale bez obaw, nie pierwszy i nie ostatni raz" - napisał.

"Nie można popadać w skrajności"

Dziennikarz i historyk Marek Radziwon zna Georgija od lat. Jak mówi, może zrozumieć nastawienie części Polaków do Rosjan w kontekście brutalnej i krwawej wojny, z którą mamy do czynienia. Zaznacza jednak, że nie można popadać w skrajności, bo nie wszyscy Rosjanie to Putin. - Przykład, który może się wydać demagogiczny, ale powiem tak: w latach '80 Komitet Noblowski - ze względu na Wojciecha Jaruzelskiego - mógłby odmówić Nagrody Nobla Lechowi Wałęsie. Właśnie dlatego, że Wałęsa jest Polakiem z państwa, w którym rządził Jaruzelski. Przecież to absurd - komentuje Radziwon.

We wtorek na stronie stowarzyszenia "Za wolną Rosję" pojawiło się oświadczenie nawiązujące do sytuacji, która spotkała Georgija. Czytamy w nim m.in.: "Na przestrzeni 6 lat pracy wszystkie nasze programy zostały pozytywnie ocenione przez donatorów oraz organy nadzorujące w Polsce. Jedynie władze Federacji Rosyjskiej oskarżały nas o to, że działalność Fundacji stanowi zagrożenie dla porządku konstytucyjnego Rosji i dlatego została ona wpisana na listę tzw. podmiotów niepożądanych w Rosji. Gieorgij Nurmanov jest założycielem Fundacji, przez kilka lat zasiadał w Radzie Fundacji" - czytamy w oświadczeniu.

Fundacja wskazuje, że Georgij jest kierownikiem zespołu wolontariuszy z ramienia fundacji i stowarzyszenia pracującego w Centrum Pomocy Humanitarnej na terenie byłego CH Tesco w Przemyślu. Jak czytamy w oświadczeniu, w ciągu trzech tygodni - dzięki pracy zespołu - tysiące osób otrzymały niezbędną pomoc. "Groźby wystosowane wobec kierownika naszego zespołu wolontariuszy uważamy za całkowicie bezzasadne i żądamy zapewnienia normalnych warunków pracy dla wolontariuszy, wykluczających możliwość zastraszania ludzi" - czytamy na stronie stowarzyszenia. 

Inne historie?

O tym, że nastawienie do Rosjan i Białorusinów - po wybuchu wojny - zmieniło się, świadczą też inne sytuacje. - Przyszła do mnie Białorusinka, studentka, która w Polsce pracuje. Miała konto w jednym z banków i usłyszała, że będzie zlikwidowane i że nie będzie mogła wpłacać pieniędzy, które przekazywała rodzicom - opowiada nam jeden z urzędników z Lublina, z punktu recepcyjnego. Są też przypadki studentów z Białorusi, którzy nie mają z czego żyć, bo nie mają kontaktu ze swoimi rodzinami (telefony nie działają) i zostali bez środków do życia, a nikt nie chce im pomóc.

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny