Pokazywali dzieciom, jak strzelać z broni. Żołnierze na spotkaniu w szkole w Krynkach

Dzieci z bronią w ręku, wymierzające do celu - takie zdjęcia znalazły się na profilu szkoły w Krynkach. To miejscowość na Podlasiu, która leży w tzw. strefie zamkniętej. - Dzieci z tego terenu powinny być otoczone szczególną pomocą psychologiczną, a funduje im się działania stymulujące jeszcze większe lęki i traumę - mówi TOK FM psycholożka.
Zobacz wideo

Zespół Szkół w Krynkach zorganizował spotkanie dotyczące bezpiecznego wypoczynku w czasie ferii. Informacja o nim - wraz ze zdjęciami - pojawiła się na Facebooku placówki. "Dziś gościliśmy w naszej szkole przedstawicieli służb mundurowych. Opowiedzieli oni o zasadach bezpieczeństwa w czasie nadchodzących ferii oraz o swojej pracy. Bardzo dziękujemy" - podali przedstawiciele szkoły. W spotkaniu brali udział funkcjonariusze Straży Granicznej i żołnierze. Przypomnijmy - Krynki to miejscowość na Podlasiu, która leży w tzw. strefie zamkniętej.

Na fotografiach w mediach społecznościowych widać było dzieci trzymające w ręku broń. Strażnicy pokazywali im, jak celować i strzelać. W komentarzach pod postem od razu pojawiła się żywa dyskusja na temat tego, czy uczniowie powinni brać w czymś takim udział. Szkoła broniła się, przekonując, że bezpieczeństwo uczestników było zapewnione, a broń nie była naładowana.

- Co z tego? - pyta jedna z mam, z którą rozmawialiśmy. - Nasze dzieci na co dzień, na każdym kroku, widzą wojsko, wojskowe samochody, broń, helikoptery. Tak jest od kilku miesięcy i nie wiemy, ile to jeszcze potrwa. Tego typu "lekcje" to dla nich dodatkowa trauma - mówi, nie kryjąc irytacji. Jak tłumaczy, nie powinno się rozmawiać z dziećmi o bezpieczeństwie w ferie, pokazując im broń.

Zdaniem psycholog Mirosławy Kątnej z Komitetu Ochrony Praw Dziecka, tego typu spotkania w szkole są niedopuszczalne. Zwłaszcza na Podlasiu, gdzie od kilku miesięcy trwa kryzys humanitarny, a na ulicach jest pełno mundurowych. - Co z tego, że broń nie jest naładowana i warunki bezpieczeństwa technicznego są zachowane? Tu nie ma bezpieczeństwa psychologicznego i emocjonalnego, bo przecież mówi się dziecku: "Tu celujesz, tu naciskasz, tu strzelasz". A do kogo strzelasz? Do człowieka, do wroga, do przeciwnika. Dzieci z tego terenu powinny być otoczone szczególną pomocą psychologiczną, a funduje im się działania stymulujące jeszcze większe lęki i traumę - ocenia Mirosława Kątna.

Psycholożka przekonuje, że kiedy mówimy o bezpieczeństwie podczas ferii, dzieciom powinny być pokazywane zupełnie inne treści. - Spotkanie w szkole w Krynkach traktuję wręcz w kategoriach krzywdy wyrządzonej dzieciom. Po co pokazywano im broń? Brak wyobraźni był w tym wszystkim - mówi ekspertka.

Jeden z rodziców napisał do szkoły list. "Chciałbym wyrazić swój niepokój jak i sprzeciw wobec wpuszczania do szkoły osób posiadających broń palną. Nie interesuje mnie czy nabitą, czy nie. (...) Jako wykwalifikowani pedagodzy powinni Państwo zdawać sobie sprawę z negatywnego wpływu, jaki może mieć podobne zachowanie na psychikę dzieci i naprawdę jestem zadziwiony, zdegustowany i zasmucony tą relacją, jak i szerokimi podziękowaniami za to spotkanie w niej wyrażanymi" - napisał rodzic.

- Te wpisy nie są od rodziców naszych dzieci, oni nie wyrażają oburzenia - stwierdziła w rozmowie z białostocką "Wyborczą" Anna Tomulewicz, dyrektorka szkoły w Krynkach. - To spotkanie zorganizowaliśmy, aby dzieci dowiedziały się, jak szczególnie teraz i tutaj, w niebezpiecznej strefie przygranicznej, mogłyby bezpiecznie spędzić nadchodzące ferie. Nie uczyły się strzelania, tylko pokazywano im, jak wygląda broń, na czym polega praca żołnierza i innych służb mundurowych - stwierdziła

Ostatecznie post zniknął z profilu szkoły na Facebooku.

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny