Białoruski opozycjonista przed sądem w Polsce. "Nie jestem przestępcą. Uciekałem przed prześladowaniami"

Białorusin, który uciekł ze swojego kraju przed prześladowaniami i ma w Polsce status uchodźcy, stanął przed sądem za nielegalne przekroczenie granicy. W rozmowie z reporterką TOK FM mówi, że tego nie rozumie i wierzy, że zostanie uniewinniony.
Zobacz wideo

- Nie jestem przestępcą. Uciekałem przed prześladowaniami. Prezydent Andrzej Duda mówił, że Polska pomaga białoruskim opozycjonistom. Jestem mu za to bardzo wdzięczny. Ale dlaczego teraz traktuje się mnie jak przestępcę? - pyta pan Witalij.

Jego historię opisywaliśmy już na Tokfm.pl. Mężczyzna - po wyborach prezydenckich na Białorusi - włączył się w działalność białoruskiej opozycji. Stał się nawet lokalnym jej liderem. Organizował protesty, drukował gazety i ulotki. Za to ścigały go białoruskie służby. Przez kilka miesięcy musiał się ukrywać. Nawet żona nie wiedziała, gdzie jest. - Nie kontaktowaliśmy się ani telefonicznie, ani przez internet. Nie znałam jego planów. Nie wiedziałam, że będzie próbował przedostać się do Polski - mówiła przed sądem żona opozycjonisty. 

W końcu postanowił uciec do naszego kraju. Uznał, że tu będzie bezpieczny. Zapewnia, że z nikim tego nie uzgadniał. Dobrze pływa, więc przepłynął wpław Bug. - To rzeka z silnym nurtem, było bardzo niebezpiecznie. Gdy znalazłem się na brzegu, nie wiedziałem dokładnie, gdzie jestem. Z jednej strony było błoto, z drugiej rzeka. Miałem ze sobą schowany w specjalnej torebce telefon. Wtedy zadzwoniłem znad brzegu do znajomych w Polsce - opowiada. Chciał zapytać, gdzie jest najbliższa placówka Straży Granicznej, by móc złożyć wniosek o nadanie statusu uchodźcy.

Znajomi postanowili, że po niego przyjadą. Gdy zabierali go znad rzeki, pojawił się patrol Straży Granicznej. Uznano, że doszło do nielegalnego przekroczenia granicy.

"Nie rozumiem tych zarzutów"

Sprawa pana Witalija i dwójki Polaków toczy się przed Sądem Rejonowym w Białej Podlaskiej i w piątek odbyła się jedna z rozpraw. - Ja tego nie rozumiem. Nie rozumiem tych zarzutów. Przecież ja uciekałem przed prześladowaniem. Liczyłem na pomoc ze strony państwa polskiego - mówi Białorusin. Wierzy, że zostanie uniewinniony.

W podobnym tonie wypowiadają się jego obrońcy. - W tej sprawie jest jasne i wielokrotnie podnoszone, również przez funkcjonariuszy Straży Granicznej, że pan Witalij natychmiast po przekroczeniu granicy informował, jak poważne niebezpieczeństwo mu grozi na Białorusi. I nie mówimy tu tylko i wyłącznie o prześladowaniu, ale o zbrodniach przeciwko ludzkości, o możliwości zastrzelenia, o możliwości torturowania - argumentuje mecenas Tomasz Wiliński, jeden z obrońców Białorusina, który pomaga mu pro bono.

W trakcie piątkowej rozprawy jeden z funkcjonariuszy Straży Granicznej potwierdził zresztą, że pan Witalij - tuż po tym, jak funkcjonariusze zatrzymali samochód, którym jechał ze znajomymi - mówił, że jest opozycjonistą. Że uciekał przed reżimem i że chce się starać o status uchodźcy.

- Dążymy w tej sprawie do tego, by sąd uniewinnił naszego klienta, przede wszystkim dlatego, że nakazują tak umowy międzynarodowe. Nie można karać uchodźcy za to, że - chroniąc swoje życie, bezpieczeństwo, godność, zdrowie - nie przekracza granicy na przejściu granicznym. To mogłoby go przecież narazić na prześladowanie ze strony władz kraju pochodzenia - mówi mec. Małgorzata Jaźwińska, pełnomocniczka pana Witalija.

Możliwa zmiana kwalifikacji prawnej

Na piątkowej rozprawie sąd zasugerował stronom, że będzie się zastanawiał nad zmianą kwalifikacji prawnej czynu. Mówiąc prościej - nad tym, by Białorusin odpowiedział ewentualnie za wykroczenie, a nie za przestępstwo. - To oznacza tak naprawdę zupełnie inny rodzaj odpowiedzialności. Już na tym etapie sąd zauważył, że pan Witalij niekoniecznie współdziałał z innymi osobami przy przekroczeniu granicy, bo nie ma innej możliwości, by zmienić kwalifikację na wykroczenie - mówi mec. Tomasz Wiliński.

Polskie służby potwierdziły, że pan Witalij był na Białorusi zagrożony, bo w międzyczasie dostał już w Polsce status uchodźcy, o czym pisaliśmy na Tokfm.pl. - Jestem za to bardzo wdzięczny. Jestem też wdzięczny wielu Polakom, którzy mi pomogli i do dziś pomagają. A ta sprawa w sądzie? Dla mnie to jakieś nieporozumienie - mówi opozycjonista.

W piątek nie zapadł wyrok. Sąd postanowił przesłuchać jeszcze jednego świadka - funkcjonariusza, który wcześniej nie zeznawał. Kolejna rozprawa 11 marca.  

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny