"Bardzo się staramy, żeby wolontariusze się nie wypalili, bo przed nami długi bieg". Apel do rządu o szybką pomoc

- Na razie mamy ogromną pomoc wolontariuszy, ale zdajemy sobie sprawę, że za tydzień, dwa czy trzy pewnie nie będzie już takiego zrywu i wtedy problemy dopiero się zaczną - mówi wicestarosta z Chełma Jerzy Kwiatkowski. Aktywiści i samorządowcy apelują do rządu o wspólne rozmowy, także z Ukraińcami, o tym, jak będą funkcjonować w naszym społeczeństwie w dłuższej perspektywie.
Zobacz wideo

Łukasz Sidor mieszka pod Hrubieszowem na Lubelszczyźnie. Przyjął u siebie dwie rodziny spod Kijowa. Jak mówi, nie mógł inaczej. Ma dom, chciał i mógł się podzielić. - Mam małego synka, śpi bezpieczny w cieple. Chciałem, by te osoby też miały podobne warunki - wyjaśnia. Zamieszkały u niego dwie mamy z dziećmi, które teraz bawią się wspólnie z jego synkiem.

Natalia, żona Łukasza, też nie miała wątpliwości, że tak właśnie trzeba postąpić. - Nie znamy swoich języków, ale dogadujemy się. Nieporadnie, często gestami, ale dajemy radę. Nasz synek też bardzo się zaprzyjaźnił z dziewczynami, zabawia je. Atmosfera jest naprawdę bardzo rodzinna - mówi. Chciała, by rodziny odpoczęły, ale one wolały włączyć się w pomaganie. - Byłam w pracy, mąż do mnie zadzwonił i powiedział, że [kobiety] ugotowały zupę. I w sumie nawet się ucieszyłam, bo to znaczy, że dobrze się u nas czują. Nie wiedziałam tylko, z czego ta zupa, bo miałam w domu tylko ziemniaki i marchewkę, ale dały radę - uśmiecha się Natalia.

- W tym momencie w ogóle nie ma u nas rozmowy o tym, do kiedy będą mieszkać. Mogą zostać, ile zechcą. Mamy co jeść, mamy gdzie spać. Damy radę - dodaje Łukasz. Sam jest też szerzej zaangażowany w pomaganie - organizuje i koordynuje transporty z darami. - Razem z mężem mówimy, że karma wraca. I mamy nadzieję, że gdyby kiedyś nam była potrzebna pomoc, to spotkamy na swojej drodze kogoś, kto będzie chciał nas wesprzeć - podsumowuje Natalia.

Co dalej?

Takich rodzin są w Polsce tysiące. Pomagamy Ukraińcom na ogromną skalę. W akcję wsparcia angażują się bardzo liczne grupy wolontariuszy - pomagają w ośrodkach, na dworcach, w punktach recepcyjnych. Są też tłumacze, lekarze, psycholodzy, studenci czy samorządowcy.

Ale co dalej? - To dobre pytanie. Rozglądam się po rządzących, bo trzeba zacząć rozmawiać nie o tym, co jest teraz, jutro, pojutrze, ale o tym, co będzie za pół roku, rok czy w najbliższych latach - mówi Anna Dąbrowska ze Stowarzyszenia Homo Faber, jedna z koordynatorek Lubelskiego Społecznego Komitetu Pomocy Ukrainie. - Chodzi o to, w jaki sposób zbudujemy na nowo nasze społeczeństwo. Mamy świadomość, że część osób - o ile wojna szybko się skończy - wróci do swoich domów, ale część zostanie w takich miejscach jak Lublin, Warszawa czy Kraków. I potrzebna nam jest bardzo szybko wspólna rozmowa środowisk rządowych, samorządowych i społecznych - razem z uchodźcami i uchodźczyniami z Ukrainy - na temat tego, jak dalej mamy ze sobą tutaj funkcjonować. Również rozmowa o funduszach na wszystkie potrzeby - wyjaśnia Dąbrowska.

Bieg na długim dystansie

Jak dodaje, musimy się przygotować na bieg na długim dystansie. - Mówimy to też wszystkim naszym wolontariuszom i wolontariuszkom. Bardzo się staramy, by się nie wypalili w tych pierwszych dniach, gdy tak ciężko pracują. Bo to będzie długi, bardzo długi proces, który jest przed nami - przyznaje nasza rozmówczyni.

Rząd przygotował specustawę dotyczącą pomocy obywatelom Ukrainy. Przewiduje ona m.in., że Ukraińcy, którzy na skutek rosyjskiej agresji opuścili swoją ojczyznę, będą mogli legalnie przebywać w Polsce przez 18 miesięcy. Przewidziano także ścieżkę dalszej legalizacji pobytu uciekających przed wojną Ukraińców w Polsce oraz wsparcie finansowe w wysokości 40 zł dziennie dla polskich rodzin goszczących ukraińskich uchodźców.

Organizacje pozarządowe zwracają jednak uwagę, że to tylko część działań. Potrzebne są szerokie rozmowy z udziałem wszystkich środowisk, a tego brakuje. - Trzeba zacząć opracowywać systemowe działania na przyszłość. Nie tylko tu i teraz - mówi Draginja Nadażdin, dyrektorka Lekarzy bez Granic w Polsce.

Na to samo zwraca uwagę wicestarosta powiatu chełmskiego. - Na razie mamy ogromną pomoc wolontariuszy, mnóstwo darów. Ale zdajemy sobie sprawę, że za tydzień, dwa czy trzy pewnie nie będzie już takiego zrywu i wtedy te autentyczne problemy dopiero się zaczną - mówi Jerzy Kwiatkowski. Dodaje, że m.in. dlatego w ośrodku, w którym przebywa obecnie 300 uchodźców - tworzy się specjalne magazyny z jedzeniem i z darami, by było ich jak najwięcej, także na przyszłość.

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny