Roztocze przeżywa oblężenie turystów. "Lepiej jak w Zakopanem. Korków nie ma, ceny na pewno niższe"

"Nie ma wolnych miejsc" - taką odpowiedź słychać zimą na Roztoczu coraz częściej. Niektórzy mają jednak miejsca i terminy, ale czasem bardziej opłaca się odmówić, niż zarobić niewiele. Aktualne ceny energii zniechęcają właścicieli do nagrzewania chat na krótki sobotnio-niedzielny wypad.
Zobacz wideo

Od początku pandemii Roztocze przeżywa oblężenie turystów. Początkowo dochody dla okolicy były z tego niewielkie, bo głównym punktem programu były leśne szlaki. Turyści omijali restauracje. Przyjeżdżali na jeden dzień, więc nie zamawiali też noclegów. Teraz jest inaczej, co potwierdza Magdalena Tereszczuk, prezes Lokalnej Organizacji Turystycznej "Roztocze". - Przy pierwszej i drugiej fali istotną przeszkodą były lockdowny, ale od trzeciej wszystko zaczęło się stabilizować. Teraz, słysząc o kolejnym wzroście zakażeń, nie widzę, żeby turyści rezygnowali z planów na ferie. Chyba nauczyli się żyć z koronawirusem i wiedzą, na co uważać - słyszymy w LOT.

Kalendarz się zapełnia

Zainteresowanie przyjazdami zdecydowanie widać, ale poważnym problemem dla biznesu i turystów staje się duża aktywność omikrona, za którą idą - czasem dość niespodziewane - kwarantanny.  

- Ferie warszawskie i krakowskie u nas zawsze było widać, ale w tym roku ruch jest zmniejszony. Problemem są kwarantanny, bo nawet jeśli trafia na nią tylko jeden z domowników, to reszta rzadko jedzie na narty [bez niego] - mówi Dariusz Bojar ze stacji narciarskiej w Jacni na Roztoczu.

Podobne spostrzeżenia mają właściciele kwater i hotelarze. Na ich stronach regularnie pojawiają się wpisy z informacją, że dzień przed zwolnił się termin i proponują ofertę "last minute". - Gdy proszę o zadatek, turysta się boi, że zachoruje albo trafi na kwarantannę. I pyta mnie, czy wtedy zwrócę mu pieniądze. Dobrze, że jest internet, bo tam szybko zgłosi się ktoś spóźnialski, choć już nie na cały weekend - mówi właściciel drewnianego domku w okolicy Krasnobrodu. Warto więc dzwonić nawet w ostatniej chwili.

Dlaczego więc kwatery są niedostępne?

Roztocze od lat kojarzy się z pobytem w sezonie letnim, a mniej z zimowym. Turyści jednak coraz chętniej wybierają miejsca niezatłoczone, odcięte od ruchliwych ośrodków turystycznych i szukają oferty całorocznej. Dlatego właściciele kwater - posiadający głównie domki wakacyjne - musieli zainwestować w kominki i piece. I tu pojawia się kolejny problem, bo chyba nikt nie spodziewał się, że tak bardzo wzrosną ceny energii i sporadyczne dogrzewanie, z reguły zwykle mało opłacalne, traci teraz sens.

- Chciałam wynająć chatkę z kominkiem, która ma dodatkowo ogrzewanie. Usłyszałam, że nie ma wolnego terminu. Jak dopytywałam właściciela o kolejne weekendy, to powiedział mi wprost, że miejsce jest, ale dopiero przy trzech dobach opłaca mu się włączać ogrzewanie - mówi nam Dagmara z Lublina. Dodaje jednak, że doskonale rozumie taką ostrożność.

W LOT "Roztocze" również potwierdza się niechęć do dobowych wypadów zimą. - Turyści mówią nam o tych problemach. Do kosztów energii związanych z krótkim pobytem dochodzi potrzeba sprzątania, dezynfekcji, częstszego przygotowywania pościeli, a to - przy dużej rotacji - bywa nieopłacalne - słyszy od przedsiębiorców Magdalena Tereszczuk.

Rozwiązanie jednak istnieje, bo na Roztoczu otwierają się mini hotele i duże pensjonaty. W nich pokoje cały czas są ogrzewane, więc krótkie pobyty nie stanowią problemu. - Ciągle mamy gości w naszych pokojach, a kolejni pytają nas o możliwość rezerwacji na ferie. Wiemy też, że turyści są w okolicy, bo nawet jeśli nie rezerwują noclegu u nas, to przychodzą na obiady do naszej restauracji - słyszymy w recepcji pensjonatu "Sosnowe Zacisze" w Suścu.

"Lepiej jak w Zakopanem"

Na Roztoczu śnieg leży już od kilku tygodni. Dlatego jedną z największych lokalnych atrakcji są kuligi. Właściciele koni mówią nam, że grafiki mają niezwykle napięte. - Czasem wsiada czteroosobowa rodzina, czasem jedziemy na kilka sań, bo przyjeżdżają całe firmy. Na saniach mieliśmy też już nawet dziewczyny na wieczorze panieńskim - uśmiechają się panowie, czekając na turystów przed pensjonatem.

Kogo by nie zapytać, każdy z miejscowych twierdzi, że na Roztoczu "lepiej jak w Zakopanem". - Po drodze nie ma korków. Śniegu mamy w lasach powyżej kostek, a ceny na pewno niższe. Duży ruch jest również nad popularnymi Szumami. - Jestem zaskoczony, od początku pandemii zawsze można kogoś tu spotkać, a czasem nawet trudno minąć się na szlaku. Kiedyś zimą było tu pusto - mówi Edward Słoniewski, prezes PTTK w Zamościu.

To może być ostatni moment na dobrą rezerwację

Dwutygodniowe ferie ruszają na Lubelszczyźnie 14 lutego. Dłuższe pobyty skończą w tym tygodniu mieszkańcy innych regionów, a niebawem zjedzie Lublin i Podkarpacie. - Na zamkniętych grupach na Facebooku nagminnie pojawiają się pytania o wolne miejsca. Na razie widać, że poszukiwania kończą się sukcesem, ale bliżej naszych ferii miejsc może już zabraknąć. Tak było w tamtym roku - słyszymy w organizacji "Roztocze".

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny